Wywiad z Charlesem R. Crossem


charles_r_crossCharles R. Cross mieszka niedaleko Seattle. Pisze książki i zajmuje się synem, który uwielbia jeździć z ojcem na rowerze i zbyt głośno słuchać Hendriksa. Niedaleko pada jabłko od jabłoni… Autor książki „Pokój pełen luster. Biografia Jimiego Hendriksa”, która ukazała się w ubiegłym roku nakładem Wydawnictwa Dolnośląskiego, poświęcił nam chwilę czasu. Zobaczcie efekt tej rozmowy:

Rockella: Jak długo zajęło Ci napisanie tej książki?

Charles R. Cross: Cztery lata.

R: Co było najtrudniejsze w jej pisaniu? Wiele postaci umarło już wiele lat temu, a ludzka pamięć jest zawodna…

C.R.C.: Najtrudniejsze było to, że dużo osób żądało pieniędzy za wywiad. Ja, w przeciwieństwie do innych biografów, nikomu nie płacę, więc było kilka osób, z którymi nie mogłem porozmawiać. Najbardziej godnym uwagi źródłem wiedzy był Mitch Mitchell, ale chciał, aby mu zapłacić, więc nie mogłem skorzystać z jego wspomnień.

R: Jimi Hendrix zmyślił wiele historii na swój temat. Musiałeś bawić się w detektywa oddzielając prawdę od fałszu?

C.R.C.: Oczywiście. Wiele z tego, co Jimi Hendrix opowiadał o sobie, było nieprawdziwe. Żeby poznać prawdę emocjonalną o jego życiu, starałem się odnaleźć ludzi, którzy znali go najlepiej, szczególnie tych, z którymi dorastał w Seattle. Ale odrzuciłem też wiele z tego, co zostało napisane wcześniej, ponieważ większość była nieprawdziwa.

R: Jakie znaczenie ma obecność kobiet w życiu Jimiego? Jego matka nie była typową „dobrą matką”, ale odnoszę wrażenie, że ją kochał, czy słusznie? Jej historia i spojrzenie Jimiego na nią, kilkakrotnie pojawiało się w jego piosenkach. Inne ważne kobiety w jego życiu to Delores Hall i Ernestine Benson. Ta druga szczególnie z powodu swoich nagrań. A co z setkami fanek? Czy Jimi był rzeczywiście tak dobrym kochankiem jak gitarzystą?

C.R.C.: Był skomplikowaną osobowością, więc nie jest łatwo odpowiedzieć na te pytania od razu. Śmierć jego matki w młodym wieku sprawiła, że ciągle poszukiwał miłości u kobiet. Wielokrotnie dotyczyło to aspektu seksualnego, ale często szukał dominujących kobiet, które po prostu pomogłyby mu przejść przez życie. Jeśli chodzi o to, jakim był kochankiem – to nie jest to pytanie, którym powinien zajmować się biograf, bo jest ono zbyt śliskie.

R: Narkotyki pojawiły się bardzo wcześnie w jego życiu, ale nie jako dodatek do imprez, tylko środek pobudzający do ciężkiej pracy i grania na gitarze. Oczywiście później sytuacja się zmieniła, szczególnie, kiedy poznał Devon Wilson.

C.R.C.: Myślę, że zbyt wiele miejsca poświęca się zażywaniu przez Jimiego twardych narkotyków. Zdecydowanie najbardziej niebezpieczną używką, którą stosował i jednocześnie tą, która przysporzyła mu najwięcej problemów był alkohol. W końcu to właśnie alkohol go zabił.

R: Czy uważasz, że Jimi mógłby wcześniej stać się legendą, gdyby nie był czarnoskóry? Czy w tamtych czasach jego kolor skóry miał aż takie znaczenie?

C.R.C.: W Stanach nigdy nie mógł uciec od swojego koloru skóry. Dzisiaj jest to już inny świat i teraz dużo szybciej stałby się gwiazdą, ponieważ nikt już nie nakazuje, w jakich miejscach mogą grać czarnoskórzy artyści, ani jaki rodzaj muzyki mają uprawiać. Hendrix miał dużo pracy z przełamywaniem tych barier.

R: Co zdecydowało o tym, że Jimi Hendrix był tak nowatorskim gitarzystą? Początkowo był tylko dobrze zmotywowanym i zafascynowanym gitarą młodym chłopakiem. Który moment w jego życiu, twoim zdaniem, zdecydował, że został najlepszym gitarzystą wszech czasów? Czy była to ‚Flaczkowa Trasa’?

C.R.C.: Znowu jest to pytanie, na które nie można tak łatwo odpowiedzieć. Myślę, że dowcipną odpowiedzią jest: „ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć”. Prawda jest taka, że Jimi nigdzie nie ruszał się bez gitary, ale trzeba też dodać, że oczywiście był uzdolniony muzycznie.

R: Wracając do jego dzieciństwa, co jest takiego szczególnego w Seattle? Właśnie stamtąd pochodzi, podobnie jak Jimi, wielu muzyków? Czy istnieje tam swego rodzaju unikalna atmosfera, która zrobiła z Jimiego muzyka?

C.R.C.: Dzięki mieszkającym tam Azjatom, Afroamerykanom i rodzimym Amerykanom, zarówno w tamtych czasach jak i teraz, Seattle jest jednym z najbardziej zróżnicowanych etnicznie miast w Ameryce. Jimi dorastał w multikulturowym sąsiedztwie i z pewnością wpłynęło to na niego.

R: Londyn zaakceptował go dużo szybciej. Najpierw stał się gwiazdą w Europie.

C.R.C.: W Europie jego pochodzenie rasowe było zaletą, bo ludzie uważali go za bluesmana, którym w pewnym stopniu rzeczywiście był.

R: Monterey International Pop Music Festival był zwrotem w jego karierze w Ameryce. Przyjechał jako przedstawiciel Europy, a dwa lata później, na Festiwalu Woodstock był już gwiazdą. Zmarł tragicznie 18.09.1970, ale pozostaje nieśmiertelny, bo grając na gitarze zmienił oblicze muzyki. 40 lat później wciąż jest jednym z najbardziej inspirujących gitarzystów w historii. Dlaczego właśnie on, a nie któryś z jego mistrzów?

C.R.C.: Większość z bluesmanów, z którymi dorastał tj. BB, Albert, Freddie King nie potrafiło wyjść poza sztywne ograniczenia bluesa, a Jimi nigdy nie myślał w kategoriach gatunków muzycznych. Kochał Boba Dylana, co było kluczem do sukcesu. Zastosował model białych artystów do czarnej tradycji bluesowej, czego nikt inny nie zrobił w takim stopniu jak on.

R: Czytając Twoją książkę odnoszę wrażenie, że kochasz jego muzykę, ale sama książka nie jest hymnem pochwalnym Hendriksa. Twój stosunek do niego jest bardzo szczery, a jednocześnie bardzo intymny, zgadza się?

C.R.C.: Staram się pisać rzeczowo oddając jednocześnie słowami moje zafascynowanie Hendriksem. Kocham go, ale wydaje mi się, że inne książki na jego temat były zbyt egzaltowane. Myślę, że jego historia jest wystarczająco wyjątkowa i nie trzeba tego tłumaczyć czytelnikom.

R: Ostatnio wydałeś książkę na temat Led Zepplin „ Led Zeppelin: Shadows Taller Than Our Souls” /ang. Cienie wyższe niż nasze dusze/. Czy możesz coś o niej powiedzieć? Jakie masz dalsze plany?

C.R.C.: Jest to bogato ilustrowana pozycja na temat ich muzyki. Zero plotek. Poza tym staram się nie wypaść z obiegu. Obecnie pracuję nad nową książką, ale nie mogę jeszcze oficjalnie o niej mówić…

R: Dziękuję za rozmowę.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s