Wywiad ze Zbigniewem Szatkowskim (Votum)


Votum_bandZbigniew Szatkowski, klawiszowiec Votum, to rozmówca idealny. Na każde pytanie odpowiada chętnie i wyczerpująco, rozwijając wątek do ostatniego szczegółu. Prawie zdradził nam tajne tegoroczne plany zespołu. Prawie, bo powstrzymał się w ostatniej chwili. Obiecał jednak, że porozmawiamy o nich, kiedy wejdą w fazę realizacji. Trzymamy za słowo! Na razie możecie się dowiedzieć, na jakim etapie tworzenia jest nowa płyta, jak się grało z Katatonią, Opeth, czy Anathemą i dlaczego podczas nagrywania „Metafiction” były krew i łzy.

Rockella: Ubiegły rok dla Votum był koncertowo bardzo udany. W sierpniu zagraliście na Metal Hammer Festival, we wrześniu na Ino-Rock. Towarzystwo doborowe. Dobrze się grało z takimi wykonawcami jak Riverside, Anathema, czy Pain of Salvation?

Zbigniew Szatkowski: To były świetne imprezy. Dobre miejsca, doborowe towarzystwo „starych scenicznych wyjadaczy”, fantastyczna atmosfera i setki ludzi. Nie da się przecenić możliwości zagrania z zespołami, które tak wiele zrobiły dla współczesnego szeroko pojętego progresu, popatrzenia, jak grają na żywo, poobserwowania jak przygotowują się do występów. Nawet przed koncertami, wystarczyło chwilę pogadać z chłopakami z Katatonii, Opeth czy Anathemy i od razu mieliśmy poczucie, że udało nam się współdzielić scenę z absolutną czołówką naszego nurtu. A z pewnością nie były to jedyne ważne koncerty, które zagraliśmy w zeszłym roku. W 2010 zagraliśmy kilka koncertów wspólnie ze znaczną większością wschodzących gwiazd polskiego progresu, jak chociażby na festiwalu Electric Nights w Lublinie – a od dawna wiadomo, że Polska rodzi mnóstwo utalentowanych wykonawców tego gatunku. Z kolei na początku roku organizowaliśmy też pewną dość interesującą inicjatywę, która była dla nas niezwykle ważna. Był to koncert, na który zaprosiliśmy kilka młodych, rozpoczynających swoją (oby jak największą) karierę zespołów. Od zawsze zdawaliśmy sobie sprawę, że często wejście do „lepszych/większych klubów” tkwi silnie za barierą budżetu, przez którą początkujące kapele nie są bardzo często w stanie się przedrzeć. Zdecydowaliśmy się więc na zorganizowanie takiego porządnego koncertu, z odpowiednią ilością patronów, plakatowania i ‘obecności w mediach’, by zaproszone kapele nie musiały się martwić o wszelkie pierdoły i po prostu zagrały z nami dobry koncert. Bardzo bym chciał, by ta inicjatywa w ramach możliwości stała się cykliczną imprezą, czas pokaże czy uda się zrealizować ten plan.

R: Nie zakwalifikowaliście się, co prawda, do Przystanku Woodstock, ale mam wrażenie, że przyjęliście to bez żalu?

Z.S.: Od początku było dla nas jasne, że formuła festiwalu sprzyja raczej wykonawcom z pogranicza rocko-reagge-punka i pochodnych, nawet ze względów historycznych. Dobrze się stało, że dotarliśmy tak wysoko w eliminacjach, ale później w rozmowach kuluarowych nawet organizatorzy zgodnie przyznali, że nie byłoby pełnej możliwości wykorzystać atmosfery, która jest podstawą naszej muzyki w Woodstockowych okolicznościach. Nie była to dla nas wielka strata – ten rok obfitował w tak wiele fantastycznych wydarzeń, że bylibyśmy się wielce cieszyli, jeśli udałoby się zagrać na Przystanku Woodstock, ale żalu, że się tak nie stało, nie mamy.

R: Po intensywnym koncertowym roku, teraz czas na płytę numer „3”?

Z.S.: Zgadza się. Wszystko w odpowiednim czasie, acz wielkimi krokami zbliża się kolejny krążek. Nie chcemy spinać się za bardzo: ciągle mamy wspomnienia mnóstwa problemów technicznych, jakich przysporzyła nam „Metafiction”. Zdecydowanie krew i łzy. Pamiętam, że wszystko potoczyło się po największej linii oporu. Sprzęt się psuł: gitary lądowały kilkakrotnie u lutnika, klawisze nie funkcjonowały poprawnie, zaginęła spora partia materiału zagranego na ścieżki, w pierwszym studiu pojawiły się braki w dostawach prądu i realizatora, niewiele brakowało, a wzmacniacze leciałyby do Chicago do naprawy, ponieważ kilkakrotnie odwiedziny u polskich specjalistów nie pomagały im, potem zalało nam salę i zmienialiśmy studio na finalny Izabelin. Próbowaliśmy dotrzymać założonych deadlineów i w rezultacie płyta powędrowała do Mystic, gdy zaczynało wschodzić słońce, kilka minut po finalnym masteringu, co i tak nie miało większego znaczenia, bo krążek utkwił w tłoczni na znacznie dłużej niż planowano i by dotrzymać obietnic premierowych, musieliśmy udostępnić materiał na MySpace przedpremierowo.  Wszystko, co mogłoby się zepsuć, zepsuło się. Teraz chcemy mieć nieco większy zapas czasu i przy odrobinie szczęścia nie będzie tyle „zła”, co przy krążku numer dwa.

R: Na jakim etapie jesteście, jeśli chodzi o nowy materiał? Wiem, że prace już się rozpoczęły.

Z.S.: Wypracowaliśmy już koncept, który będzie podstawą całości fabularnie, mamy pomysł na to, jaki klimat będzie miała muzyka, wiemy, po jakie sięgniemy środki wyrazu. Mamy też bardzo dużo fragmentarycznego materiału, teraz jedynie go szlifujemy i decydujemy, które rzeczy można rozbudować, które skrócić i jaką formę będą miały poszczególne utwory. Teraz będzie najtrudniejsza część, sprawienie by „forma”, którą w głowie ma każdy członek zespołu była taka sama. Zapewne tak jak w przypadku „Time must have a stop” i „Metafiction” nie obędzie się bez dużej ilości walk.

R: Kiedy planujecie wejść do studia? Ponownie stawiacie na Izabelin Studio? Las, cisza, spokój, to atmosfera pracy, która wam odpowiada?

Z.S.: Przypuszczam, że to jedyne, co sprawiło, że nie było rozlewu krwi podczas „Metafiction”. „Trójkę” spróbujemy zrealizować w większości w Izabelinie. Realizatorem ponownie będzie Piotr Zygo, z którym bardzo dobrze nam się współpracowało podczas finalizowania poprzedniego krążka. Nie padła jeszcze decyzja odnośnie masteringu płyty – mamy kilka pomysłów, acz wstrzymujemy się do czasu pierwszych miksów, by dać sobie więcej czasu na poszukiwanie kogoś, kto nadałby koloru w takim tonie, jakim jesteśmy zainteresowani.

R: Do studia zamierzacie wejść z gotowymi kompozycjami, czy też będziecie nad nimi jeszcze w studio pracować?

Z.S.: Ważne jest by wchodzić do studia z dużą ilością ogranych i dobrze przygotowanych rzeczy, bo daje to więcej czasu na eksperymenty. Nie jesteśmy zespołem z gigantycznym budżetem i nie możemy pozwolić sobie, jak na przykład Alice In Chains, praktycznie na mieszkanie w studiu przez kilka ładnych miesięcy, czy tak jak Ozzy Osbourne na wybudowanie sobie własnego studia do cześci nagrań, jak było w przypadku prac nad „Scream”. Nie sądzę, by jakiemukolwiek zespołowi służyło wchodzenie do studia, nagrywanie całości i wydawanie płyty, bez ponownego rzucenia, choć raz okiem/uchem na nagrany materiał. Uszy się męczą, trzeba trochę odetchnąć i przemyśleć na spokojnie to, co zrobiło się wcześniej – nie jest dobrze, jeśli coś sprawi, że nie ma na to czasu. U nas numery zawsze zmieniają się, gdy rozpoczyna się proces nagrań. Zawsze coś się delikatnie szlifuje, coś zmodyfikuje, jakieś elementy zostaną przekonstruowane, bo na przykład będą lepiej brzmiały w takiej formie niż innej. Czasem są to pomniejsze poprawki – np. w „Indifferent” z płyty „Metafiction” zwiększyliśmy odrobinę tempo – a czasem poważniejsze rekonstrukcje – np. „Home” nieco zmienił strukturę i „powiększył się”, w „Stranger Than Fiction” przebudowaliśmy bridge oraz kilka ścieżek, by uwypuklić pewne aspekty numeru, a w „Falling Dream” po usłyszeniu na spokojnie partii gitary Ala, w której się kompletnie zakochałem, przebudowałem kompletnie dużą cześć klawiszy i zmieniliśmy aranżację na bardziej minimalistyczną. Kompozycje powinny powstać wcześniej i w studiu dopiero ewoluować, ale często ze względu na ograniczenia czasowo-budżetowe, trudno jest doprowadzić do takiego stanu.

R: Kiedy możemy się spodziewać nowej płyty?

Z.S.: Jeśli nie pojawią się żadne nieprzewidziane okoliczności – a w przewidywaniu okoliczności mamy doświadczenie – to na przełomie 2011/2012. Nie chciałbym, byśmy w tym roku zbytnio się spieszyli. Jednocześnie dostajemy mnóstwo wiadomości, które świadczą o tym, że sporo osób czeka na trzeci krążek i nie chcemy ich zawieść.

R: Co jeszcze macie w planach na 2011 rok?

Z.S.: Początkowo chciałem się kompletnie z tego wyspowiadać, ale coś mnie tknęło… hehe…i powiem jedynie, że mamy sporo planów i dość skrupulatne strategiczne podejście do tego, co robimy. Jak tylko owe plany przejdą do początkowej fazy realizacji, bądź pewien, że dowiesz się, jako jeden z pierwszych. Na razie pozwolę sobie jedynie na podsycanie ciekawości, ale zapewniam, że jest na co czekać!

R: Kiedy będzie można was zobaczyć na żywo?

Z.S.: Oby jak najszybciej! Jednocześnie z pracami nad nowym krążkiem, przygotowujemy się do trasy koncertowej promującej jeszcze materiał z „Time must have a stop” oraz „Metafiction”. Szczegóły wkrótce, ale jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to wkrótce odwiedzimy całe polskie „progresywne zagłębie”, oraz kilka miast, w których jeszcze nie mieliśmy okazji grać. Koncertowanie jest dla nas bardzo ważne. Nie da się promować zespołu, jeśli rezygnuje się z częstego koncertowania i prób zaprezentowania się szerszej publiczności. Bardzo wiele naszych utworów zyskuje niesamowitą moc podczas wykonań na żywo, co pokazuje zupełnie nowe oblicze dość melancholijnej „Metafiction”, a w połączeniu z mocniejszymi fragmentami „Time must have a stop”, naprawdę potrafi skopać po tyłku. Na wielu koncertach, gdy tylko wielkość i architektura klubu na to pozwalają staramy się dodawać do naszego materiału wizualizacje koncertowe. To taki kolejny miły akcent do muzyki z tych płyt. Dzięki temu można jednocześnie popatrzeć i poszukać dodatkowych elementów fabuły płyt i spróbować odgadnąć, „co autor miał na myśli”.

R: Będziecie podczas tych koncertów testować odbiór nowego materiału?

Z.S.: Kiedyś była taka inicjatywa – przed nagraniem „Metafiction” na kilku koncertach pojawił się „Home”, jako zapowiedź nadchodzącego materiału. Jednak w przypadku kolejnego CD to raczej się nie wydarzy. Wiem skądinąd, że na chwilę przed oficjalnym pojawieniem się płyty w sklepach, zorganizujemy koncert promocyjno-premierowy. I już teraz wiem, że będzie to dla nas wielkie wydarzenie. Pokładamy spore nadzieje w „Magicznej trójce”.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s