Wywiad z Gerardem Wróblem (Perihellium)


perihellium_gerard_wrobelGerard Wróbel, lider i gitarzysta, tarnowskiej formacji Perihellium to perfekcjonista. Wszystko u niego musi się zgadzać, każdy dźwięk ma swoje miejsce, każda kreska w projekcie okładki coś znaczy. Dzięki temu, z tej rozmowy możecie dowiedzieć się dużo o „The War Machines” i dostrzec te elementy albumu, które gdzieś wam i niektórym recenzentom umknęły…

Editor: Wasza płyta – „The War Machines” – ukazała się w grudniu. Udało Ci się już znaleźć do niej dystans, ocenić ją na spokojnie z perspektywy czasu? Jesteś zadowolony z efektów?

Gerard Wróbel: Absolutnie tak. Efekty osiągnęliśmy dokładnie takie, jakie były naszym celem. Płyta miała to być rozpędzoną machiną od pierwszych do ostatnich dźwięków, miała być zrealizowana na wysokim poziomie, co również się udało dzięki pracy nad nią w Zed Studio. Jako twórca i kompozytor nigdy nie będę obiektywny wobec własnego dzieła i nie należałoby tego oczekiwać ode mnie. Świadomie nie katuję się tą płytą, ale wracam do niej co jakiś czas, dzięki czemu mogę zachować świeży wgląd na jej zawartość. Myślę, że chwyciłem w ten sposób odpowiedni dystans.

E: Wszystkie utwory na płycie są długie, rozbudowane. Taki był odgórny zamysł, czy też kompozycje same rozwijały się na etapie tworzenia do takiej postaci, bo trzeba przyznać, że pomysłów wam nie brakuje?

G.W.: Tworzenie długich utworów to nie jakaś fanaberia, moda lub, że tak jest fajnie. Koncept muzyki progresywnej zakłada takie formy z uwagi na zawarty w nich przekaz i treść. Każdy utwór to opowieść, której nie da się zamknąć w konwencjach zwrotkowo-refrenowych, poza tym na równi traktowane są opowieści z użyciem słów jak i dźwięków. Utwory powstają zwykle z wiodącym tematem nakreślonym wcześniej. Myślę wtedy jak go rozwinąć i co chcę za pomocą tego przekazać i jaki będzie miało to sens. Poza tym nasza muzyka zakłada odkrywanie jej warstw krok po kroku przez słuchacza, po każdym przesłuchaniu wyłapywanie czegoś nowego i coraz większe zrozumienie dla treści i przekazu. Żałuję bardzo, że niektórzy recenzenci nie mają na tyle czasu, ochoty, dobrej woli i cierpliwości żeby wniknąć głębiej w muzykę, teksty, grafiki na okładce i potraktować ją jako wielką całość. Uważam, że traktując tę płytę po łebkach naprawdę wiele się traci.

E: Na stronie zespołu można znaleźć twoje inspiracje muzyczne. Po zapoznaniu się z materiałem szczególną uwagę zwraca John Petrucci. Mam wrażenie, że w ogóle muzyka Dream Theater jest wam bliska?

Oczywiście, że muzyka DT jest nam bliska i wcale nie zamierzamy tego negować, ale chcę stanowczo powiedzieć, że dla Perihellium inspiracji jest o wiele więcej i nie ma co się sugerować tym jednym zespołem ani tym bardziej porównywać. Jeśli zanalizujesz sobie elementy, które wyróżniają Dreamów spośród innych zespołów to się okaże, że jednak podobieństw nie ma tak dużo, nie więcej niż w każdym innym progresywnym zespole. Struktura utworów jest zupełnie inna, partie wokalne, części instrumentalne, unisona, podejście do kompozycji i aranżowania itd. Czasem DT zarzuca się przerost formy nad treścią. Nie sposób się z tym miejscami nie zgodzić, ale ja uważam, że oni po prostu są już na tak wysokim poziomie, że mogą się bawić formą w taki sposób w jaki chcą. W skrócie mówiąc to cyrkowcy. Inna sprawa, która mnie fascynuje w tym zespole to ich wspólna historia i niewątpliwa miłość do tego, co robią. Zanim o nich było cokolwiek słychać, ciężko i systematycznie pracowali nad rozwinięciem tych elementów, które ich później zdefiniowały. Nie poddawali się, niosła ich pasja i przyjemność z tworzenia muzyki. Generalnie te elementy są bardzo ważne i uniwersalne dla każdego muzyka, który ma ambicje tworzenia czegoś swojego. Oczywiście okoliczności, kraj w którym mieszkasz i się rozwijasz również mają znaczenie czy odniesiesz sukces czy nie. Co do gitarzystów i ich wpływu na mnie oczywiście jest ich cała gama, poczynając od Jamesa Hetfielda, Steve’a Morse’a a na Johnie Petruccim i Michaelu Romeo skończywszy. Każdy z nich ma unikalny styl i coś innego co go wyróżnia. Podoba mi się takie dążenie do wyrobienia swojego stylu i kiedyś w przyszłości również chciałbym tak grać.

E: Kompozycyjnie jesteś odpowiedzialny za całość albumu, więc jesteś najbardziej odpowiednim adresatem tego pytania. Nie przewidziałeś na tej płycie żadnego oddechu dla słuchacza. Przez cały album mamy rockową jazdę. Nie chciałeś, choćby na jeden utwór, zmienić radykalnie tempa?

G.W.: Tempa są różne i wcale nie tak radykalne, oddech znajdziesz w każdym utworze jak dobrze posłuchasz. Tak jak wspomniałem wcześniej, założeniem tego albumu było zrobić historię opartą na mocnych i w miarę jednolitych utworach, które będą stanowiły całość. Tematyka całego albumu nie pozwala jednak na umieszczenie w niej lekkiego i delikatnego kawałka, bo byłoby to zwyczajnie nie na miejscu i psułoby pierwotny zamysł. Ten album to koncept, ale pomysł na niego jest z goła inny niż zazwyczaj. Główny koncept płyty jest ukryty, sugeruję zacząć od analizy okładki. Oczywiście dobór utworów na jakikolwiek album zależy właśnie od tematyki i jakiegoś ogólnego pomysłu na płytę. Na albumie The New Beginning jest kilka lżejszych momentów i one też były tam umieszczone celowo mając tam swoje uzasadnienie. Nie wykluczam, że w przyszłości będziemy eksplorować inne obszary emocjonalne, w tym również i te lżejsze. The War Machines miała być płytą mocną i miażdżącą, koniec i kropka! 🙂

E: A z kim, jeśli w ogóle, konsultujesz komponowaną muzykę?

G.W.: W procesie komponowania zwykle polegam na sobie, swojej wrażliwości i wiedzy, chociaż czasami proszę o pomoc znajomych muzyków, którzy mają większe doświadczenie z danymi zagadnieniami oraz chłopaków z zespołu. Wszystko zależy od sytuacji, ale muzycznie głównie polegam na sobie. W trakcie pisania tekstów korzystam z pomocy lektorów języka angielskiego i konsultuje jakieś newralgiczne momenty oraz daję do korekty całość tekstów. Mogę z tego miejsca podziękować Lidce Jamrosz i Kamili Rogowskiej za nieocenioną pomoc w tym zakresie. Dzięki dziewczyny!

E: Kończąc temat „The War Machines”, chciałem jeszcze zapytać o projekt okładki. Możesz powiedzieć kto jest autorem i przybliżyć zamysł tego projektu?

G.W.: Autorem okładki i całego projektu bookletu jest Maciej Zieliński, utalentowany grafik, którego dzieła można oglądnąć  na stronie maciejzielinski.com. Na jego twórczość natknąłem się przypadkiem, gdy byliśmy na etapie poszukiwania kogoś, kto mógłby stworzyć odpowiednią graficzną oprawę dla naszej płyty pasującą do klimatu i atmosfery. Obie płyty zespołu Animations zostały oprawione jego grafikami, czym przykuły moją uwagę. Dla The War Machines Maciek zrobił świetną robotę, już same próbki, które przysyłał wgniatały nas w fotel. W trakcie ich tworzenia Maciek miał tzw. „swobodę twórczą”, niczego mu nie narzucaliśmy, chociaż znał tematykę płyty i jej przesłanie. Myślę, że stworzył coś, co będzie podlegać interpretacji każdego odbiorcy. Myślę, że w tym temacie, byłby najbardziej kompetentnym adresatem tego pytania.

E: W ubiegłym roku otrzymaliście również, podczas festiwalu „Wielki Ogień” 2010, bardzo ciekawą nagrodę – za najlepsze wykonanie utworu z repertuaru Miry Kubasińskiej. Możesz coś więcej powiedzieć o tej nagrodzie? Jaki to był utwór?

G.W.: Na udział w tym festiwalu wpłynęła nasza wygrana na festiwalu rock’autostrada w 2009 roku, dostaliśmy zaproszenie i postanowiliśmy skorzystać. Oprócz swojego repertuaru warunkiem uczestnictwa było zagranie utworu z repertuary Miry Kubasińskiej. Nie ukrywam, że repertuar nam całkowicie obcy. Postanowiłem, że zrobię utwór w aranżacji nam bliskiej. Wybór padł na utwór „Do kogo idziesz”, zrobiliśmy go zupełnie inaczej z pazurem i w naszym stylu co bardzo się spodobało jury. Bardzo żałuję, że nie mamy nagrania video z tego festiwalu, ale cóż, może kiedyś uda się jeszcze zagrać ten utwór na żywo. W ogóle sam nasz udział w tym festiwalu był dość egzotycznym pomysłem, ponieważ na scenie królował blues, zresztą na bardzo wysokim i miejscami wirtuozerskim poziomie. Udało się wygrać w kategorii na najlepszy cover Miry co, nie ukrywam, odciążyło nas trochę z niemałych kosztów związanych z nagraniem The War Machines. Bardzo mile wspominamy ten festiwal i czas spędzony w Ostrowcu Świętokrzyskim.

E: Aby płyta trafiła do szerszej publiczności przydałyby się koncerty. Macie jakieś w planach?

G.W.: Obecnie jesteśmy na etapie poszukiwania managera, który zechce się nami zająć i pchnąć w tę machinerię koncertową. Z pewnością niedługo pojawią się pierwsze terminy koncertowe. Po najnowsze wieści odsyłam na nasza stronę perihelium.com.

E: Na koniec tej rozmowy, chciałem zapytać, czego należy życzyć niezależnej polskiej kapeli prog-metalowej, która właśnie wydała płytę?

G.W.: Więcej ludzi na koncertach, większego zainteresowania mediów, dużej ilości koncertów, wytrwałości i odrobiny szczęścia w tym wszystkim.

E: W takim razie, tego wam życzę, dzięki za rozmowę i do zobaczenia na koncertach.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s