Wywiad z Robertem Srzednickim (Studio Serakos)


serakosPrzez kilkanaście lat współtworzył zespół Annalist, w którym śpiewał i grał na gitarze. Obecnie prowadzi studio Serakos, w którym nagrywali, m. in. Riverside, Komety, Farben Lehre i Lunatic Soul. Robert Srzednicki, bo o nim mowa, opowiedział nam o atmosferze pracy w swoim studiu, cechach dobrego producenta i losach zespołu Annalist. Zapoznajcie się ze szczegółami naszej rozmowy.

Editor: Od kiedy istnieje Serakos?

Robert Srzednicki: Serakos istnieje od roku 2000. Studio jest prowadzone przeze mnie oraz przez moją żonę Magdę. Zajmujemy się realizacją nagrań, miksowaniem, masteringiem oraz produkcją muzyczną.

E: Studio zrealizowało dotychczas kilkadziesiąt płyt różnych wykonawców. Co oferuje studio od strony sprzętowej?

R.S.: Sercem studia jest rozbudowany system Pro Tools TDM. Pozwala nam on na skomplikowane zabiegi edycyjne i różnorakie „sztuczki komputerowe”. Niemniej – za stronę brzmieniową odpowiadają głównie zewnętrzne urządzenia analogowe. Mamy w swojej kolekcji szereg preampów, kompresorów, korektorów i efektów, z których właściwości korzystamy tworząc brzmienie naszych nagrań. Urządzenia analogowe dają świetną jakość oraz bardzo fajną i skuteczną możliwość ingerowania w dźwięk. Posiadamy urządzenia lampowe, tranzystorowe, kompresory VCA i optyczne itp. Używany również często specyficznych zewnętrznych efektów pogłosowych, które posiadają oryginalne i niepowtarzalne brzmienie. Odnośnie instrumentów i wzmacniaczy to dysponujemy następującym sprzętem (do dyspozycji zespołów):
– wzmacniacz Mesa/BoogieTriaxis+końcówka Mesa/Boogie 50/50 + kolumna Marshall 1960
– perkusja DW PDP FS, moduł+ triggery Ddrum4 – Syntezatory: Yamaha EX7, Ensoniq SQ-1, Nord Lead2, różnorakie „soft syntezatory”
– preampy basowe Sansamp Bassdriver i Hartke Bass Attack

E: Realizujecie nagrania tylko doświadczonych wykonawców, czy mogą się do was również zgłaszać debiutanci?

R.S.: Myślę, że połowa zespołów, które do nas trafiają to debiutanci. 🙂

E: Czy mogą liczyć na twoje doświadczenie jako muzyka i realizatora? Sugerujesz czasami, co należałoby zmienić, poprawić?

R.S.: Generalnie rzecz biorąc to mamy dwa modele działania. Pierwszy to, mówiąc w skrócie, dobre nagranie. Ustalamy z zespołem jakie ma być brzmienie i staramy się całość materiału nagrać i zmiksować zgodnie z intencją grupy i prawidłami danego stylu muzycznego. Drugi model – obecnie przeważający – to produkcja muzyczna. Zespół przygotowuje demo, które nam udostępnia i już na tym etapie doradzamy jak należy całą sprawę „ugryźć”. Przedstawiamy dwie lub trzy koncepcje dotyczące brzmienia i charakteru potencjalnej płyty. Potem wspólnie z zespołem wybieramy najlepszą koncepcję i staramy się ją realizować jeszcze w procesie preprodukcji, czyli sugerujemy na co warto zwrócić uwagę jeszcze na etapie prób. Zanim dochodzi do właściwego nagrania ustalamy już bardzo dokładnie koncepcję stylistyczną – wiele godzin rozmów 🙂 – i dobieramy sprzęt, który ma zostać użyty w nagraniach. Podczas rejestracji śladów możemy – jako producenci – pozwolić sobie na komfort nagrywania i przetwarzania wielu rzeczy w sposób niekonwencjonalny i charakterystyczny – pasujący do projektu. Bywa też tak, że na kilka dni lub tydzień zostajemy z Magdą w studiu sami i „produkujemy” materiał przetwarzając ślady, dodając szereg nowych, itp. Potem zespół słucha i akceptuje lub odrzuca – rzadko 🙂 – proponowane przez nas pomysły. Ostatnim etapem jest miks i mastering materiału.

E: Dla początkującego zespołu często przy wyborze studia liczy się cena, czasem kosztem jakości. Jak ta kwestia wygląda w Serakos?

R.S.: Obecnie nasza stawka to 70zł/h.

E: Co doradziłbyś tym, którzy po raz pierwszy planują wejść do studia? Czy powinni kierować się przy wyborze?

R.S.: Myślę, że przede wszystkim młode zespoły powinny znaleźć studio i realizatora, bądź producenta, który nie będzie zmieniał obranej przez zespół koncepcji artystycznej. Chodzi o to aby pomóc zespołowi w nagraniu wymarzonej płyty a nie krytykować, dołować i forsować pomysły, które w ogóle nie pasują do danej grupy. Radę dla młodych zespołów mam jedną: nigdy nie zawracajcie z obranej przez siebie drogi i nie dajcie się namówić na głupie pomysły, przez tych, którzy rzekomo „wiedzą lepiej”.

E: Nagrywały u was zespoły prezentujące bardzo różną stylistykę, ale ja szczególnie chciałbym zapytać o tych wywodzących się z szeroko pojętego rocka progresywnego, Naamah, Riverside czy solowy projekt Mariusza Dudy Lunatic Soul. Chętniej pracujesz z wykonawcami z tego kręgu, czy jako profesjonalista, jednakowo podchodzisz do każdej realizacji?

R.S.: Akurat mamy to szczęście, że pracujemy z zespołami, które – w obrębie szeroko pojętego rocka – grają w różnych stylistykach. Jest to dla nas bardzo fajne, że „przeskakujemy” z Lunatic Soul do zespołu Komety potem do Farben Lehre, itp.

E: Masz swój ideał producenta? Dla mnie zawsze pewnym punktem odniesienia jest Brian Eno, który z jednej strony współpracował z Robertem Frippem, czy U2, a z drugiej skomponował tzw. The Microsoft Sound, czyli dźwięk, który słyszymy podczas uruchamiania programu Windows.

R.S.: To jest temat rzeka 🙂 Jest wielu producentów, którzy wywarli na nas spory wpływ. Oczywiście – wspomniany przez ciebie Brian Eno – jest jednym z nich. W moim odczuciu jest to mniej „dźwiękowiec”, a bardziej człowiek od robienia intelektualnego fermentu podczas nagrywania. Jego niezwykle oryginalne podejście do produkcji muzycznej (np. technika Oblique strategies) z pewnością wywarły duży wpływ na współczesne pojmowanie tego czym jest rola producenta. Według mnie „ideał” producenta to ktoś, kto potrafi wykorzystać i wzmocnić potencjał zespołu dodając jednocześnie swój niepowtarzalny szlif do danej płyty.

E: Czy jest płyta, która w 2010 roku zwróciła szczególnie twoją uwagę, jako realizatora?

R.S.: Ciekawych płyt jest bardzo dużo i naprawdę trudno mi teraz jakąś konkretną produkcję wyróżnić. W samochodzie słuchamy nowej płyty Muse, ale nie wiem czy to 2010 (album „The Resistance” został wydany 14 września 2009, przyp. E.), którą miksował Mark” Spike” Stent i solowej płyty Brandona Flowersa z The Killers (produkowali ją m.in. D.Lanois, B. O’Brien i S. Price).

E: A jest jakiś wykonawca, z którym chciałbyś pracować jako producent?

R.S.: Każdy kto do nas trafia jest traktowany „priorytetowo”. Każda nowa płyta jest osobną przygodą 🙂

E: Jakiś czas temu mówiło się o geniuszu Timbalanda w dziedzinie produkcji, ale ja osobiście mam mieszane uczucia, kiedy płyta Rihanny i Chrisa Cornella brzmią tak samo? Czy twoim zdaniem pojawiły się jakieś nowe trendy w tej branży?

R.S.: Znawcy tematu twierdzą, że Timbaland był lepszy zanim pojawiły się nagrania dzięki którym stał się globalnie popularny. Faktem jest, że płyty przez niego produkowane brzmią dosyć podobnie do siebie co – w moim odczuciu – nie jest wadą. Wypracował sobie konkretny styl i jest w nim niepowtarzalny. Tak czy inaczej takie postacie jak właśnie Timbaland, albo Brian Eno czy Daniel Lanois, bardzo przyczyniają się do uznawania zawodu jakim jest producent, jako ważnej instytucji w branży muzycznej.

Co do nowych trendów to obecnie widzę jeden: oryginalność. W dobie tysięcy zespołów i dostępu do zasobów Internetu trzeba prezentować naprawdę niepowtarzalną wizję swojej muzyki aby zostać zauważonym.

E: Riverside czy Lunatic Soul, ale również inni wykonawcy, wracają do was przy kolejnych płytach. Rozumiem, że to nie tylko wyposażenie studia, ale również jego atmosfera wpływa na podjęcie takiej decyzji?

R.S.: Nam jest bardzo miło, że wiele zespołów wraca do nas aby nagrać kolejne płyty. Mam nadzieję, że wpływa na to jakość nagrań oraz fajna, kreatywna atmosfera pracy.

E: Czy były sesje nagraniowe, z których byłeś szczególnie dumny? Dlaczego właśnie z nich?

R.S.: Nie chcę wymieniać żadnych konkretnych płyt, ale zdarza się niekiedy, że mamy bardzo silne wrażenie, iż materiał, nad którym właśnie pracujemy jest czymś specjalnym i bardzo się spodoba.

E: A pojawili się w twoim studiu wykonawcy, których wolałbyś już nie oglądać?

R.S.: Na szczęście nie.

E: A czy istnieje szansa, że studiu pojawi się zespół Annalist? Nie ciągnie wilka do lasu? Od czasu „Trial” minęło już 10 lat…

R.S.: Raczej nie ma takiej możliwości. Drogi członków zespołu trochę się rozeszły. Ja utrzymuję kontakt z Arturem Szolcem, który z resztą jest obecnie jednym z bardziej znanych tatuażystów w kraju. Wilka do lasu nie ciągnie z tej przyczyny, że wilk jest cały czas w lesie 🙂 Pracując przy płytach różnych wykonawców dajemy tyle od siebie, że w pewien sposób traktujemy je jako własne nagrania. Kibicujemy „naszym” płytom. Przeglądamy recenzje, oglądamy teledyski, doradzamy zespołom itp.

E: Skoro już jesteśmy przy Annalist… Zaczynaliście w pierwszej połowie lat 90-tych. Wtedy było łatwiej, czy trudniej? Rock progresywny, poza kilkoma wyjątkami, jak Collage, czy Albion, właściwie w Polsce nie istniał. Jedynie, chyba za sprawą Tomka Beksińskiego, rock gotycki był dość popularny?

R.S.: Każdy czas ma swoje uwarunkowania. Swoje wady i zalety. Obecnie jest szeroki dostęp do różnorakich mediów niezależnych – mam na myśli głównie te obecne w Internecie. Są portale internetowe gdzie można liczyć na wywiad, obiektywną recenzję, itp. Można mieć swój Facebook, Myspace, kanał na Youtube, stronę WWW, itp. Istnieją studia i producenci, którzy potrafią zająć się
profesjonalnie danym zespołem. W latach 90-tych był jednak większy „głód” muzyki. Było, chyba, trochę mniej zespołów i – z tej perspektywy – łatwiej było zaistnieć w świadomości słuchaczy.

E: Wy za to chyba, wśród zespołów progresywnych, pierwsi nagraliście płytę z tekstami po angielsku? A kiedy inni zaczęli śpiewać po angielsku, wy – już na Atremis (o ile się nie mylę) – wróciliście do języka polskiego. Możesz to wytłumaczyć?

R.S.: Pierwsza płyta była w całości anglojęzyczna, „Artemis” pół na pół, a dalej już tylko w rodzimym języku. Tak jakoś się potoczyła nasza ewolucja artystyczna. Po pierwszej, „gotyckiej” płycie chcieliśmy coś zmienić, mieliśmy też coś do przekazania w tekstach (szczególnie na płytach „Eon” i „Trial”).

E: Jeszcze jedno pytanie sentymentalne – pamiętam kasetowe wydanie Artemis, które zawierało bogato wypełnioną zdjęciami wkładkę. Kto robił te zdjęcia? Sesja odbyła się, o ile pamiętam, w Łazienkach?

R.S.: Zdjęcia robił Staszek Guszkowki (wujek Artura Szolca). Sesja z Łazienek – a jak 🙂 Nagraliśmy też fajny teledysk w Łazienkach do utworu „Anioł i duch”.

E: Dwa lata po Artemis, była płyta Eon. Chyba najspokojniejsza ze wszystkich, które nagraliście? Z kolei po Eon nastąpiło… No właśnie, co nastąpiło? Zespół wtedy jeszcze istniał? Na „Trial” powróciliście w trochę innej stylistyce. Skąd ta zmiana?

R.S.: Płyta „Eon” to super piosenki, które, niestety, zostały zupełnie zepsute w fazie produkcyjno-realizacyjnej. Do dziś podoba mi się nasza pierwsza i druga płyta („Memories” i „Artemis”) a także ostatnia „Trial”, którą już produkowaliśmy sami. Na tych płytach wszystko się zgadza. Jest charakter i
sound. Niestety na „Eonie” zabrakło obu tych elementów. Piosenki w wersjach demo brzmiały żywiej, mroczniej i po prostu lepiej. Nie chcę tu obwiniać ludzi, którzy wtedy z nami pracowali – wiem, że dali z siebie wszystko, ale coś tam nie zagrało i słuchacze od razu to wyczuli. Płyta spotkała się ze średnim przyjęciem i to trochę podcięło nam skrzydła. Potem wróciliśmy bardzo dobrą płytą „Trial”, tylko że zespołu już tak naprawdę nie było – zebraliśmy się wyłącznie pod kątem nagrań studyjnych. Tak czy inaczej – granie w Annalist owocuje do dziś. Doświadczenie, znajomość pewnych mechanizmów, które są obecne w branży muzycznej jest bezcenna 🙂

E: Ostatecznie, przez ostatnie 10 lat skupiłeś się na pracy w studiu, więc na koniec nie wypada nam zrobić nic innego, jak tylko do tego studia zaprosić. Dzięki za rozmowę.

Metryka studia:

nazwa studia: Serakos

www: www.serakos.pl

telefon: + 48 602 299 922

mail:serakos@serakos.pl

Kto nagrywał: 150 Watts, Afraid of That Day, Administratorr, Amuse Me, Angst For The Memories, Angelreich, Annalist, Amarok, April, Ask, Atropos, Bajde Gapke, Blood is Harvest, Bora, Christ Agony, Coalition, Come Undone, Commercial Faith, Crash All Fakes, Daymares, Delate, Dispel The Crowd,
Dejanira, Dispel The Crowd, Domain, El Banda, Elvis Deluxe, End of Silence, Evertone, Fall Behind, Farben Lehre, Farel Gott, Faust Again, Gangsterski chwyt, God Mode, Goetia, Hate, Hedfirst, Huge, Iluzjon, Ił 62, Inside Again, In Suiciety, In Twilight Embrace, It Burns Within, John Doe, Komety,
Kontraburger, Lasombra, Last Item, Legacy of Blood, Leonoff, Los Alamos, Lunatics, Lunatic Soul, Martin Solo, Maypole, Motorbreath, Music Inspired by Tarot, Music Inspired By Zodiac, Naamah, Neolithic, Nexx, Nighshade, No Heaven Awaits Us, Od jutra, Odszukać listopad, Oreiro, Orkiestra Świtu, Ostatni Przystanek Postępu, Pandemonium, Partia, Płyny, Pogromcy wdów i sierot, Pokerface, Regres, Riverside, Składanka – Psycho Attack Over Poland, Pustki, Sapo, Second Age, See You at Midnight, Shape Of My Fall, Sielska kapela weselna, Skowyt, SKTC, Soundriver, Stan Miłości i Zaufania, Stolen Faith, Stop Mi!, Street Terror, Strefa Czasu, Soon In Here, Soulburners, Sunrise, Squash, The Roosters, Thousands Will Die, Tony Clifton, Transkapela, Trawnik, Treshombres, Unnamed, Venflon, Vertigo, Viridian, Wiosna, 13th Draft, 100 Inch Shadow

Wyposażenie:
Zapis wielośladowy: System PRO TOOLS MIX PLUS TDM, Komputer Apple MAC.
Przetworniki A/D Apogee Rosetta. Przetworniki A/D D/A 3xDigidesign 888/24, Adat bridge, plug-iny.
Pełna automatyka zgrań. Pełna komputerowa edycja śladów Komputer PC z kartą RME HDSP 9632, Wavelab, Steven Slate Drums 3.0, GPO 4 Napęd CD-R – Plextor Premium 2
Konsoleta: Mackie 8bus 24-8 Procesory: Vintech 273 (Neve clone) Dual Preamp + Eq TL Audio C-1 Dual Valve Preamp Compressor TL Audio 5150 Valve Processor Joemeek SC2.2 Photo Optical Compressor Joemeek VC1Q IGS S-Type Mix Bus Compressor Focusrite Tone Factory Focusrite Voice Master Focusrite Compounder Bellari RP 282A Vacuum Tube Compressor/Limiter Aphex 104 Aural Exciter Korg AM8000R Lexicon MPX 500 Lexicon MPX 100 Roland SRV-3030 Sony V-55 Korg A-4 Lexicon Vortex i in.
Mikrofony: Shure, AKG, Sennheiser, Neumann, Audio Technica
Instrumenty i wzmacniacze: Ddrum4, DW PDP FS, Yamaha EX7 extended synthesis music synthesizer, Ensoniq SQ-1, Mesa/BoogieTriaxis+końcówka Mesa/Boogie 50/50 + kolumna Marshall 1960, Sansamp bassdriver

Koszt 1 godziny studia: 70 zł

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s