Relacja Whiterose, Animations, Qube, Votum – Warszawa, Progresja


Votum_band29 marca Incubate Tour 2011 dotarła do Warszawy. Oczywiście do stołecznego Klubu Progresja.

Na początek tego progresywno-metalowego wieczoru zagrał lubelski Whiterose. Bez zbędnych wstępów zagrali 4 utwory. Wokalista, przypominający wyglądem ś.p. Layne’a Staleya z Alice In Chains, mający nawet momentami lekko grunge’ową manierę śpiewania, krótko zapowiadał utwory i robił swoje. Podobnie pozostała część zespołu. Co warto podkreślić, zarówno w dynamiczniejszym, jak i tym bardziej balladowym repertuarze, Whiterose lepiej wypada na żywo niż na płycie, którą niedawno można było pobrać za darmo z Internetu. Instrumenty brzmiały bardziej selektywnie i mimo drobnych problemów technicznych, repertuar zespołu zabrzmiał w sposób bardziej zróżnicowany. Z zadowoleniem przyjęłam fakt, że lubelska grupa nie jest kolejną polską odpowiedzią na brzmienie Dream Theater. A kiedy jeszcze przed ostatnim utworem okazało się, że wokalista Whiterose ma poczucie humoru i dystans do siebie, upewniłam się, że warto było przyjść na czas i posłuchać krótkiego setu pierwszego z supportów.

Jako drugi tego wieczoru, na małej scenie w Progresji, zainstalował się Animations. Zestaw instrumentów zmniejszył się o jedną gitarę, doszły za to klawisze. Wokalista zapowiedział 40 minut mocnej muzyki, z której po krótkich negocjacjach z publicznością zrobiło się 45 i… poszli! Pierwszy numer, głównie za sprawą wokalu i klawiszy, poza tym, że zabrzmiał mocno, metalowo, zaprezentował hard rockowe inspiracje zespołu, a gitarowa solówka miała wręcz jazzowe korzenie. Drugi numer, z dłuższym instrumentalnym intro, całkowicie wyrwał zgromadzonych z początkowego letargu i został bardzo ciepło przyjęty. A kiedy już publiczność zaczęła reagować jak na rockowy koncert przystało, Animations zaprezentowali dwa numery instrumentalne ze świetnymi partiami perkusji, których nie zepsuła nawet chwilowa utrata pałeczki przez bębniarza w ” The Manhattan Project „. Po powrocie na scenę Darka Bartosiewicza, zespół wykonał kolejny utwór z drugiej płyty „Reset Your Soul”. Tu była już pełna współpraca z publicznością, a ponieważ numer miał dużo rytmicznych i melodyjnych fragmentów, sprawa klaskania we właściwym tempie była znacznie ułatwiona. Po nim nastąpiło coś, co zdarza się tylko podczas długich koncertów wielkich gwiazd. Mam tu na myśli perkusyjne solo. Ale jak już pisałam, moim zdaniem, Animations mają rewelacyjnego perkusistę, który tym fragmentem koncertu tylko to potwierdził. Tempo i pomysłowość godne największych mistrzów tego instrumentu z Carlem Palmerem /numer z obracanymi pałeczkami/ na czele. Dobrze, że w Progresji nie ma miejsc siedzących, bo owacja i tak należała się na stojąco. Ponownie w pełnym składzie, zespół zagrał jeszcze dwa utwory, w których pokazał, że podczas tego występu czuje się bardzo swobodnie i ma od siebie coś do dodania na polskiej scenie prog-metalowej.

Qube zaczęli bardzo spokojnie, transowo, by zaraz przejść do znacznie ostrzejszego grania, w którym można się doszukać inspiracji dokonaniami takich formacji, jak Tool czy A Perfect Circle. Trudna i wymagająca działka, bo swego czasu, czego nie tknął się Maynard James Keenan, zamieniało się w złoto. Potwierdziły to kolejne utwory, w których również można było znaleźć silne wpływy powyższych kapel, a występ Qube był z pewnością najbardziej metalowym fragmentem tego wieczoru. Instrumentaliści zaprezentowali się na niezłym poziomie, tylko… ja osobiście spodziewałam się trochę więcej po kapeli, która była anonsowana, jako jedna z gwiazd tej trasy. Może moje oczekiwania były zbyt wysokie, może inspiracje zbyt silne? Trzeba jednak oddać sprawiedliwość, że były znakomite fragmenty setu Qube. Z pewnością należał do nich „In the Name of God”. Mądry tekst i wolniejsze tempo utworu, pozwoliły docenić wartość tej kompozycji. Z pewnością nie można również tej lubelskiej formacji odmówić zaangażowania, ognia i dobrego kontaktu z – ponoć trudną – warszawską publicznością.

Kiedy na scenie pojawiło się Votum, kiedy zabrzmiały pierwsze dźwięki, od razu stało się jasne kto i dlaczego występuje w tym zestawie jako ostatni. Repertuar, ogranie i wynikająca z tego pewność siebie i swoboda, powodowały, że poza dobrą muzyką, była na scenie chemia, magia. Nazwijcie to jak chcecie, ale na taki właśnie występ czekała publiczność. Mimo że pora zrobiła się dość późna – Votum zaczęło swój występ około 22:30 – miejsce przed sceną znacznie się zapełniło. Z każdym numerem atmosfera rosła, a muzycy Votum – dwie gitary, klawisze, bas, perkusja i wokal – rządzili na scenie. Większość repertuaru pochodziła z ostatniej płyty zespołu „Metafiction”. Mieliśmy „Glassy Essence”, „Falling Dream” i choćby „December 20th”, ale absolutnie wszystko, co Votum zagrało, było świetnie przyjęte i długo oklaskiwane. Może warszawskie kapele mają w Warszawie łatwiej, w końcu grają u siebie, a nie na wyjeździe, a może to znów kwestia magii i – tak po prostu – dobrej muzyki? Jest jeszcze jedna kwestia. Jestem zwolenniczką teorii, że sukces i dobry odbiór zespołu, poza tekstami i muzyką, zależy w pewnej mierze od tego, jak grupa prezentuje się na scenie. Przecież na koncert przychodzi się na zespół również popatrzeć. W występie Votum te trzy elementy były spójne. A kiedy wszystko idzie zgodnie z planem, można nawet zmienić układ koncertu i zorganizować mały „koncert” życzeń. W ten sposób ze sceny usłyszeliśmy wyproszone „The Pun”. Jeden numer na bis i warszawskie koncerty odbywające się w ramach Incubate Tour 2011 można było uznać za zakończone. Następne spotkanie z Votum pewnie dopiero w ramach promocji następnej płyty…

Mimo że udział w 4 występach był dość wyczerpujący, a poziom decybeli przekroczył wszystkie dopuszczalne normy, cieszę się, że mogłam w nich uczestniczyć. Było warto.

Rockella

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s