Piosenka tygodnia – „Gone” Paatos


Dziś rozpoczynamy „Tydzień z zespołem Paatos”. Na początek, o pierwszym singlu z najnowszej płyty „Breathing” zatytułowanym „Gone”, opowiedział nam Peter Nylander. Gitarzysta Paatos odpowiedzialny jest za poruszający tekst, a z poniższej rozmowy dowiecie się czym się inspirował pisząc go, a także jak powstała muzyka oraz znakomity teledysk.

Peter Nylander: Cześć, jestem Peter Nylander, gitarzysta zespołu Paatos i opowiem o piosence „Gone” oraz towarzyszącemu jej klipowi.

Rockella: Jak i kiedy powstał ten utwór?

P.N.: Jego podstawę, melodię tej piosenki napisał Huxflux Nettermalm, nasz perkusista. Nie potrafię powiedzieć, kiedy dokładnie ją skomponował, ale było to prawdopodobnie w ciągu ostatniego półtora roku. Czasami zalążek utworu pojawia się i odchodzi w zapomnienie, tylko po to, by powrócić po kilku latach, ale myślę, że ta melodia powstała w ciągu ostatnich dwóch lat. Tak powstała melodia, akordy i rytm, ale chyba trzeba by zapytać samego Ricarda Huxfluxa o to, w jaki sposób komponuje. Myślę, że ma na to kilka sposobów. Często wymyśla melodię i rytm. I gdy tylko zaprezentował nam ten kawałek, od razu wiedzieliśmy, że to bardzo mocny utwór. Miał bardzo ciekawe, rockowe brzmienie. Zachwyciła mnie jego melodia, zwłaszcza w refrenie, gdzie właściwie nie wiadomo, czy to tonacja durowa czy molowa. I to połączenie ciężkiego refrenu i lekkich zwrotek, na które jednak składały się dość rozbudowane harmonie. Myślę, że to luksus, mieć takiego perkusistę, który myśli harmonicznie, a jednocześnie nie skupia się na tym. Myśli po prostu o melodii, a otrzymuje z tego całkiem ciekawe harmonie. To tyle, jeśli chodzi o muzykę.

R: Ty odpowiadasz za tekst.

P.T.: Tak, słowa napisałem ja i jak już wspomniałem, najpierw dostałem muzykę od Ricarda Huxfluxa. Nie pamiętam, czy o tym rozmawialiśmy, czy Ricard miał jakiś pomysł na treść tej piosenki. Chyba raczej nie. Bardzo szybko doszedłem do wniosku, że skoro w tej muzyce jest aż tyle energii, to i jej przesłanie powinno być silne. To znaczy, uważam, że przesłanie zawsze może być silne, ale tym razem chciałem napisać coś, co miałoby jakieś większe znaczenie. Dlatego ostatecznie napisałem słowa odnoszące się do Berlusconiego we Włoszech. „Gone” to wyznanie dyktatora, wyznanie złodzieja, wyznanie uzurpatora, który wie, kim jest i wie, jaki bałagan po sobie pozostawi. Ma również świadomość, że gdy czas jego rządów dobiegnie końca, nie odpowie za swoje zbrodnie. Nikt za nie nie odpowie, poza tymi, którzy nie powinni. To taka trochę osobista historia. Dorastałem we Włoszech, spędziłem tam większość swojej młodości, więc czuję głęboką więź z tym krajem i niepokoi mnie obecna sytuacja. Najciekawsze jest to, że kiedy w końcu napisałem tę piosenkę i nagraliśmy ją, to jeśli przyjrzeć się sytuacji w północnej Afryce i tym wszystkim rebeliom, to jej słowa są jeszcze bardziej aktualne. Tak więc piosenka zyskała na aktualności, a piękno tej sytuacji polega na tym, że być może jednak sprawiedliwość w jakimś stopniu istnieje. Choć wątpię, żeby dotyczyło to Włoch i to mnie smuci. Taki dyktator pozostawia po sobie smutne dziedzictwo i to nie tylko kradzieże i spełnianie wyłącznie własnych potrzeb, ale również swego rodzaju zniszczenie narodu. Gdy tak przyglądam się tym krajom, które przez czterdzieści lat doświadczały dyktatury i totalitarnego reżimu… obalenie takiego rządu to wielka sprawa, ale trzeba jeszcze odbudować kraj po tak długim okresie represji i kradzieży. Kradzież jest największą częścią takiej dyktatury. Przykre jest to, że zaczyna się od ideologii, a kończy na kradzieży, z której pochodzą wszystkie bogactwa Mubaraka i Berlusconiego, którzy tworzyli prawo pod swoje firmy. Żaden z nich nie zasłużył na to, co ma i wszyscy o tym wiemy, ale taką sytuację ciężko zmienić. I o tym właśnie jest ta piosenka. Jak już mówiłem, cieszę się, że tej wiosny jeszcze zyskała na aktualności. To znaczy, że być może sprawy jednak mogą się jeszcze zmienić.

R: A jak powstał teledysk?

P.N.: Wszystko zaczęło się od tego, że skończyliśmy nagrywanie albumu, z którego jesteśmy bardzo zadowoleni i czuliśmy, że musimy nakręcić do niego film. W dzisiejszych czasach wizualny aspekt sztuki jest bardzo ważny, trzeba się pokazać, wiedzieliśmy o tym. Paatos nakręcił swój pierwszy teledysk dość dawno temu, przy okazji pierwszego albumu „Timeloss”. Od tego czasu nie wydaliśmy żadnego klipu. Dlatego poprosiłem o pomoc swojego sąsiada, Staffana Kihlboma, który jest reżyserem i aktorem, i z którym znam się od kilku lat. Spytałem go, czy byłby zainteresowany nakręceniem dla nas klipu i wspomniałem, że mamy ograniczony budżet, więc film musi opierać się na dobrym pomyśle i być tani. Dałem mu do przesłuchania płytę i powiedziałem, żeby wybrał kawałek, nad którym chciałby pracować. Chciałem, żeby sam go wybrał, bo nie mogliśmy mu zbyt dużo zapłacić. Ten pomysł mu się spodobał, bo nigdy jeszcze nie kręcił rockowego teledysku – dotąd pracował głównie z reklamami i filmami fabularnymi – i uznał, że to byłaby dobra pozycja w jego CV. Słuchaliśmy albumu przez kilka tygodni i doszliśmy do wniosku, że będziemy pracować z „Gone” albo z „Breathing”. Uznaliśmy, że „Gone” ma większy potencjał. Spotykaliśmy się i dyskutowaliśmy nad tym, jak zinterpretować słowa tej piosenki. A ponieważ Staffan pracował dla nas za darmo i cieszyliśmy się, że pracujemy z profesjonalnym reżyserem, pozwoliliśmy mu odczytać treść piosenki w jego własny sposób. Jak wspomniałem wcześniej, „Gone” jest o Berlusconim i innych dyktatorach, którzy uzurpują sobie kraje. Staffan poszedł krok dalej i odniósł jej słowa do ogólnej przemocy, do ludzkiej rasy i przemocy, do tego jak niszczymy to, co jest wokół nas. Staffan bardzo się zaangażował w ten projekt. Na początku myślałem, że zrobi coś prostego, zaprosi znajomego z dobrą kamerą czy coś w tym stylu. Tymczasem on zebrał ogromną ekipę, całe siedemnaście osób. Znalazł też odpowiednie miejsca do kręcenia, zorganizował transport… To było niezwykłe: ci wszyscy zawodowcy pracujący dla nas za darmo, tylko dlatego, że spodobała im się muzyka. Spędziliśmy na nagraniach dwa dni, jeden w plenerze, na Archipelagu Sztokholmskim. W teledysku widzicie kilka scen nad morzem, gdy idę jego brzegiem lub walczę z Huxfluxem w śniegu. A drugiego dnia razem z Petronellą i jej córką nagrywaliśmy w studio cały proces starzenia się. Wszyscy zaangażowani w kręcenie klipu to najwyższej klasy profesjonaliści w Szwecji, więc mieliśmy niewiarygodne szczęście. Teledysk miał właściwie dwóch reżyserów: Staffana Kihlboma i jego partnera Petrusa Olssona, który jest również fotografikiem. Obaj pracowali nad naszym klipem po godzinach, to znaczy kiedy mieli przerwę w innej pracy, siadali do teledysku. Oprócz tych dwóch geniuszy mieliśmy jeszcze świetnego edytora, który zmontował całość, dopracował płynność filmu. Na pierwszy rzut oka klip wydaje się drogi, ale nas prawie nic nie kosztował, więc się cieszyliśmy. Teraz jedyny problem to ten, w jaki sposób uda nam się jeszcze kiedyś nakręcić tak dobry teledysk. Będziemy musieli sprzedać naprawdę dużo płyt. Ale oczywiście to dobrze, że mamy taki udany klip, oparty na dobrym pomyśle i dobrze wyglądający. Myślę, że udało nam się zachować równowagę i przygotować klip przyjemny dla oka, a jednocześnie opowiadający pewną historię i budzący emocje. Wiele osób, które już go widziały, mówi, że jest niepokojący. I tak właśnie powinno być, jego przesłanie nie powinno dawać spokoju, a jeśli dodać do tego poziom, na jaki wynieśli go Staffan i Petrus – naprawdę przytłacza. Klip w swoim klimacie przypomina mi zwłaszcza współczesne skandynawskie filmy i to odniesienie mi się podoba. W każdym razie, tak właśnie powstał teledysk i udostępniliśmy go jakiś miesiąc temu na YouTube. MTV już właściwie nie istnieje, a może i istnieje, tylko ja jej nie oglądam, więc wrzuciliśmy klip na YouTube. To niewiarygodne, ale w chwili, gdy odpowiadam na te pytania, teledysk obejrzało już ponad 7500 osób. Jestem pod wrażeniem tych liczb i myślę, że teraz tak naprawdę uświadamiamy sobie znaczenie wizualizacji. Jedyny problem to solidne przygotowanie klipu i znalezienie funduszy na jego produkcję. Tym razem mieliśmy szczęście. Może następnym razem będziemy musieli wydać na teledysk trochę więcej, ale jeśli nadal będzie on oparty na dobrym pomyśle, efekt będzie równie udany. Tak jak mówiłem, chodzi o to, żeby się pokazać. Wiążemy z tym pewne plany. Nie tylko z nagrywaniem teledysków, ale również koncertów – na potrzeby wydań DVD, ale nie tylko – czy nagrywaniem prób w studio. To może być ciekawe, więc zapraszam na nasz kanał YouTube o nazwie paatostube. Chcemy tam co jakiś czas umieszczać różne materiały. Na razie nie ma tego wiele, jest teledysk do „Gone”, ale z biegiem czasu z pewnością pokażemy wam więcej rzeczy. Tak wygląda historia tego klipu.

Zapraszamy więc do obejrzenia teledysku i wysłuchania tej niezwykłej piosenki.

Rockella

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s