Relacja Primus – Open’er Festival, Gdynia 02.07.2011


primus_green-naugahyde-cover10. jubileuszowy Open’er dobiegł końca. Pogoda nie dopisała, ale line up był imponujący. Przez wszystkie media przetoczyła się fala dyskusji, kto dał najlepszy występ. Według jednych Coldplay, zdaniem innych Prince lub „najsumtniejszy zespół świata”, czyli The National. A zdaniem wysłanników naszego serwisu był to koncert amerykańskiej formacji Primus. Dlaczego? Przeczytajcie relację, którą zamieszczamy poniżej.

Tegoroczna edycja Open’er Festival stała się pierwszą okazją dla fanów w Polsce, aby zobaczyć jak grają na żywo Les Claypool, Larry LaLonde oraz powracający do grupy po wielu latach Jay Lane. Dokładnie o 20.00 rozbrzmiało intro, na scenie pojawiło się trzech gości i zaczęło się… Pudding Time! Les Claypool i spółka zaserwowali specjalność zakładu. Od samego początku widać było, że trio jest w świetnej formie. Ze sceny spływała niesamowita ilość energii przenoszonej dźwiękami takich utworów, jak Frizzle Fry, John The Fisherman, Southbound Pachyderm, Jerry Was a Race Car Driver, czy też My Name Is Mud. Ten ostatni utwór okraszony niesamowitymi psychodelicznymi dźwiękami gitary, w sposób szczególny pokazuje niesłychaną umiejętność Larry’ego LaLonde do składania pozornie  przypadkowych dźwięków w fascynującą całość. Co ciekawe, można było również usłyszeć próbkę nowego materiału, który niebawem ukaże się na pierwszej od 12 lat długogrającej płycie zatytułowanej „Green Naugahyde”. Rzeczywiście, zgodnie z zapowiedziami członków zespołu, możemy oczekiwać powrotu do klimatu znanego z „Frizzle Fry”. Ukoronowaniem prawie półtoragodzinnego występu był utwór Tommy The Cat z partią solo na basie, gdzie Les potwierdził po raz kolejny, że jego pozycja w pierwszej piątce basistów wszechczasów magazynu Rolling Stone to nie przypadek.

Primus z pewnością należy do tych zespołów, których oglądanie na żywo daje wiele powodów do radości i chodzi tutaj nie tylko o bardzo specyficzne poczucie humoru Lesa, czy niesamowity sposób gry na basie. To coś więcej… coś co powodowało, że szeroki uśmiech nie schodził z mojej twarzy przez blisko półtorej godziny /i nie był to efekt żadnej używki :)/.

Les pożegnał się z publicznością słowami „Happy trails to you all” – mam nadzieję, że mój szczęśliwy szlak zawiedzie mnie kiedyś na ich kolejny koncert ;). Primus Sucks!

Sęku

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s