Wywiad ze Sławomirem Bożko (Festiwal Rocka Progresywnego w Gniewkowie)


logo_prog_festiwal-300x300Dziś w cyklu Rockowa Mapa Polski przedstawiamy Festiwal Rocka Progresywnego w Gniewkowie. W tym roku odbędzie się już piąta edycja tego festiwalu, po raz pierwszy w dwudniowej formule. Zagrają Tune, Animatons, Openspace, Xanadu, Lebowski i Love De Vice.

Jednym z twórców festiwalu jest Sławomir Bożko, z którym rozmawialiśmy o przeszłości i przyszłości tego przedsięwzięcia oraz rocku progresywnym jako takim. Pełny zapis rozmowy prezentujemy poniżej.

Editor: Tym, którzy nie śledzą losów festiwalu, przypomnij jak doszło do powstania tego muzycznego wydarzenia?
Sławek Bożko: Rocka Progresywnego słucham i kocham od szkoły podstawowej. Jest w tym pewnie spora zasługa mojego starszego brata Janusza, który zawsze słuchał dobrej muzyki. Z resztą przecież festiwal razem organizujemy. Były to wtedy jeszcze często płyty winylowe. Stąd logo festiwalu. Od tego się zaczęło. Coraz bardziej mnie bolało, że tej ukochanej muzyki nikt nie promuje. Schodzi w bardzo niszowe rejony. Postanowiłem w tej kwestii coś zrobić. A ponieważ pracuję w ośrodku kultury i sportu, to ten cel trochę łatwiej było zrealizować, mimo iż w pracy jestem odpowiedzialny za sport. W tamtym okresie pełniącą obowiązki dyrektora ośrodka była osoba bardzo przyjazna fajnym i ciekawym inicjatywom.
E: Macie wsparcie Ośrodka Kultury, Sportu i Rekreacji, a także Urzędu Miejskiego w Gniewkowie. Trudno było przekonać władze do wsparcia tej inicjatywy?
S.B.: Mój brat Janusz jest od wielu lat radnym miejskim. To na pewno dużo nam ułatwiło. Na początku paradoksalnie było łatwiej. W tak małym miasteczku jest bardzo dużo zawiści. Tym bardziej, jak się komuś coś powiedzie. Dyrektorzy w ośrodku ciągle się zmieniają. W tym roku pomoc ośrodka i urzędu jest bardzo okrojona. Mimo to jest ważna, choćby ze względu na scenę i sprzęt nagłaśniający. Z tego powodu z bratem założyliśmy w tym roku Stowarzyszenie Inicjatyw Niezależnych „Progres”. Chcemy być jak najmniej zależni, aby festiwal nie był zagrożony. Już dzisiaj bardzo duża część budżetu pochodzi od życzliwych darczyńców.
E: Jak dobierasz wykonawców na kolejne edycje?
S.B.: Nie ma w doborze jakiś zaplanowanych schematów. Słuchamy wielu płyt polskich zespołów. Wykonawców, którzy najbardziej nas ujmą po prostu zapraszamy. Musi nas oczywiście jeszcze na nich stać. Czasami udział jakiegoś zespołu jest dziełem szczęśliwego przypadku.
E: Zdarzyło Ci się, że ktoś odmówił, czy takich przypadków nie ma?
S.B.: Zdarzało się, choć rzadko. Najczęściej było to spowodowane przyczynami obiektywnymi lub finansowymi.
E: W Gniewkowie występują polscy przedstawiciele rocka progresywnego. Chciałbyś, aby kiedyś festiwal rozrósł się do takiego formatu, że pojawią się również goście z zagranicy? Myślisz, że to jest możliwe?
S.B.: Chyba nie umiem na tę chwilę odpowiedzieć na to pytanie, choć powiem szczerze, że nie raz o tym myślałem. Oczywiście hipotetycznie. Jestem osobą ambitną, ale nie zachłanną. Zobaczymy co życie przyniesie. Cieszę się z tych zespołów, które mamy. Dla mnie są to już naprawdę artyści i wspaniali ludzie. Właśnie dlatego może warto utrzymać ten profil festiwalu. W końcu festiwali z zagranicznymi gwiazdami już jest trochę.
E: W tym roku odbędzie się już 5 edycja Festiwalu Rocka Progresywnego w Gniewkowie. Szykujesz z tej okazji coś specjalnego? 
S.B.: Na jakieś wielkie specjalności nie mamy na razie funduszy. Choć oczywiście tak traktujemy, fakt, że po raz pierwszy festiwal odbędzie się na Rynku Miejskim, na nowej scenie i będzie dwudniową imprezą. Tak bardzo z bratem o tym marzyliśmy. Wystąpi rekordowa liczba zespołów, a mianowicie sześć.
E: A czy z poprzednich edycji festiwalu utkwiło Ci w pamięci coś szczególnego, zaskakującego i wyjątkowego, czego się nie spodziewałeś? 

Leafless Tree w Gniewkowie

S.B.: Dla mnie cały festiwal jest wyjątkowy, ponieważ jest to wielkie święto rocka progresywnego. Cały rok na niego czekam i nim żyję. Chciałbym, aby cała nasza brać tak go traktowała. W pamięci najbardziej pozostaje życzliwość przebywających na festiwalu osób i piękne doznania duchowe. Cieszę się również, że z każdym rokiem jest nas więcej. Najbardziej podziwiałem i byłem dumny z publiczności, która w tamtym roku w strugach deszczu oklaskiwała zespoły. Nikomu nie przyszło nawet do głowy, żeby opuścić amfiteatr. Największym zaskoczeniem, chyba nie tylko moim, były bardzo dobre występy zespołów Dianoya i Leafless Tree. Oba zespoły były dokooptowane odpowiednio do III i IV edycji festiwalu w ostatniej chwili. Cieszę się, że udało się nam namówić zespół Moonrise do debiutu scenicznego. Żałuję, że rozpadły się zespoły Grendel i Point Of View.
E: Organizujesz ten festiwal, ponieważ „chcesz się odwdzięczyć muzyce i muzykom z ukochanego nurtu za wspaniałe doznania duchowe”. Stawiasz sobie jeszcze jakieś cele przed sobą w kontekście kolejnych edycji, czy raczej każda z nich jest zamkniętą całością. Mam na myśli to, czy chciałbyś, aby festiwal oddziaływał na muzyków, słuchaczy i media również pomiędzy edycjami, czy festiwal ma być spotkaniem w Gniewkowie i na tym koniec. A jeśli tak, jak chciałbyś to osiągnąć?
S.B.: Pewnie, że chciałbym, aby festiwal oddziaływał na zespoły, słuchaczy, media przez cały rok. On jest głównym produktem promocyjnym. Mam nadzieję jednak, że nie będzie jedynym. Nasze nowe stowarzyszenie „Progres” będzie się starało działać przez cały rok na rzecz rocka progresywnego. Może się nam uda organizować pojedyncze koncerty. Dotychczas już ich parę organizowaliśmy. W tym roku Quantum Fantay, Hipgnosis. W przeszłości był Quidam, Czaqu, Anamor /kto pamięta ten wspaniały zespół?/. Organizujemy spotkania miłośników rocka progresywnego. Swoją drogą zapraszamy do członkostwa w stowarzyszeniu. Każda osoba może wnieść do działalności coś pozytywnego.
E: To rzeczywistość, a co jest Twoim największym marzeniem w kontekście tego festiwalu, który – gdyby się ziścił – pomyślałbyś, „udało się”.
S.B.: Największym moim marzeniem odnośnie festiwalu jest, to żeby brało w nim udział jak najwięcej zespołów i publiczności.
E: Chciałbym się z Tobą podzielić jeszcze jedną myślą. Na stronie festiwalu przeczytałem, że promujecie rock progresywny, ponieważ jest „spychany na bardzo niszowe rejony”. Zgadzam się z Tobą całkowicie, naszemu serwisowi przyświeca podobny cel. Mam jednak często takie wrażenie, że gdyby rock progresywny był muzyką bardziej powszechną, przestałby być tak wyjątkowy. Teraz słuchają go tylko Ci, którzy naprawdę chcą. Gdyby częściej pojawiał się w mediach i stał się „modny”, mógłby utracić tę aurę wyjątkowości.
S.B.: Cieszę się, że są tacy ludzie jak Wy, którzy też działacie na rzecz rocka progresywnego. Nie zgodzę się jednak z Tobą do końca z tą tezą. W latach osiemdziesiątych, kiedy zaczynałem słuchać progresu królował w mediach Marillion. Od początku do dnia dzisiejszego mój ukochany zespół. W rozgłośniach radiowych bez problemu można było usłyszeć Kayleigh, Lavender. Nie wszystkie utwory w progresie trwają dziesięć minut, jak się śmiesznie rozgłośnie tłumaczą. Zgodzę się, że nie jest to muzyka dla wszystkich. Z resztą nie ma takiej. Trzeba ją jednak powszechnie podawać i to słuchacz niech wybiera. Gwarantuję, że wielu osobom się spodoba. Mam tego przykłady. Przecież nie każdy ma starszego brata lub kolegę, koleżankę, którzy im to zaserwują.
E: Na koniec jeszcze chciałbym Cię zapytać o to, czego obecnie słucha organizator Festiwalu Rocka Progresywnego? Pojawiła się ostatnio płyta, która szczególnie Cię zainteresowała?
S.B.: Ja zawsze wracam najczęściej do moich ulubionych i sprawdzonych wykonawców: Marillion, Pendragon, IQ, Camel, Pallas, Porcupine Tree itp. Obecnie często słucham również uczestników zbliżającego się festiwalu w Gniewkowie. Utwierdzam się w przekonaniu, że są to naprawdę dobre zespoły. Słucham oczywiście nowości, choć aktualnie z żadną duchowo nie odleciałem. Trochę długo musiałem się przekonywać do nowej płyty Pendragonu, bo był to dla mnie lekki szok, ale teraz jest już OK i często jej słucham.
E: A jest płyta, na którą wyjątkowo czekasz? Szykuje się przecież kilka ciekawych premier już wkrótce, jak choćby trzecia płyta grającego u Was Love De Vice, solowy album Stevena Wilsona, Red Sand, Dream Theater, a na początku 2012 roku Votum. 
S.B.: Wszystkie nowe płyty wymienionych przez Ciebie wykonawców na pewno z ciekawością wysłucham. Najbardziej zawsze czekam na płyty moich ulubionych zespołów. W tym roku był Pallas, Pendragon. Zobaczymy co będzie dalej.
E: Dzięki za rozmowę i trzymam kciuki za udaną kolejną już edycję festiwalu.
S.B.: Ja również dziękuję ślicznie i zapraszam na festiwal.
Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s