Wywiad z Leszkiem Swobodą (Tune)


tune_leszek_swoboda

Editor: Początki zespołu Tune sięgają 2008 roku. Czy możesz powiedzieć, jakie względy spowodowały, że debiutancka płyta ukazała się dopiero niedawno?

Leszek Swoboda: W listopadzie lub grudniu 2008 roku powstał pomysł stworzenia Tune. Jest to czas, gdy zupełnie na luźno spotykałem się z Adamem w sali prób, więcej rozmawialiśmy o muzyce niż, tak naprawdę, graliśmy, poznawaliśmy swoje muzyczne gusta. Pierwsze szkice utworów powstały dopiero w 2009 roku i gdy zobaczyliśmy, że dogadujemy się muzycznie na tyle dobrze, że jest realna szansa stworzenia ciekawego, nietuzinkowego zespołu, zaczęliśmy szukać reszty muzyków. Założenie mieliśmy takie, że każdy nowy instrument ma wnosić coś niezwykłego do muzyki, a nie dublować linie, więc szczerze mówiąc chwilę zajęło nam znalezienie odpowiednich ludzi. Początek profesjonalnej działalności, w pełnym składzie i z utworami, które nas satysfakcjonowały, to koniec 2009 roku. Postanowiliśmy wtedy pokoncertować trochę, poznać się na scenie, poznać reakcję publiczności na nasze utwory. Przed wejściem do Toya Studios nagraliśmy też kilka utworów demo w Reda Studio pod okiem Pawła Nikodemskiego z Rezerwatu, które przez jakiś czas krążyły w sieci.
E: Brzmienie Waszego zespołu wyróżnia akordeon. Jak wpadliście na pomysł wykorzystania go w nagraniach?
L.S.: W czasie, gdy tworzyliśmy utwory na „Lucid Moments” bardzo często sięgałem po twórczość Astora Piazzolli. Pamiętam wspólne wysłuchanie jego Cafe 1930. Niesamowity, mroczny klimat wypływający z gitary i akordeonu poniekąd nas ukierunkował. Akordeon bardzo pasuje do klimatu całej płyty, jest pełen wyrazu, niespokojny i przytłaczający.
E: Teksty do utworów znajdujących się na „Lucid Moments” przedstawiają historię Michaela. Kim jest ta postać i co zainspirowało Cię do jej stworzenia?
L.S.: Michael Gritz to postać fikcyjna, zlepiona i wynikająca z moich obserwacji świata, ludzkich zachowań, ich dążeń, celów i lęków. Jest personifikacją tego wszystkiego, nadałem im żywą formę. To niewinny człowiek wrzucony w wir codziennego, brutalnego życia, w którym całkowicie się pogubił. Michael znajduje się pośród ludzi, którzy mają zupełnie inne cele w życiu niż on, jest przez nich nierozumiany. Jego oczami opisuję obserwowany świat i relacjonuję swoje własne wnioski.
E: Czy historia Michaela będzie kontynuowana?
L.S.: W pewnym sensie tak, lecz nie będzie ona kontynuowana w formie muzycznej. Za jakiś czas chcemy otworzyć koncepcyjną stronę internetową lucidmoments.pl, która przedstawiać będzie dalsze losy naszego bohatera. Chcemy, aby spory wpływ na to, co dalej będzie się dziać z Michaelem mieli odbiorcy naszej muzyki, aby to oni dopisywali dalsze kartki historii, interpretowali ją na swój sposób. Pod tym kątem komponowaliśmy zakończenie płyty czyli utwór Dr Freeman. Celowo nie postawiliśmy przysłowiowej kropki nad i.
E: Zagraliście ostatnio na Festiwalu Rocka Progresywnego w Gniewkowie, później w Łodzi i Warszawie. Czy będzie można wkrótce zobaczyć Was gdzieś na żywo?
L.S.: Planujemy jeździć po Polsce jak najwięcej. Jesteśmy mobilni, nasz żółty Lublin aż rwie się do drogi. Nie chcemy zamykać się na dość wąskie grono słuchaczy muzyki progresywnej, lecz z naszą muzyką wychodzić naprzeciw wszystkim, którzy słuchają szeroko pojętej muzyki rockowej i szukają w niej odrobiny kreatywności. Niestety w Polsce, w większości, właściciele klubów mało przychylnym okiem patrzą na debiutantów, wolą to, co już znają. Nie zamierzamy się jednak poddawać i mówić, że w Polsce się nie da. Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, aby odwiedzić jak najwięcej miast i gwarantujemy, że na każdym koncercie damy z siebie grubo ponad 100 procent.
E: „Lucid Moments” to świetna płyta, nadzieje słuchaczy zostały rozbudzone. Możesz zdradzić, czy pracujecie już nad nowym materiałem?
L.S.: Oczywiście. Powstają już utwory na nasz drugi album. Jeżeli wszystko pójdzie po naszej myśli, na przełomie lipca i sierpnia 2012 roku chcielibyśmy wejść do studia i nagrać materiał na drugą płytę. Nie mogę zdradzić o czym będzie, lecz jednego jestem pewny: po raz kolejny zaskoczymy.
E: Debiutancki album wydaliście sami. To z resztą ostatnio dość częsta praktyka. Przed kolejną płytą macie w planach szukanie wytwórni, podpisanie kontraktu, czy ta formuła dająca całkowitą artystyczną niezależność Wam odpowiada?
L.S.: Debiutancki album postanowiliśmy wydać sami, gdyż chcieliśmy mieć pełną kontrolę nad tym, co tworzymy muzycznie, graficznie i lirycznie. Jeżeli któraś z wytwórni płytowych zagwarantuje nam to przy okazji wydawania drugiej płyty, nie widzę żadnych przeciwwskazań.
E: Życzę więc powodzenia i trzymam kciuki, bo mam wrażenie, że polska scena progresywna zyskała dzięki Wam oryginalnego wykonawcę, a nie kolejnego epigona.

L.S.: Dziękuję za miłe słowa i za rozmowę.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s