Wywiad z Kubą Węgrzynem (HellHaven)


Trwa „Tydzień z HellHaven”. O planach zespołu, płycie koncertowej, dystansie do siebie i pokorze w stosunku do własnych dokonań, świadomości ogromu pracy jaka go jeszcze czeka i zaangażowaniu na 110% rozmawialiśmy z Kubą Węgrzynem – założycielem, gitarzystą i klawiszowcem formacji.

Rockella: Czy możesz powiedzieć ile lat ma najstarszy, a ile najmłodszy członek HellHaven?

Kuba Węgrzyn: Najstarszy ma 25 lat, a najmłodszy 18. A do kogo należą te liczby… sami oceńcie! Średnia wieku w zespole na dzień dzisiejszy to 22 lata.

R:  Pytam o to, ponieważ Wasze działania sprawiają wrażenie niezwykle świadomych i przemyślanych. Jak udało Wam się stworzyć tak zgraną i zjednoczoną we wspólnym działaniu ekipę?

K.W.: Jednoznaczna odpowiedź jest dość trudna. Gdy z Marcinem zakładaliśmy HellHaven nie byliśmy tak doświadczeni jak teraz. Nie mieliśmy takich planów i przemyśleń jak dzisiaj. Myślę, że dużo namieszał tu czysty przypadek. Na pewno jednym z mocniejszych spoiw zespołu stał się Sebastian, który posiada chyba największy talent z obecnych muzyków i jest równie zakochany w tym projekcie, co ja. Ma niesamowity głos, a co najlepsze, z próby na próbę jego warsztat jest coraz to doskonalszy. Na pewno w „układaniu” zespołu „klocek po klocku” jest trochę mojej zasługi. Od początku uczę się na swoich błędach, sukcesach, przemyśleniach i staram się, abyśmy nie tyle ciągnęli ten grajdołek dalej, co wspinali się z dnia na dzień coraz wyżej. Na pewno nie dokonałbym tego bez chłopaków. Ja pomagam im, oni wspierają mnie. Razem budujemy ten zespół, jak to się mówi – fifty-fifty. Każdy oddaje swoją 1/5. W sumie, daje to świetną całość.

R: Macie w planach zarejestrowanie koncertu, który podsumowałby pewien etap Waszej twórczości. Czy to oznacza jakąś zmianę stylistyczną w przyszłości?

K.W.: Bardzo poważnie przygotowujemy się do profesjonalnej rejestracji koncertu. Wstępnie planujemy nagrać koncert w połowie października. W chwili obecnej jestem na etapie ustalania miejsca koncertu. Ale raczej na pewno będzie do Kraków. Zmiana stylistyczna? Przyszłość? Trudno określić. Nasze motto wewnątrz zespołu to nie mieć żadnych granic. Będziemy chcieli grać ostro – zagramy, będziemy chcieli odrobinę nastrojowej ciszy – przyciszymy. Ktoś wpadnie na pomysł zagrania całego utworu na jednym instrumencie – zagramy. Ciągle kombinujemy, stawiamy sobie coraz to ciekawsze wyzwania. Eksperymentujemy, rozszerzamy granice. Nie chcę szufladkować się w jednym nurcie, chociaż wcale nie mam serca opuszczać szeroko pojętej, pięknej progresji. Jak się zmieniamy? Proszę porównać np. „Prelude to Death” z premierowym utworem /granym na koncertach/ „Paper Swan”. Zmierzamy w stronę bardziej przemyślanej muzyki, dużo ciekawiej zaaranżowanej, ciekawszej pod względem budowy, klimatu, stylistyki. Dążymy do skrajnej oryginalności. Dokąd zmiany nas doprowadzą – nie wiem. Ale wiem, że to nadal będzie nasza muzyka, napisana przez nas, a nie narzucona z góry. W chwili obecnej eksperymentujemy z syntezatorami, poszukujemy ciekawych brzmień, szerszych horyzontów. Przeszukujemy muzyczny świat w każdym kierunku. Zatrzymanie się z pomysłami to nic innego jak cofanie się, zapadanie pod siebie.

R: A jak wyglądają plany nagrania kolejnej płyty? Tym razem będzie to pełny album?

K.W.: Tak. Po nagraniu „AFAS” myślałem, że już nic ciekawszego nie uda nam się wymyślić. Po kilku dniach zaczęliśmy pracę nad nowym materiałem i od razu było wiadomo, że „AFAS” jest jedynie początkiem. I bardzo się z tego cieszę, że pierwsza płytka daje nam kopa w przód, że nie spoczywamy na laurach. Na dzień dzisiejszy mamy już ponad 50 minut nowego materiału. Dwa utwory – „Paper Swan” i „Hesitation” można już usłyszeć na koncertach. Oczywiście są to wersje „przedstudyjne”, a jak wiadomo, w studiu utwory są dopracowywane na 110%. Reszta to na razie słodka tajemnica. Ale będzie bardziej zróżnicowanie. Czasami będzie ostrzej, czasami delikatniej. Melancholijnie, patetycznie. Bardzo nie lubię, gdy zespół nagrywa całą płytę na zasadzie „jeden kop”, czyli wszystkie kawałki to praktycznie zlepek tego samego riffu, tylko zagranego w inny sposób. Naszym celem jest stworzenie płyty, która będzie swego rodzaju filmem, teatrem. A jak wiadomo w sztuce, raz ktoś zabija, raz ktoś płacze, ktoś śmieje się. Czy uda się tym razem? Ciężko na to pracujemy.

R: Ponownie zamierzacie ją wydać z własnych środków, czy poszukujecie wytwórni?

K.W.: Na pewno będziemy szukać. Ale wytwórnia to zawsze jakaś ingerencja z góry. Chociaż prawdą jest, że sami być może nie podołamy finansowo z drugą płytą. W tej kwestii na razie spekulujemy. Odkładamy na fundusz zespołowy, szukamy pomysłów w głowie. Być może uda się znaleźć sponsorów, z którymi już współpracujemy. Finanse zawsze były tą ciemną stroną muzykowania.

R: Czego w takim razie najbardziej w chwili obecnej potrzebujecie, jako zespół? Sprawnego managera, dużej ilości koncertów?

K.W.: Na pewno najważniejsze obecnie są kontakty. Bez nich zespół nie istnieje. Jak widzisz, mamy przyjemność gościć na łamach Rockelli właśnie przez taki kontakt. To napędza zespół, pomaga dotrzeć do dużej liczby ludzi, a przecież to jest głównym celem zespołu – przekazać muzykę słuchaczom. Przydałby się również ktoś bardziej doświadczony niż ja w kwestii manageringu. Co nie znaczy, że oddałbym innej osobie wszelkie decyzje. Powiedzmy, że potrzebna nam osoba do pomocy i porad, co robić, aby uzyskać dostęp do wielu niedostępnych jeszcze dla nas obszarów światka muzycznego.  Gdybyśmy posiadali managera z prawdziwego zdarzenia /czyli osobę, która zajmuje się jedynie manageringiem/ na pewno musiałby być ze mną w ścisłym kontakcie. Powiedzmy, że byłby dyrektorem ds. rozwoju a ja radą nadzorczą. /śmiech/

R: Zmieniając temat – powstała niedawno karykatura zespołu. Kto jest jej autorem?

K.W.: Jej autorem jest przyjaciółka zespołu, Joanna Pietrzyk. To ona jest odpowiedzialna za polskie wersje tekstów na płycie. Mam nadzieję, że to nie nasza ostatnia współpraca.

R: Dla mnie jest to pewne dopełnienie Waszego wizerunku: młodzi, zdolni, konsekwentni z poczuciem humoru i dystansem do siebie. Cieszę się, że polska scena muzyczna ma taki zespół, jak HellHaven. Trzymam kciuki i  – mam nadzieję – do zobaczenia na koncertach.

K.W.: Młodzi, konsekwentni, z dystansem… owszem. Ale czy zdolni ? To już osądzą ludzie. My dopiero rozwijamy skrzydła i wiele przed nami. Mam nadzieję, że kiedyś zrobimy materiał, z którego będę zadowolony w 110%. A teraz… wracamy do pracy nad marzeniami.

Na koniec chciałem jeszcze dodać coś a propos określenia „z dystansem”. Cóż, wiele dzisiejszych młodych zespołów „wyżej sra niż dupę ma”. Dużo kapel, po pierwszych sukcesach wpada w sidła samozachwytu zapominając o tym, że nie ważne, kim się jest, ważne, czym jest twoja muzyka. To ona ma cię bronić, a nie ty jej. Największym sukcesem jest wybić się, gdy wybija cię muzyka, to, co tworzysz, a nie pusta „pseudo-kolorowa” otoczka wokół zespołu i jego członków. Tego też życzę sobie i moim kochanym chłopakom /śmiech/.

Pozdrawiam serdecznie w imieniu całego zespołu ekipę Rockelli i wszystkich Czytelników!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s