Dekalog Rzyfca, czyli… 10. pytań do wokalisty zespołu Presidents Of Noise


I: Nie zostałbym muzykiem, gdyby nie:

Nie uważam, żebym był muzykiem, może kiedyś będę, na razie jest to hobby, któremu poświęcam niezbyt wiele czasu. Jak będzie to 8 godzin dziennie, to może za parę lat… Nie wiem co mogłoby mnie powstrzymać przed graniem, kiedyś miałem przerwę, kilka lat po Corrode, robiłem wiele innych rzeczy, ale po pewnym czasie nie dało się tego niczym zastąpić.

II: Płyta, która wywarła na mnie największe wrażenie:

Było ich kilka, pierwszą którą pamiętam to Accept „Metal Heart”, nie pamiętam kiedy, raczej w podstawówce. Druga to „The Number Of The Beast” Iron Maiden, gdy miałem 16 lat, po której zwariowałem na punkcie Ironów na jakieś 2 lata. Potem Slipknot „Slipknot” przez 2 lata non stop. Ale płyta, której słucham do dziś to soundtrack do filmu „Spawn” gdzie metalowi i hardrockowi artyści stworzyli niesamowite kompozycje z ludźmi od elektronicznej muzyki. Wciąż na czasie i nie do zdarcia.

III: Wykonawca, który wpłynął na moje podejście do muzyki:

Moje podejście do tworzenia muzyki to praca i rozwój i dzięki temu dobra zabawa. Nie wiem jakie podejście do tematu mają artyści, których muzyki słucham, jednak odnoszę od dawna wrażenie, że nie tylko piją i ćpają i wariują na koncertach, musi za tym stać kawał dobrej roboty. Na myśl przychodzi mi jeden człowiek, którego twórczość znam od wielu lat, jest nim Dez Fafara. Uwielbiałem Coal Chamber, jednak jeśli porównasz to z Devil Driver, to masz pewność, że koleś nie próżnował. Dlatego nie tylko zacząłem profesjonalnie podchodzić do growlu i screamu, ale też od prawie roku biorę lekcje śpiewu rockowego, by poszerzyć horyzonty.

IV: Koncert, którego nigdy nie zapomnę to:

Sepultura w amsterdamskim klubie „Melkweg”. Nigdy wcześniej nie sądziłem, że występ metalowej grupy może brzmieć niemal identycznie jak na płycie. Wszystko było dopracowane i zapięte na ostatni guzik, nagłośnienie idealne, no i oczywiście Derrick Green w końcu udowodnił, że można porządnie się wydrzeć, a nie charczeć jak jego poprzednik, który notabene według mnie poszedł na łatwiznę tworząc z Soulfly pseudometalowe hiciory. To był dzień, po którym do dziś staram się na żywo brzmieć tak jak na płycie, i odwrotnie, nie nagrywać wokali na płycie, których nie da się odtworzyć na żywo.

V: W muzyce najbardziej liczy się dla mnie:

Pamiętam, że kiedyś chciałem zrozumieć każdy rodzaj  muzyki, podzielić go na części, nauczyć się grać wszystko, co chcę, przez to straciłem radość z jej słuchania. Widziałem tylko riffy, tempa, podziały, rytmy, itd. Musiałem sobie dać spokój i po paru miesiącach „detoxu” od zespołu i gry na gitarze, powoli zaczęła wracać przyjemność z odczuwania dźwięków. Staram się tego trzymać i nie dać się omamić. Teraz jestem wokalistą, więc jest trochę łatwiej, mogę mieć większy dystans, częściej być odbiorcą niż twórcą.

Rzyfc

VI: Nasze koncerty to dla mnie:

Uwieńczenie całej pracy. Nie mógłbym raczej angażować się w pełni w pracę z zespołem nie mając szansy na „wyjście z piwnicy”. No i tym, którzy widzieli mnie na scenie nie muszę mówić, że dobra zabawa…

VII: Gdybym mógł, wybrałbym się w trasę koncertową z:

Wszystko jedno, byle ostro grali, dużo pili i palili……może bym się w końcu nauczył!

VIII: Praca w studiu to dla mnie:

Duże wyzwanie, żeby wszystko się udało, wiadomo czas to pieniądz, a jak się opłaca z własnej kieszeni, to trzeba się spieszyć. Trzeba być w świetnej formie i mieć dokładny obraz tego, co się chce uzyskać, a nawet więcej, jakiś plan „B”. Przy „No Revolution”, mimo że miałem tylko 3 dni na 9 numerów /!/, zasypałem tracki wieloma dodatkowymi wokalami, dzięki temu było co kasować by uzyskać równowagę, nie było potrzeby jechać jeszcze raz, by coś dogrywać. Jednak i tak kilka rzeczy zrobiłbym dziś inaczej…

IX: Mój ulubiony utwór Presidents Of Noise to:

W zasadzie prawie każdy nowo stworzony utwór na jakiś czas staje się moim faworytem, poza chyba dwoma przypadkami. Poza tym, co jakiś czas mam jazdę na inny, który znajdziecie na płycie. Aktualnie wciąż jaram się „Education”, który jest jednym z nowszych, uważam, że to jeden z moich lepszych tekstów.

X: Moje muzyczne marzenie:

Przede wszystkim na dzień dzisiejszy nauczyć się w pełni profesjonalnie korzystać z mojego gardzioła, by nie mieć granic, zaśpiewać wszystko czego zapragnę. No i grać w zespole, w którym każdy daje z siebie wszystko, stworzyć team nie do wyjebania! Do tego jeszcze trochę brakuje…

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s