Relacja Black & White, Black Sun, Hateera, Night Mistress, Scream Maker, Ceti – Warszawa, Progresja 21.10.2011


ceti_lamiastrataPrzychodząc do Progresji na Ceti Party byłem nastawiony na kilka godzin dobrej zabawy przy rockowych dźwiękach, które miała zapewnić gwiazda wieczoru i jej goście.

I jeśli ktoś lubi muzyczne podróże w kierunku korzennego grania opartego na ostrych gitarach i gęsto, rytmicznie pracującej sekcji, z pewnością się nie zawiódł. Już otwierający wieczór Black & White pokazał, że ich serca zostały skutecznie zainfekowane mocnym rockiem lat 70-tych. Perkusista i jego świecące pałeczki napędzały wraz z basem całą machinę, wyraźnie z przodu dominowała wokalistka obdarzona naprawdę mocnym i ostrym głosem, a dwaj gitarzyści dopełniali całości. I trzeba uczciwie przyznać, że udało im się dotrzeć do publiczności, choć ich zadanie nie należało do najłatwiejszych.

Black Sun przeniósł atmosferę koncertu zdecydowanie w kierunku heavy metalowej stylistyki choć w swoim instrumentarium miał gitarę akustyczną. Słychać było wyraźne echa TSA i – nomen omen – Turbo. Bardzo ciekawie zaprezentował się basista na swoim Fenderze, a spośród wykonanych utworów wrażenie zrobił na mnie zamykający set „Przebudzony”. Jeśli kiedyś przydarzy wam się okazja by go usłyszeć, gorąco polecam. Długi, rozbudowany, z miejscem na solowy popis dla każdego z instrumentów, pozostawiający niezatarte wrażenie. To był pierwszy w wyjątkowych momentów tego wieczoru.

Następnie na scenie zameldowała się Hateera, która jak zapowiedział wokalista, postanowiła – tu cytat – dopierdolić. Jak zapowiedzieli, tak zrobili. Trzy elektryczne tym razem gitary, perkusja i growlująco-śpiewający frontman spowodowali swoimi numerami, że publiczność przesunęła się bliżej sceny. Zespołowi przypadło w udziale wykonanie trzech utworów oraz skróconej wersji „Sto lat” dla wkraczającego w pełnoletniość gitarzysty.

Wraz z kolejna kapelą – Night Mistress – na scenie zagościły klimaty znane z dokonań Iron Maiden, czy Halloween. Mknące solówki i wysoki, w stylu Bruce’a Dickinsona wokal, to znaki rozpoznawcze tej kapeli. Energetyczna muzyka wprawiła w ruch publiczność, której znacznie przybyło. Night Mistress nawiązał świetny kontakt z publicznością. Kolejne numery trafiały na podatny grunt, podobnie jak zwięzła i z poczuciem humoru prowadzona konferansjerka. Był to również pierwszy zespół wywoływany na bis, który jak najbardziej kapeli się należał.

Ale zasady zasadami, bisu nie było, a po krótkiej przerwie na scenie rozstawił się Scream Maker. Występ bezpośrednio przed Ceti zapewnił większą publiczność, a podobnie jak Night Mistress, udało im się skłonić publiczność do tańców i okrzyków, choć mi osobiście występ ich poprzedników bardziej przypadł do gustu.

W końcu przyszedł czas na gwiazdę wieczoru. Grzegorz Kupczyk, Marihuana, Bartek Sadura, Bartek Urbaniak i Mucek rozstawili sprzęt, a ze sceny popłynęły dźwięki kolejnych świetnie znanych utworów. Ceti od samego początku porwało publiczność do zabawy. Widać było, że zespół jest zmobilizowany, a startującą właśnie trasę chce godnie rozpocząć. Na początku pojawiły się utwory z tegorocznej płyty „Behind The Black Curtain” oraz jej poprzednika „Perfecto Mundo”. Po chwili usłyszeliśmy również „Ścianę płaczu” pochodzącą z debiutanckiego albumu Ceti „Czarna Róża” z 1989 roku i balladowe „Miłość, nienawiść, śmierć” z płyty „Rasizm”. Świetnie prezentował się dwugłos Marihuana-Kupczyk, nieźle wypadła również publiczność w chórkach. Kontynuację wspólnego śpiewania mieliśmy również w „Lamiastracie”, w której znakomicie, z miażdżącą wręcz mocą, wypadła sekcja, a jeszcze piękniej dialog gitary z instrumentami klawiszowymi. Koncert rozkręcił się na tyle, że przed „Lady Of The Storm” wystarczył głos Grzegorza Kupczyka i prosty rytm perkusji, aby wspólne śpiewanie trwało nadal. W samym utworze, kolejnym z tegorocznej płyty Ceti, swoje pięć minut dostał Mucek. Aż trudno uwierzyć, że jego zestaw przetrwał ten potężny łomot, który spuścił mu perkusista. Był to kolejny fantastyczny moment tego wieczoru, który przeszedł płynnie we fragment „We Will Rock You”. Zasadniczą część koncertu zakończyły „Życie  i kres” i potężny, arcyciężki „Ghost Of The Universe”.

Nie miejcie złudzeń, bez bisów się nie obeszło. Zabrzmiały „In The Eyes Of The Rising Sun” i „The Days Of Dirt”. Zespół musi być pewny swego, bo oba utwory pochodzą z ostatniej płyty, a tym samym tegoroczny album „Ghost Of The Universe – Behind The Black Curtain” usłyszeliśmy w całości. Występ zakończył pochodzący z „Czarnej róży” utwór „Ogień i łzy”.

Wychodząc prawie o północy z Progresji byłem w pełni usatysfakcjonowany. Cala ekipa Ceti jest w znakomitej dyspozycji. Widać po nich chęć grania i radość z kontaktu z publicznością. A patrząc na twarze innych uczestników Ceti Party, mogę zaryzykować stwierdzenie, że zarówno młodzież, jak i Dorosłe Dzieci zobaczyły i usłyszały dziś to, co chciały. Dalsza część trasy zapowiada się więc fantastycznie. Zamość, Lublin, Olsztyn, Rzeszów, Sanok – bądźcie gotowi. Rozpędzona machina koncertowa Ceti o sile stutonowego walca nadciąga.

Editor

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s