Wywiad z Medeah (Artrosis)


medeah_artrosis

Po pięcioletniej przerwie Artrosis wydał w ubiegłym roku wysoko oceniany album „Imago” i ruszył w trasę po Polsce. Po jej zakończeniu spotkałem się z Medeah, aby porozmawiać o płycie, koncertach, powrocie do składu Macieja Niedzielskiego i wokalnym debiucie Igi Stupkiewicz, córki Medeah. Pełny zapis rozmowy znajdziecie poniżej.

Editor: Może na początek, żeby ten temat zacząć i od razu zakończyć, powiedz, kto, z kim, kiedy i dlaczego się rozstał? Czy to panowie czuli się w Artrosis jak na krześle elektrycznym /Migdał, Remo, Świcol i MacKozer odeszli z zespołu zakładając formację Electric Chair – przyp. red./, ty miałaś dosyć, czy była to wspólna decyzja?

Medeah: Efekt jest taki, jaki jest. Wygląda to na wspólną decyzję, ale nie do końca. Może trochę cofnę się w czasie. Pięcioletnia cisza wydawnicza na tyle mnie frustrowała, że postanowiłam coś zmienić. Natomiast kompozycje, które wspólnie powstawały nie satysfakcjonowały mnie zupełnie. Panowie mieli zupełnie inną wizję zespołu od mojej – szanuję to, jednak wydaje mi się, że mam prawo decydować, jak muzycznie ten zespół ma się rozwijać. Sytuacja jest analogiczna do tej, kiedy wprowadza się ktoś do twojego mieszkania, które masz urządzone zgodnie ze swoim gustem, tak jak sobie wymarzyłeś, a tu nagle ten ktoś przestawia ci meble, zaczyna zmieniać kolory ścian. Tak się zaczęło dziać w zespole. Kompromis na płycie „Con Trust” był jeszcze możliwy, tylko aranżacyjnie nie było to do końca to, o czym marzyłam. Wielokrotnie przeprowadzałam rozmowy na temat tego, jak wyobrażam sobie kolejny album, jak to ma wyglądać, ale moje słowa nie spotkały się z aprobatą kolegów i musieliśmy się rozstać. Po prostu. To, że jako pierwsi, w nocy zamieścili oświadczenie na naszej stronie internetowej pozostawiam każdemu do własnej interpretacji. Ja następnego dnia zamieściłam swoje oświadczenie. Panowie rozstali się z zespołem w sposób mało apetyczny, nie ukrywam, że niesmak pozostał mi do dzisiaj, ale ten rozdział jest dla mnie zamknięty. Bardzo się z tego cieszę, bo mam płytę, o której marzyłam i teraz będzie już tylko lepiej.

E: Zafundowałaś swoim fanom stresujący początek roku, ale mam wrażenie, że bardzo szybko się ze wszystkim uporałaś, zapowiedziałaś nowy skład, nową płytę, trasę i wszystko zrealizowałaś. Nie miałaś ani chwili zawahania, zwątpienia? Tak po prostu wyznaczyłaś sobie cele i postanowiłaś je zrealizować bez względu na okoliczności?

M: Tak dokładnie było. Przede wszystkim pozbyłam się wszelkich hamulców i nauczyłam się jednej bardzo ważnej rzeczy – w zespole nie powinno być demokracji. Mówię tu przynajmniej o moim zespole. Jeśli każdy robi to, co sam uważa za najlepsze, efektem jest pięcioletnia cisza medialna i wydawnicza. Każdy ma swoją wizję, do której dąży. Powinna więc być osoba, która będzie miała ostatnie zdanie, a pozostali powinni je uszanować, zwłaszcza, że mają do czynienia z założycielką zespołu. Nie wiem skąd pojawiła się w pewnym momencie frustracja u reszty ówczesnego składu, ale to jest ich sprawa. Ja założyłam sobie, że w 2011 roku wydam płytę i choćby nie wiem co, dopnę swego. I zrobiłam to.

Oczywiście, że miałam chwile zwątpienia, bo każdy by je miał w takiej sytuacji. Uogólniając, grałam z chłopakami osiem lat, więc nie była to prosta decyzja, zerwać kontakt, rozstać się i o tym nie myśleć. Nie jestem człowiekiem ze skały, jestem osobą wrażliwą, ale powiedziałam jasno, że o kompromisach nie może być mowy, bo chcę się realizować jako twórca i nie mogę robić czegoś wbrew sobie. Kiedy dostaję kompozycje, które nie sprawiają mi frajdy, a wręcz mnie męczą, stwierdzam, że takie działanie po prostu nie ma sensu.

E: Muzyczny efekt tego o czym rozmawiamy jest taki, że „Imago” bliżej jest do brzmienia „Fetish”, czy „Melange” niż „Con Trust”. Też tak to widzisz?

M: Tak, o to mi chodziło. Moją ukochaną – w naszej dyskografii – płytą jest „Fetish”. Po latach grania wszystkich elementów na żywo, bardzo zatęskniłam za tymi wszystkimi elektronicznymi smaczkami, bardzo mi tego brakowało.

E: Spowodowało to odnowienie współpracy z Maciejem Niedzielskim, czy już wcześniej myślałaś o powrocie do takiego grania?

M: Ja tęskniłam za takim graniem jak na „Fetish” od około dziesięciu lat, ponieważ to jest taka muzyka, która wypływa ze mnie, cała ‘ja’. Maciej pojawił się w tym wszystkim trochę później. W okolicach Sylwestra kilku znajomych namówiło mnie na telefon do Maćka, który miał osiem lat przerwy w graniu, a on jest taki jak ja – po prostu musi grać i tyle. Postanowiłam zadzwonić, a Maciek bardzo się ucieszył. Długo rozmawialiśmy ze sobą, bardzo długo. Było co opowiadać, osiem lat…

E: W tym czasie nie mieliście żadnego kontaktu?

M: Praktycznie żadnego. Spotkaliśmy się raz, na koncercie innego wykonawcy. Miło nam się rozmawiało, bo rozstaliśmy się bardzo kulturalnie i po przyjacielsku. Na fakt, że Maciej nie ma w danym momencie serca do robienia muzyki, bo zafascynowała go grafika 3D, nie miałam wpływu, a wiem, że jest pasjonatem i jeśli się czemuś poświęca to w stu procentach. Dlatego nie było wtedy w jego życiu miejsca na nową płytę. Teraz było inaczej. Kiedy Maciej dołączył, wszystko potoczyło się błyskawicznie. Przyjechał do mnie na 2-3 tygodnie, zebraliśmy cały materiał, moje i jego pomysły, wszystko przesłuchaliśmy, przemieliliśmy, poprzerabialiśmy i tak powstała płyta demo, z której już byłam zadowolona. Później pozostało już tylko dokomponować linie wokalne, dopisać teksty. Praca w studiu zajęła najwięcej czasu. Maciej, który jest odpowiedzialny i za realizację, i za produkcję muzyczną, dał z siebie wszystko.

E: Czyli powrót do dobrych, sprawdzonych wzorców?

M: Dokładnie tak.

E: A nie boisz się, że ktoś powie, że Artrosis cofa się w rozwoju?

M: Nie. Nie boję się, ponieważ płyta „Imago” jest dopełnieniem płyt „Fetish” i „Melange”. Ona brzmi najbardziej doskonale. Stąd właśnie jej tytuł – „Imago” – czyli najbardziej doskonała forma. W biologii najbardziej doskonała forma owada, a w dyskografii Artrosis doskonała klamra spinająca albumy „Fetish” i „Melange”. Kiedy powstawały płyty „Fetish” i „Melange” nie było takich możliwości sprzętowych, jakie mamy teraz i myślę, że słychać, że ta płyta jest najbardziej dopieszczona produkcyjnie i brzmieniowo.

E: Ja, słuchając tej nowej płyty, założyłem, że ten muzyczny powrót do przeszłości to taka chęć odnalezienia spokojnej, bezpiecznej przystani. Skład się posypał, nie było wiadomo, co będzie, więc przynajmniej muzyka na płycie będzie taka, jaka jest tobie najbliższa, sprawdzona, w której czujesz się najpewniej?

M: Być może tak, ale nawet już będąc w poprzednim składzie z chłopakami, cały czas mówiłam: słuchajcie, ja chcę takiego materiału jak na „Fetish”, chcę, żeby to brzmiało jak na „Fetish” i merytorycznie, emocjonalnie było podobne. Bo taka jest moja muzyka i chciałabym, aby wszystko zmierzało w tym kierunku. Niestety spotkałam się z niezrozumieniem…

E: O tym częściowo już wspomniałaś, ale chciałem jeszcze dopytać, jak dokładnie pracowaliście nad tą płytą? Wszystkie utwory, mimo że różnią się charakterem między sobą, brzmią bardzo spójnie, słychać, że wyszły spod jednej ręki. Rzeczywiście to było tak, że za część utworów odpowiadasz ty, za część Maciej, a spotkaliście się…

M: … mniej więcej w połowie. Z tym, że moje aranżacje, siłą rzeczy, brzmiały nieco inaczej. Ponieważ jednak za całokształt produkcji odpowiedzialny był Maciej, wziął moje utwory i przearanżował je odpowiednio. I stąd ta spójność. Moje były pomysły na linię melodyczną, czy akord po akordzie jak to ma wyglądać harmonicznie, jaka ma być forma utworu. Natomiast Maciej dopieścił wszystko w sposób czysto producencki i aranżacyjny. Stąd też jego utwory z moimi się nie gryzą i stanowią jedną całość.

E: Natomiast, o ile dobrze usłyszałem, na płycie żywej perkusji nie ma?

M: Nie ma.

E: To jest wszystko automat. Ale z kolei na koncertach pojawia się perkusista?

M: Tak.

E: Zostanie już w zespole?

M: Zostanie. To było moje marzenie, kolejne marzenie, które się ziściło. Mamy płytę elektroniczną, w sensie aranżu, choćby właśnie perkusji. Ale na koncertach brakowało mi tego ciosu, stopy. Wiesz, jak jest żywy bęben na koncertach, to jest zupełnie inaczej. A tutaj, w połączeniu z całą masą elektronicznych dźwięków, przesterów, przeszkadzajek, ten żywy bęben dopełnia wszystkiego. Teraz jesteśmy po trasie koncertowej i stwierdzam, że to był bardzo, bardzo dobry pomysł.

E: A skoro już jesteśmy przy temacie trasy… Skończyła się przed kilkoma dniami.

M: Dokładnie przedwczoraj, 4 grudnia. /rozmowa została przeprowadzona 6 grudnia 2011 – przyp. red./

E: Jak udała się trasa? Jak był przyjmowany ten nowy materiał?

M: Bardzo dobrze.

E: …pojawiło się nowe pokolenie słuchaczy?

M: I tak, i nie. Zauważyłam, że na naszych koncertach jest głównie pokolenie 30-latków. Oczywiście są też osoby młodsze, ale nie wygląda to tak, jak 15 lat temu, kiedy byli sami 15-latkowie.

E: Czyli publiczność dorosła z waszą muzyką?

M: Tak, głównie tak. Natomiast zdarzają się młode osoby i bardzo serdecznie zapraszamy nowe pokolenie. Przychodzą już rodzice z dziećmi. /śmiech/

E: To była dość duża trasa, około 15 koncertów.

M: Dokładnie 14 koncertów.

E: A jak było z frekwencją?

M: Powiem tak – duże miasta – mała frekwencja, małe miasta – zawsze było full. Byłam w szoku! Czytając rozpiskę trasy, ustalając ją z menadżerką, mówiłam jej: po co ci to miasto, i to, przecież tam nigdy nie graliśmy, skąd ty w ogóle wytrzasnęłaś ten klub? Zawsze się gra Wrocław, Poznań, tak klasycznie, choć te dwa miasta pod względem frekwencji były znakomite, natomiast pozostałe duże miasta w odwrocie.

E: Myślisz, że to było spowodowane dużą ilością różnych koncertów w tym samym czasie, czy po prostu nie ma kultury chodzenia na koncerty? Masz na to jakąś teorię?

M: Teoria pierwsza jest taka, że w dużych miastach ludzie mają duży wybór. Czasami, nawet jeśli chcieliby pójść na koncert, to ze względów finansowych, nie są w stanie być na każdym. Natomiast moja druga teoria – która się sprawdza – to olewanie koncertów przez same kluby. Bywa tak, że wchodząc do biura klubu widzę stos naszych plakatów, które powinny wisieć na słupach . A Internet to nie wszystko. Rozumiem, że teraz jest łatwiej dotrzeć do słuchacza z informacją o koncercie, ale plakaty…

E: … ilość fanów klubu na Facebook’u nie przekłada się na frekwencję na koncercie.

M: Oczywiście, tym bardziej, że wielu fanów z Facebook’a jest z innej części świata. /śmiech/ Trudno tutaj mówić o tym, żeby to było równoważne.

Bywało różnie. Generalnie teraz jest mniejsza frekwencja na koncertach i nie dotyczy to tylko naszego zespołu. Dzień przed nami w Gdyni grała naprawdę duża gwiazda, której nazwy nie wymienię, bo to nie ma sensu, ale na sali było 16 osób, przy naszych  90. Nie było więc dramatu. Ale na przykład Grudziądz, Tarnów, czy Krosno – full, po 200 osób. Śmiałyśmy się z menadżerką, że w przyszłym roku zrobimy „Miasta Powiatowe Tour”. Oczywiście nie przekreślam całkowicie dużych aglomeracji. Uwielbiam grać w Warszawie, w Poznaniu, we Wrocławiu. Tym razem jednak najbardziej zaskoczyła nas Legnica, gdzie mieliśmy największą frekwencję. Nie wiem dokładnie ile osób, ale był full, świetne przyjęcie, wszystko się zgadzało i bardzo miło to wspominam. W ogóle tę trasę bardzo miło wspominam, chyba najlepiej z dotychczasowych.

E: Czyli trasa była fajnym dopełnieniem udanej płyty?

M: Dokładnie tak.

E: Porozmawiajmy jeszcze o muzyce. Byliście już przypisywani do różnych nurtów, a najczęściej do rocka gotyckiego.

M: Bo to najprościej. /śmiech/

E: A czy ciebie w ogóle interesuje takie klasyfikowanie?

M: Wiesz, nie do końca, bo ja już różne rzeczy słyszałam: metal gotycki, rock gotycki, atmospherical coś tam… A my gramy po prostu muzykę klimatyczną. To najbardziej ogóle określenie, ale najbardziej trafione, bo jest tu właśnie miejsce na klimatyczne granie, czasami trochę pazura. Tak naprawdę nie wiem, jak to sklasyfikować.

E: Pytam cię o to, bo z jednej strony definicje nie mają sensu…

M: …każdy to czuje inaczej…

E: …ale wasze brzmienie jest bardzo specyficzne, więc chyba nie macie w planach dotarcia do jakiegoś bardzo szerokiego grona odbiorców? Mam wrażenie, że chcesz dotrzeć do tych osób, które poczują w twojej muzyce to samo, co ty? I tu definiowanie ma sens. Można to różnie nazwać, ale jeśli ktoś poczuje ten nastrój, ten klimat, to znaczy, że to jest to.

M: Tak, ale nie chciałabym być źle zrozumiana, że tworząc płytę, myślę o tym dla kogo ona ma być. To nie tak. Ja przede wszystkim samorealizuję się twórczo i to jest najważniejsze dla mnie…

E: … to właśnie miałem na myśli, że ty zapraszasz słuchaczy do swojego świata…

M: … a jeśli jeszcze komuś to odpowiada oprócz mnie i Macieja to super. A wiem, że jest dużo takich ludzi, bo widzę i mamy mnóstwo sygnałów, że płyta się podoba. Śmiejemy się trochę, że publika podzieliła się na pierwsze trzy płyty i całą resztę, ale… trudno. Nie można od  nas  wymagać, żebyśmy robili coś wbrew sobie i nagrywali w stylu naszych pierwszych albumów. Nie będziemy robili niczego wbrew sobie.

E: A jak ty, patrząc przez swój własny pryzmat, zdefiniowałabyś odbiorcę waszej muzyki? Jak widzisz taką osobę, której mogłaby się taka muzyka podobać?

M: Na pewno osoba wrażliwa, na pewno osoba szukająca w muzyce czegoś więcej niż tylko rytmu i melodii, osoba myśląca. Ja znam tych ludzi, którzy przychodzą po koncertach i ze mną rozmawiają, więc myślę, że tak właśnie wygląda portret psychologiczny /śmiech/ osób, które nas słuchają. To są osoby, które szukają w muzyce czegoś więcej niż to, co dostają w każdej rozgłośni radiowej.

E: Zadając ci te pytania, tak trochę naokoło, chciałbym zdefiniować ciebie, zrozumieć twój rodzaj wrażliwości, który powoduje, że muzyka Artrosis jest taka, a nie inna. Bo w moim odczuciu jest to jednak dość nietypowe i specyficzne połączenie elektronicznych, stechnicyzowanych brzmień z czysto humanistycznymi tekstami mówiącymi o miłości, zagubieniu, niepewności, ale i sile, czy jak na tej płycie, przemijaniu. Mogłabyś ten pozorny paradoks wytłumaczyć?

M: Nie mogę, bo nie umiem mówić o naszej muzyce w ten sposób. Fajnie, że to zauważyłeś, bo to ciekawe, co mówisz. Ja się nigdy nad tym nie zastanawiałam. Nasza muzyka po prostu wypływa ze mnie i z Macieja, tacy jesteśmy. Widocznie jesteśmy do siebie bardzo podobni, mamy ten sam poziom wrażliwości i dlatego tak świetnie się rozumiemy, i dlatego również tak świetnie nam się współpracuje.

Natomiast ta technicyzacja, o której wspominasz, jest pewnie bezpośrednio związana z Maciejem i jego sposobem robienia muzyki. On tak to czuje, a ja to szanuję, bo mi się to bardzo podoba. Ja bym to pewnie zaaranżowała inaczej, ale daję mu wolą rękę, bo mam do niego zaufanie absolutne w tej dziedzinie.

E: Powiedz mi w takim razie chociaż, gdzie szukasz inspiracji do tekstów? Ja mam wrażenie, że najczęściej w życiu, wokół siebie.

M: Dokładnie. Ja jestem obserwatorem. Mam kilku przyjaciół, którymi się otaczam, z którymi spędzam mnóstwo czasu, dla których jestem czasem powiernikiem ich największych sekretów czy problemów i to mnie inspiruje. Sama też nie jestem z kamienia i stąd właśnie biorą się teksty. Obserwuję, przeżywam coś, a często pisząc tekst oczyszczam się z negatywnych emocji. To mi pomaga, taka terapia. /śmiech/
To nie są teksty wydumane. Często inspiruje mnie literatura, film, artykuł w gazecie. Jest tych inspiracji całe mnóstwo.

E: A propos jednego z tekstów chciałbym cię zapytać o bardziej szczegółowe wyjaśnienie, bo zrobiły na mnie wrażenie słowa do piosenki „Panta Rhei”? Co było bezpośrednią inspiracją do napisania tego tekstu?

M: Przede wszystkim natchnęła mnie muzyka Maćka. Jest to utwór, który on przyniósł w całości. Długo o nim rozmawialiśmy, a ja byłam tym kawałkiem zachwycona.

Tak w ogóle, to moje dziecko śpiewa w tym utworze… Maciej przyniósł go w innym aranżu i tę melodyjkę, którą śpiewa Iga coś grało. Maciejowi bardzo zależało na tym, żeby w Panta Rhei śpiewały dzieci. Ja  nie miałam jeszcze  pomysłu ani na tytuł, ani zawartość tekstową i przyszły mi do głowy słowa dziecko, mama… proces myślowy poszedł właśnie w tym kierunku, że coś przemija bezpowrotnie, coś następuje nowego, nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki…

E: A kto wpadł na to, żeby twoja córka tam zaśpiewała?

M: Ja wpadłam na to, ponieważ Maciej stwierdził, że musimy znaleźć przedszkole i nagrać dzieci, bo on ma taką wizję (śmiech). Ale ponieważ Iga krzątała się po domu, coś chciała ode mnie, stwierdziłam: po co mamy się gdzieś ruszać, porozmawiam z moim dzieckiem, a wiem, że słuch ma i poczucie rytmu, więc nie powinno być problemu. A że to odważna dziewczynka jest…

E: Między innymi przez śpiew Igi ten utwór robi wrażenie, bo wysoki dziewczęcy głos został zestawiony z dość przytłaczającą, ciężką muzyką.

M: Właśnie o to nam chodziło. Skoro tekst jest o przemijaniu, skoro śpiewa matka z dzieckiem, to idźmy na całość! Zróbmy z tego patos, o którym mówisz i teraz nie ma osoby, która by przeszła obok tego kawałka obojętnie. Może się podobać lub nie, ale każdy zwraca na niego uwagę.

E: Jesteś dumna z Igi, z tego jak zaśpiewała?

M: Oczywiście, ja zawsze jestem z niej dumna. Jak matka mogłaby nie być dumna ze swojego dziecka?

E: Czy to jest początek czegoś, czy wyszło raczej przypadkowo?

M: To wyszło zupełnie przypadkowo, to nie jest żaden początek, jeszcze na rock’n’rolla ma czas. /śmiech/ Oby jak najdłużej zwlekała.

E: To zaczekamy, ale zapowiada się fajnie. A na koniec chciałem cię zapytać, jakie masz plany? W tym roku zrealizowałaś wszystko, co sobie zaplanowałaś. Teraz święta, czas dla rodziny?

M: Trochę odpoczniemy. Jeszcze nie byłam w domu po trasie koncertowej, a mam zamiar zjawić się tam niebawem. Muszę odsapnąć, nabrać dystansu. Myślimy z Maciejem o nowym materiale, ale chcemy sobie dać jeszcze chwilę oddechu.

Kolejny pomysł, jaki nam się pojawił, to nagranie albumu „Imago” w innej wersji językowej, ponieważ z Ameryki Łacińskiej napływa do nas mnóstwo sygnałów, żebyśmy tam wrócili. Mamy kilka propozycji zagrania tam koncertów

E: Czego w takim razie można osobie tak spełnionej jak ty życzyć na Nowy Rok?

M: Kolejnych wyzwań. Zaplanowaliśmy nagranie angielsko lub hiszpańskojęzycznej wersji „Imago”.

E: Czyli  jednak nie dajesz sobie dużo czasu na odpoczynek?

M: Nie. Zbyt dużo czasu zmarnowałam.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s