Relacja Joseph Magazine – Lizard King, Toruń 26.01.2012


W ubiegły czwartek, 26 stycznia,w toruńskim Klubie Lizard King, zagrał zespół Joseph Magazine. Relację Mateusza Siedleckiego z tego koncertu przeczytacie poniżej. A pod tym adresem znajdziecie fotorelację Pauliny Orzechowskiej.

Bezpośrednio przed koncertem Joseph Magazine w Toruniu towarzyszyły mi dość skrajne emocje. Z jednej strony czekałem na ten koncert jak dziecko na Mikołaja, z drugiej jednak – zastanawiałem się czy zespół, który nagrał płytę z tak skomplikowaną rytmicznie muzyką, będzie w stanie bezbłędnie odegrać ją na żywo. W Lizard Kingu pojawiłem się niespełna godzinę przed koncertem, w momencie gdy zespół akurat kończył próbę nagłośnienia. To, co usłyszałem, skutecznie rozwiało moje wszelkie wątpliwości. Wiedziałem, że w dniu dzisiejszym, na tej scenie, wydarzy się coś naprawdę wielkiego, pozostało jedynie cierpliwie czekać.

Po upływie około godziny, czterech, w zasadzie anonimowych facetów, weszło na scenę. Zazwyczaj w przypadku mniej znanych zespołów scenariusz kolejnych wydarzeń jest dość prosty do przewidzenia: pan wokalista bierze mikrofon, mówi ładne „dzień dobry”, po czym skrupulatnie przybliża niegodnym słuchaczom progresywno-psychodelo-posmetalo-medytacyjny charakter twórczości zespołu. A co zrobili chłopaki z Joseph Magazine? Co w końcu może lepiej przedstawić zespół, niż sama muzyka? Przywitanie z publicznością ograniczyło się więc do pałeczkowego: pyk, pyk, pyk…

„Self Examination” – utwór rozpoczynający cały koncert i mój prywatny number one z całej płyty. Powolny, melodyjny wstęp skutecznie przykuł uwagę siedzącej przy stolikach publiki. Uderzenie pierwszych przesterów wywołało natomiast prawdziwą konsternację, a marzenia o rozrywce przy niewymagającej muzyce legły w gruzach. Utwór został wykonany perfekcyjnie. Partie instrumentalne po prostu nie mogły nie zrobić wrażenia. Wydawało mi się, że słuchacze wyczekują końca utworu aby w końcu móc nagrodzić zespół w pełni zasłużonymi brawami. Muzycy nie dali im jednak tej szansy, ponieważ po skończeniu pierwszego utworu, płynnie przeszli w następny – „Liquid Dream”.

Ten utwór, a przynajmniej jego motyw przewodni, jest chyba stosunkowo najmniej skomplikowaną rytmicznie kompozycją /co wcale nie znaczy „prostą”/. Jednoczesne uderzenie gitary, klawiszy i sekcji rytmicznej zrobiło kolosalne wrażenie. Całość doskonale podkręciła wirtuozerska solówka Bartosza Sochy. Po tym utworze nadszedł czas na pierwsze tego wieczoru oklaski i właściwe /tym razem werbalne/ przywitanie się z publicznością.

Kolejne utwory – „Wormwood” i „Heremit” to już czysty popis wirtuozerii całego zespołu. Kunszt kompozycyjny widać było na każdym kroku: różnorodność rytmów, szybkie zmiany tempa, genialne melodie, tappingi na basie, kosmiczne solówki na gitarze, słowem – esencja Joseph Magazine. Warto przy tym wszystkim podkreślić, że muzycy, przy zachowaniu pełnego profesjonalizmu wykonania, sprawiali wrażenie jakby dobrze się przy tym wszystkim bawili. W tym momencie spojrzałem na notatki, które poczyniłem w trakcie poprzednich utworów /„super!” „lepiej niż na płycie!”, „solo-kosmos!”/ i doszedłem do wniosku, że dalsze ich sporządzanie nie ma najmniejszego sensu…

W końcu nadszedł czas na pojawienie się wokalisty. „Torn Piece of the Sky” i „Kayleight”/cover Marillion/ zostały zaśpiewane niezwykle czysto i z ogromnym zaangażowaniem emocjonalnym. Dla słuchaczy o mniej „instrumentofilskich” upodobaniach był to bez wątpienia najbardziej charakterystyczny moment koncertu, co zresztą dało się zauważyć zaraz po zakończeniu każdego z utworów.

Na zakończenie zasadniczej części koncertu zespół wybrał „Holy Land”. Jest to chyba najlepsza, a przynajmniej najbardziej zróżnicowana kompozycja grupy. Gdy pierwszy raz usłyszałem ten utwór, miałem wrażenie, że jest w nim dosłownie wszystko. Gdyby więc ktoś nie wiedział, na czym polega umiejętna synteza współczesnych gatunków – odsyłam go właśnie do „Holy Land”. Jedynym mankamentem wykonania był brak końcowej wokalizy, o czym szerzej można przeczytać w wywiadzie przeprowadzonym z muzykami.

Ostatecznym pożegnaniem z widzami były bisy w postaci coverów. Muzycy na sam koniec zdecydowali się rozluźnić nieco atmosferę, prezentując nam własne aranżacje  „Gimme, gimme, gimme” Abby i „Maniac” Michaela Sembello. Nowe wersje spotkały się ze znakomitym odbiorem publiczności, która następnie pożegnała zespół gromkimi brawami.

Podsumowując, koncert Joseph Magazine w toruńskim Lizard Kingu był bez wątpienia jednym z najlepszych koncertów, jakie miałem okazje oglądać w niewielkich klubach. Zespół wykazał się pełnym profesjonalizmem, perfekcyjnie odegrane utwory, wzbogacone o koncertową energię, zyskały zupełnie nową jakość. Sami muzycy przyznali się wprawdzie potem, że w trakcie koncertu doszło do dwóch minimalnych rozminięć, jednakże ani ja /a znam tę płytę na pamięć/, ani tym bardziej „normalni” słuchacze, takowych nie zauważyli.

Co do po koncertowych przemyśleń, dodam tylko, że nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ogromna część publiczności nie zrozumiała z jak wysoką sztuką miała do czynienia tamtego wieczoru. Kiedyś powiem mojemu synowi, że byłem na koncercie Joseph Magazine, za bilet zapłaciłem śmieszne 10 zł, ludzie słuchali koncertu siedząc przy stolikach, pod sceną nie było absolutnie nikogo, a ja, zamiast się bawić – stałem pod ścianą jak ten źle zaparkowany cielak i pisałem relację…

Setlista:
1. Self Examination
2. Liquid Dream
3. Wormwood
4. Heremit
5. Vision
6. Night Of The Red Sky
7. Torn Piece Of The Sky
8. Kayleigh /Marillion cover/
9. Tower
10. Holy Land
Bisy:
1. Gimme, gimme, gimme /Abba cover/
2. Maniac /Michael Sembello cover/

Rockowy klimat wieczoru na zdjęciach oddała Paulina Orzechowska /www.paulinaorzechowska.com/.

Rockella

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s