Dekalog Marka Żaka, czyli… 10. pytań do basisty zespołu Lebowski


I. Nie zostałbym muzykiem, gdyby nie:

Oczywiście przypadek – rodzice kupili mi pierwszy instrument w nagrodę za dostanie się do szkoły średniej. Ponieważ wszyscy koledzy chcieli być wokalistami lub gitarzystami, znalazłem „niszę” w moim środowisku i wybrałem bas. Oczywiście bardziej to było „na pokaz” i wiele czasu musiało minąć, zanim zacząłem o tym instrumencie myśleć poważniej.

II. Płyta, która wywarła na mnie największe wrażenie:

Byłoby nie fair, gdybym wskazał i wyniósł na piedestał tylko tę jedną jedyną. W każdym okresie moich fascynacji muzycznych tych płyt było kilka. Ponieważ związane są one z różnymi gatunkami muzyki, nieuczciwym byłoby wybranie tej jednej. Również ważnym elementem jest otoczka posiadania, czy możliwość wysłuchania danego wykonawcy. Obecnie wydaje się to proste – idę do sklepu i po prostu kupuje. W latach 80 – tych byłby to cud. Mam w pamięci do dnia dzisiejszego jak z chłopakami składaliśmy się wszyscy na zakup jednej płyty AC/DC czy Led Zeppelin. Potem wspólne czekanie na możliwość jej odebrania za pomocą zaprzyjaźnionego wujka lub znajomego i finał – jest , możemy jej wszyscy wysłuchać na wypożyczonym gramofonie. Emocje w tym przypadku także miałyby wpływ na mój wybór.

III. Wykonawca, który wpłynął na moje podejście do muzyki:

Również w tym przypadku nie mogę jednoznacznie odpowiedzieć, gdyż jest to proces, który cały czas ewoluuje. Na początku była fascynacja Robertem Plantem i  Led Zeppelin z albumu „Physical Graffiti”,  by następnie zamienić się w zapatrzenie w Steva Vaia, czy też zespół Slayer, Metallica lub Motorhead. Jako przeciwwagę traktowałem muzykę Tangerine Dream i Jean-Michaela Jarre’a. Urzekła mnie w tym czasie ścieżka dźwiękowa Angela Badalamentiego w wykonaniu Julee Cruise z filmu „Miasteczko Twin Peaks”. Z kolei następną fascynacją była twórczość Portishead, Tricky i Nirvany. W świat jazzu wprowadził mnie Marcin przekonując do takich wykonawców jak Miles Davis. W tym samym czasie „odkrywam” Marcusa Millera, Petera Gabriela i pierwsze płyty Enigmy. Obecnie dość mocno zaciekawił mnie Jeff Beck i Gotye. Uważam, że w tej grupie powinny się także znaleźć osoby, o których nikt tak naprawdę nie słyszał, ale ich wpływ na moje podejście i odbiór muzyki był znaczny. Mam na myśli jakieś przypadkowe słuchanie osób grających na darbuce, gdzieś w saharyjskim zaułku, śpiew chóru w nawie katedry – zasłuchanie się w dźwięki, które są dookoła, stworzone często przez ludzi, których imion nikt nie zna.

IV. Koncert, którego nigdy nie zapomnę to:

Iron Maiden – Łódź , lata 80 – te, być może dlatego, że był to dla mnie pierwszy tak duży koncert, w którym brałem udział. Aby móc na niego pojechać, sprzedałem na targu moje modele kolejki wraz z wagonikami, stacją i mnóstwem torów, które zbierałem przez parę dobrych lat. Koncert ze wspaniałą oprawą sceniczną oraz miłym dla mnie późniejszym upominkiem – zdjęciem szczecińskiej ekipy we wkładce dołączonej do wydanej płyty. W możliwość obejrzenia przeze mnie tego koncertu zaangażowała się cała moja rodzinka – łącznie z odebraniem mnie z pociągu i zaprowadzeniem na koncert. Takie rzeczy pozostają w pamięci na zawsze. /śmiech/

V. W muzyce najbardziej liczy się dla mnie:

Przekaz emocji . Budowanie dźwiękiem nastroju, ze wstępem, rozwinięciem, momentem kulminacyjnym i zakończeniem. Warsztat techniczny muzyka owszem i zachwyca, lecz traktuję to jednak jako narzędzie do osiągnięcia celu, którym jest zaskoczenie słuchacza pewną opowieścią muzyczną, potrafiąca nie zanudzić i trzymać w napięciu, pełną ciekawych zwrotów, wątków i motywów akcją.

VI. Nasze koncerty to dla mnie:

Coś wspaniałego. /śmiech/ Również za każdym razem jest to pewne wyzwanie pełne wewnętrznych pytań – jak tym razem nam pójdzie, jak odbierze nas publiczność, jak uda się z nią nawiązać kontakt i przekazać jej nasze dźwięki i obrazy? Niesamowita jest również otoczka przygotowań do każdego z nich: próby, przygotowania materiału, podróż. W czasie występu ogromna radość z grania i wysoko poziom adrenaliny. /śmiech/

VII. Gdybym mógł, wybrałbym się w trasę koncertową z:

Zawsze z Lebowskim, na szczęście jeszcze mogę. /śmiech/

VIII. Praca w studiu to dla mnie:

Sprostanie wyzwaniom technicznym, ponieważ nie jestem wirtuozem swojego instrumentu. Spora jest z tym związana ilość powtórek, aby wyszło jak najlepiej  i spory stres. Jednocześnie poczucie frajdy, jak coś zostanie dopięte i zamknięte w całość.

IX. Mój ulubiony utwór Lebowski to:

„Islandia” – niesamowity ładunek emocji,  z każdym razem po wysłuchaniu tego kawałka odkrywam w nim coś innego, czego nie wychwyciłem wcześniej. Bardzo plastyczny i obrazowy kawałek, który potrafi wpasować się w każdy nastrój dnia i nocy.

X. Moje muzyczne marzenie:

Żyć z muzyki i móc się nią dzielić z innymi osobami.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s