Wywiad z Marcinem Kulczyckim (Pathology)


pathology-coverGitarzysta Pathology – Marcin Kulczycki – opowiedział nam o emocjach związanych z wydaniem debiutanckiej płyty „Screaming Within”, planach i drodze, którą zespół wybrał do ich realizacji. Pełny zapis rozmowy poniżej.

Editor: Jak się czujesz kilka dni po premierze płyty? Wiążesz z nią jakieś konkretne oczekiwania, czy dalej robisz swoje i spokojnie czekasz na efekty?

Marcin Kulczycki: Pierwsze emocje powoli opadają. Po tym szalonym weekendzie, zaczęliśmy w miarę normalnie funkcjonować dopiero około środy. A co się tyczy oficjalnego pojawienia się naszej płyty na rynku, cieszymy się, że w końcu możemy dotrzeć z naszą twórczością szerokiego grona fanów dobrej rockowej muzyki. Staramy się podnosić poprzeczkę coraz wyżej, dlatego nie pozwalamy sobie na odpoczynek i już przygotowujemy się do trasy promującej nasze wydawnictwo. Powoli zaczynamy realizować nowe pomysły, które będą podwalinami kolejnej płyty.

E: Co jest przyczyną, że na debiut płytowy Pathology trzeba było czekać tak długo? Początki zespołu sięgają przecież 1998 roku…

M.K.: Po nagraniu pierwszej płyty demo w 2003 roku, zespół nawiedziło kilka plag. Opuścił nas bębniarz, co wiązało się z koniecznością znalezienia następcy. Ponieważ większość kandydatów nie potrafiła sobie poradzić z najprostszymi utworami, proces ten trwał dość długo. Jak wszyscy pewnie wiedzą, warto było czekać. Ale to już zupełnie inna historia… Poza tym każdy z nas, z lepszym lub gorszym skutkiem, starał się ułożyć swoje życie zarówno na  płaszczyźnie zawodowej, jak i osobistej, co niestety nie pozostało bez wpływu na regularne funkcjonowanie zespołu. Po kilku latach letargu, wspólnie doszliśmy do wniosku, że dzieło, nad którym pracowaliśmy wiele lat, zasługuje na to, by mogło ujrzeć światło dzienne. Po kilku miesiącach intensywnych prób, wjechaliśmy do studia i z niekłamaną radością wydobyliśmy z instrumentów wszystkie dźwięki, które od lat chciały się wydostać z naszych umysłów i serc. /śmiech/ Chcieliśmy, aby płyta, która właśnie trafiła do waszych rąk, była dopracowana w najdrobniejszych szczegółach, dlatego wszyscy możemy się nią cieszyć dopiero teraz.

E: Obecny skład jest twoim zdaniem optymalny? Pytam o to, bo jak wiele zespołów nie uniknęliście roszad personalnych.

M.K.: Jeśli chodzi o stałych członków zespołu, to wbrew pozorom nie było ich aż tak wielu. Zmiany w składzie, spowodowane były zawirowaniami życiowymi ludzi, z którymi mieliśmy przyjemność współpracować. Z całym szacunkiem dla nich wszystkich, mieliśmy to szczęście, że każdy z nowych członków nie był gorszy od poprzednika i wnosił do zespołu coś, co owocowało eksplozją pozytywnej energii i ogromnym zapałem do pracy. Jestem pewien, że obecny skład Pathology, jest właśnie tym o czym marzyłem przez całe życie.

E: Rozmowy w sprawie dystrybucji w sklepach trwają, a gdzie obecnie można kupić płytę?

M.K.: Na płytę w sklepach jeszcze chwilę trzeba poczekać. Póki co, można ją kupić na naszych koncertach, o których niebawem poinformujemy. A jeżeli ktoś chciałby nabyć ją natychmiast, prosimy o kontakt na skrzynkę thepathologyband@gmail.com.

E: W dniu premiery zagraliście promocyjny koncert w Warszawie. Jak wyglądają wasze dalsze plany koncertowe? Będzie można was gdzieś wkrótce zobaczyć?

M.K.: Jesteśmy na etapie organizowania trasy promocyjnej, której szczegóły znane będą wkrótce. Serdecznie zapraszamy, i ze swojej strony zapewniamy, że nie jesteśmy bandą smutnych kolesi, którzy pięć minut po zagraniu ostatniego dźwięku pakują się do busa. Zawsze znajdziemy czas na to, żeby spotkać się z każdym, kto ma ochotę się z nami napić, pogadać i wdzięcznie osunąć się pod stół… /śmiech/

E: I jeszcze jedno pytanie na koniec – myślisz, że na taką muzykę jaką wy prezentujecie – jest, mówiąc brzydko, rynek? To, co oferujecie, to nie jest proste, melodyjne granie, to trzeba umieć docenić, np. dwie gitary grające te same partie, niby stary heavy metalowy patent, ale w składzie zespołu musi być dwóch dobrych gitarzystów. Podobnie partie perkusji Agnieszki, która jest w mojej ocenie jedną z najlepszych w swoim fachu w Polsce. Podczas waszego koncertu usłyszałem opinię, że „taka muzyka już zawsze niestety będzie w niszy”

M.K.: Przykro mi, ale każdy, kto myśli, że będziemy chcieli zdystansować w ilości sprzedanych płyt Andrzeja Piasecznego lub Feel, srodze się rozczaruje. Nigdy nie mieliśmy i nie będziemy mieć parcia na szkło, a bycie celebrytami, to nie jest coś, o czym marzymy najbardziej. Jesteśmy grupą ludzi, która gra to, co ma głęboko w sercu,  jesteśmy uczciwi wobec siebie i wobec słuchaczy. Mamy nadzieję, że zostanie to docenione, bo nie ma nic gorszego, niż pisanie mdławych przebojów, o których za chwilę nikt nie będzie pamiętał, takich których z przyjemnością wysłucha o każdej porze dnia i nocy statystyczna gospodyni domowa lub pracownik biurowy, ponieważ nie przeszkadzają im w pracy. Naszym celem jest dotrzeć do odbiorców, dla których muzyka jest czymś więcej.

Jeszcze kilka słów na temat Agnieszki. Odkąd pojawiła się w Pathology, wydaje nam się, że każdy bębniarz z którym mamy okazję dzielić scenę podczas koncertów, nie jadł śniadania, a wczorajsza kolacja mu nie smakowała. Ta filigranowa kobieta jednym uderzeniem lewej ręki w werbel załatwia to, co inni robią czterema kończynami. Nie wyobrażam sobie, żeby na tym miejscu siedział kiedyś ktokolwiek inny. Z nią mogę zagrać absolutnie wszystko.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s