Dekalog Adama Jełowickiego, czyli… 10. pytań do gitarzysty zespołu Pathology


I. Nie zostałbym muzykiem, gdyby nie:

Moja siostra, która pierwsza w mojej rodzinie zabrała się za gitarę. 20 lat temu, rympoł, który został przez kogoś nazwany gitarą, był obiektem krwawych walk między moją siostrą a mną. Dzięki naszym bratczyno-siostrzanym uczuciom, w których miłość była tuż za permanentną rywalizacją, zmusiła mnie do ślęczenia nad instrumentem i pokazania, że ja przecież jestem numer jeden. Dobrze, ze siostra odpuściła, bo nie wiem jak by się to skończyło….

II. Płyta, która wywarła na mnie największe wrażenie:

Beyond Twilight “The Devil’s Hall of Fame”. Ta płyta do dziś jest dla mnie niedoścignionym wzorem tworzenia klimatu. Tej płyty nie da się słuchać na raty. Trzeba usiąść na kanapie z Jackiem Danielsem w dłoni, wyłączyć światło i słuchać od dechy do dechy. Niezapomniane emocje i przeżycia. No i oczywiście Jorn Lande, który stworzył wokalnie coś, do czego nikt się nawet nie zbliżył, i pewnie się nie zbliży.

III. Wykonawca, który wpłynął na moje podejście do muzyki:

Absolutnie i bez zastanowienia Fates Warning. Każda ich płyta jest absolutnie genialna. Śledziłem ich rozwój od bodajże 3 płyty, obserwowałem zmiany jakie w nich następowały i z każdą płytą otwierali przede mną nowe muzyczne drzwi, przez które przechodziłem na początku z nieśmiałością, by po kilkukrotnym przesłuchaniu wpaść w otchłań ich dźwięków i kompozycji. Ostatnia płyta lidera Fates Warning – Jima Matheosa i byłego wokalisty – Johna Archa, to arcydzieło, które świeci jak diament w kupie muzycznego gówna, które nas otacza.

IV. Koncert, którego nigdy nie zapomnę to:

Udało mi się. Fates Warning rzadko odwiedza Europę, że o Polsce nie wspomnę. Rok 2010.  Festiwal Bang Your Head w Niemczech. Przez przypadek przeczytałem, że FW jest na setliście. Przez przypadek byłem tylko 350 km od festiwalu. Przez przypadek miałem wolne kilka godzin. Długo się nie zastanawiałem i przez przypadek udało mi się być na koncercie zespołu moich marzeń. Co najpiękniejsze, była to ich trasa promująca reedycję albumu „Parallels”, na którą postanowili pojechać w składzie właśnie z okresu tej płyty, czyli moim zdaniem najlepszym. Każdy utwór to był muzyczny orgazm. Długo nie mogłem się pozbierać. Zdecydowanie a night to remember.

V. W muzyce najbardziej liczy się dla mnie:

Emocje i ciary na plecach. Muzyka musi wywoływać emocje. Nieważne jaki gatunek. Jeśli coś jest dobre, moje włosy na całym ciele mi to mówią. /śmiech/ Poza tym, mam słabość do lat 80-tych i początku 90-tych, gdy panowało przekonanie: dużo gratów – duży siusiak. Wiem, że perkusja z jedną centralą nie powinna wpływać na odbiór muzyki, ale w moim przypadku wpływa i nie mogę się z tego wyleczyć. To samo tyczy się wzmacniaczy. Bez dwóch paczek nie podchodź. /śmiech/ Głupie to, ale taki już jestem.

Marcin Kulczycki i Adam Jełowicki

VI. Nasze koncerty to dla mnie:

Koncert zawsze jest świętem. Na każdy czekam z niecierpliwością i ekscytacją. Czy gramy w małym klubie, czy na dużej scenie, zawsze jest to dla mnie wydarzenie, gdy możemy pokazać, choćby garstce ludzi, to nad czym pracujemy w pocie czoła i w co wkładamy całe nasze serce. To jest wspaniałe uczucie dzielić się swoja pasją z innymi.

VII. Gdybym mógł, wybrałbym się w trasę koncertową z:

Coś mi się wydaje, że z Motörhead to nudno by nie było.

VIII. Praca w studiu to dla mnie:

Wyzwanie i wspaniała zabawa. I nie mówię tylko o nagrywaniu gitar. Staram się być w studiu przez całą sesję, każdego z muzyków. Sprawia mi ogromną przyjemność patrzenie i słuchanie jak utwór się ‘buduje’, wypełniają się luki i w końcu całość objawia się przede mną. Tworzenie jest jak narkotyk.

IX. Mój ulubiony utwór Pathology to:

Nie mam zdecydowanego faworyta. „Prelude To Destruction” z płyty demo ma dla mnie szczególne znaczenie. Dużo namęczyliśmy się, by ten utwór powstał. Ponadto unosi się nad nim duch naszego byłego wokalisty – Mariusza Jareckiego i byłego perkusisty – Rafała Wielogórskiego, których wkład w cała płytę demo jest nieoceniony. Jeżeli chodzi o “Screaming Within” to moim faworytem jest “Every Step We Take Ahead, Doesn’t Get Us Any Closer To Horizon” – roboczy tytuł miazga. Uwielbiam grać go na koncertach ze względu na środkową część, gdzie możemy improwizacyjnie poszaleć.

X. Moje muzyczne marzenie:

Życzyłbym sobie, żeby muzyka zawsze wywoływała we mnie emocje, tak jak dotychczas. I marzę, aby móc w Pathology grać w obecnym składzie do końca świata.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s