Wywiad z Agnieszką Trzeszczak (Pathology)


agnieszka_trzeszczakBrała lekcje u Virgila Donatiego i Paula Wertico. Jej pierwszym nauczycielem był bębniarz Comy, Adam Marszałkowski. Grała z Kayah i Wojtkiem Pilichowskim, a przed kilkoma dniami ukazała się debiutancka płyta Pathology, zespołu który współtworzy.

Nam opowiedziała o swojej muzycznej biografii i premierowym materiale Pathology „Screaming Within”.

Editor: Pierwszy raz usłyszałem o tobie, kiedy przeczytałem, że brałaś udział w warsztatach Virgila Donatiego i zrobiło to na mnie duże wrażenie. Powiedz jak do tego doszło?

Agnieszka Trzeszczak: Virgil przyjechał na pokazy do Polski, odważyłam się do niego podejść i zamienić parę zdań. Okazało się że to bardzo miły człowiek, spytałam go wtedy o prywatne lekcje, odpowiedział, że jak będę w USA to mam się do niego odezwać. Kiedy pół roku później spotkałam się z nim w San Francisco, widziałam jego zdziwienie, sama zresztą do tej pory się dziwię, że tak się wszystko potoczyło. Miałam wtedy 19 lat i w największych marzeniach mi się nie śniła taka znajomość. Tam podczas jego koncertu z Planet X dostałam swoją pierwszą lekcje.

E: Prywatnych lekcji udzielał ci również Paul Wertico, a to już zupełnie inny perkusista, jazzowy. Jaki był cel tej współpracy? Chodziło ci o pewnego rodzaju wszechstronność?

A.T.: Mieszkałam w Chicago i zobaczyłam jego ogłoszenie w gazecie. Nie zastanawiałam się ani sekundy. Jako muzyk cały czas trzeba się rozwijać, może jazzowym bębniarzem nigdy nie będę, ale dobrze mieć chociaż podstawy.

E: Na twojej perkusyjnej drodze pojawili się też polscy bębniarze – Adam Marszałkowski, czy Ślimak. Oni też odegrali ważną rolę w twojej muzycznej edukacji?

A.T.: Adam, bębniarz Comy, był moim pierwszym nauczycielem, jemu bardzo wiele zawdzięczam. Ślimaka osobiście nie poznałam, ale dawno temu brałam udział w warsztatach, które prowadził i zrobił wtedy na mnie olbrzymie wrażenie. Z bębniarzy dużą inspiracją był dla mnie jeszcze Piotrek Pniak i Tomek Łosowski. Temu ostatniemu zawdzięczam granie z Wojtkiem Pilichowskim.

E: Oprócz Pathology, w twojej muzycznej biografii, jest zespół Kayah, czy właśnie Pilichowski Band. Jak wspominasz ten etap grania?

A.T.: Granie u Kayah to był bez wątpienia bardzo ciekawy etap w moim życiu. Jako dzieciak słuchałam jej płyt. To dość abstrakcyjne uczucie poznawać takich artystów i grać z nimi na scenie. Z koncertów klubowych nagle jedziesz na plener i grasz koncert dla tysięcy ludzi. Bardzo fajne uczucie. /śmiech/

E: Ostatecznie jednak zrezygnowałaś z grania ze znanymi i uznanymi artystami na rzecz kapeli, przed którą debiut był dopiero w planach. To kwestia ambicji, charakteru muzyki granej z Pathology, czy powody były jeszcze inne?

A.T.: Zrezygnowałam z powodów osobistych. Granie z Pathology też przez to ucierpiało. Już wtedy mieliśmy prawie gotowy materiał na album Screaming Within, ale ponieważ nie było mnie w Polsce zawiesiliśmy swoją działalność na prawie dwa lata. Obiecałam sobie, że jak tylko się wszystko ułoży, wrócę i postaram się dokończyć z chłopakami ten materiał. Minęło trochę czasu, ale tym większa jest moja radość, że od 5 lutego 2012 płyta jest oficjalnie wydana.

E: A przechodząc już do tematu Pathology – jak trafiłaś do zespołu?

A.T.: Dostałam maila od Malarza, naszego basisty. Na początku zignorowałam go, bo ktoś o ksywie Malarz wydał mi się mało autentyczny. /śmiech/ Ale po wizycie na stronie chłopaków i po wysłuchaniu ich demo oszalałam. Pojechałam na przesłuchanie i zostałam przyjęta.

E: Jesteś jedyną kobietą w Pathology. Jak się czujesz w takim męskim towarzystwie?

A.T.: Czasem lepiej, czasem gorzej. /śmiech/ Znamy się z chłopakami już bardzo długo. Traktuję ich wszystkich jak braci.

E: Chciałbym cię jeszcze zapytać o to, jak fizycznie radzisz sobie z graniem na perkusji. Widziałem cię podczas waszego koncertu promocyjnego w Warszawie – twoje partie nie są proste, za to bardzo energetyczne, a uśmiech nie schodził z twojej twarzy przez cały koncert. Przygotowujesz się jakoś specjalnie pod tym kątem do koncertów?

A.T.: Tak, raz dziennie chodzę na basen, 3 razy w tygodniu biegam i codziennie ćwiczę na bębnach po 8 godzin. Tak mam przynajmniej zaplanowane, ale zwykle coś wypada i zostaje tylko to ostatnie. /śmiech/

E: Na koniec jeszcze zapytam cię o twoje refleksje na temat zawartości „Screaming Within”. Materiał był nagrywany jakiś czas temu. Jesteś zadowolona z efektu, czy też pojawiła się myśl, że mogłabyś coś zrobić lepiej, poprawić?

A.T.: Tak jak już wcześniej wspomniałam, ten album jest dla mnie szczególnie ważny. Nagraliśmy go zaraz po moim powrocie do Polski. Po 2-letniej przerwie w bębnieniu zabieranie się za nagranie tak trudnych rzeczy było wyzwaniem. Zawsze jest tak, że człowiek chciałby coś zrobić lepiej, ale jedno jest pewne – włożyłam w ten album całe swoje serce i mam nadzieję, że to słychać.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s