Relacja RPWL – Progresja, Warszawa 29.04.2012


RPWL_liveCzy to majówka dała się organizatorom we znaki, czy to już taka „progresywna” tradycja? Nie dociekając przyczyn, na warszawskim koncercie RPWL stawiła się tylko najwierniejsza grupa fanów niemieckiej kapeli, dla których Yogi Lang i spółka zaprezentowali się z jak najlepszej strony. Najpierw na scenie pojawił się szef Progresji, który w ciepłych słowach przedstawił zespół i zaprosił na dwuczęściowy spektakl. Nie koncert, ale właśnie spektakl, który poprzedziło słowne intro /po polsku!/ wprowadzające w historię opowiedzianą na płycie „Beyond Man And Time” opartą na powieści „Tako rzecze Zaratustra” Fryderyka Nietzschego. Yogi Lang, który jako jedyny z muzyków nie był ubrany w całości na czarno, wszedł na scenę w trójkątnym, połyskującym nakryciu głowy, a muzyce towarzyszyły również filmy wyświetlane w tle i po obu stronach sceny. Pięknie się to wszystko zaczęło. Kolejne utwory przynosiły kolejne rekwizyty. A to czarną opaskę na oczy, a to biały fartuch, okulary w tym samym kolorze, dymiące naczynie i czerwony kwiat podczas znakomicie sprawdzającego się również w wersji live „Unchain The Earth”, czy garb okryty zgrzebną szatą. Widać było, że show został przygotowany w najdrobniejszych szczegółach. Wszystkie utwory znane z najnowszego albumu RPWL zyskały w odbiorze przy tej niesamowitej oprawie tworzonej przez rekwizyty, światła i obrazy. Nie było zbędnych zapowiedzi, nieprzemyślanych gestów, uśmiechów, czy umizgiwania się do publiczności. Tylko sto procent drobiazgowo zaplanowanego i perfekcyjnie odegranego show.

Po krótkiej przerwie, w drugiej części koncertu, RPWL zaprezentowało się w repertuarze, który mógłby wypełnić kompilację greatest hits zespołu. Już bez strojów, gadżetów i bocznych ekranów, formacja pojawiła się na scenie ze swoimi kompozycjami z wcześniejszych albumów. RPWL, a w szczególności Yogi Lang, korzystając z dobrego kontaktu z publicznością, zagrali kilkudziesięciominutowy set, w którym znalazło się miejsce na „Sleep”, „Trying To Kiss The Sun”, „Breath In, Breat Out”, obowiązkowy, chóralnie odśpiewany „Roses”, porywający „Hole In The Sky”, a na bis „Start The Fire” oraz „Embryo” z repertuaru – a jakże – Pink Floyd.

Show Niemców mógł się podobać, mimo że zarówno Yogi Lang solo, jak i RPWL pewnie nigdy nie wyzwolą się spod wpływów Pink Floyd, a muzycznie są tam, gdzie Pendragon był niemal 20 lat temu wydając album „The World”, a Marillion jeszcze chwilę wcześniej. Warto było zjawić się w Progresji. Warto było poznać filmową wizję i interpretację muzyki zawartej na „Beyond Man And Time”. Panowie się starali, publiczność bawiła się świetnie i koncert należy zdecydowanie zaliczyć do udanych. Chwała również tym, którzy jeszcze chcą takie spektakle organizować.

Jeśli jednak Blackfield wydając, zdaniem niektórych, najgorszą ze swoich płyt wypełnił Progresję po brzegi, podobnie Pendragon podczas trasy promującej „Passion”, czy Riverside wydając zaledwie rocznicową EP-kę nie mógł narzekać na frekwencję zarówno w Stodole, jak i kilka miesięcy później w Progresji, a RPWL nagrywając najlepszą płytę w swojej dyskografii gromadzi tak przeciętnej wielkości publiczność, wnioski nasuwają się same. Proszę wyciągnąć je we własnym zakresie. Bo choć diagnoza do najprostszych nie należy, frekwencja z pewnością nie zależy wyłącznie od promocji, ceny biletu, czy terminu koncertu. Mam przekonanie graniczące z pewnością, że grający niełatwą w odbiorze muzykę The Mars Volta, zbierający skrajne opinie za swoje ostatnie dokonania Porcupine Tree i Dream Theater, czy odkurzony U.K. nawet bez Terry’ego Bozzio w składzie, problemów z liczniejszym audytorium w zdecydowanie większych salach jeszcze długo nie będą mieli.

Rockella

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s