Relacja Limp Bizkit – Ursynalia, Warszawa 01.06.2012


limp-bizkit-gold-cobra-cover

Punktualnie o 23.30 z ogarniętej półmrokiem sceny popłynęły pierwsze dźwięki intro i pojawił się niezidentyfikowany obiekt świecący. Od razu było jasne, że za tym musi stać Wes Borland. Gdy światło zalało scenę przy pierwszych dźwiękach „Why Try”, zobaczyliśmy go w pełnej okazałości. Miał na sobie coś, co można opisać jako „spodnio-gorset”, tors pomalowany na biało, długa blond peruka i świecąca maska na twarzy. Jedno jest pewne, ten facet ma fantazję i jest niesłychanie kreatywny zarówno, jeśli chodzi o gitarowe riffy, jak i własny wizerunek sceniczny. Następny kawałek, który usłyszeliśmy to „Bring It Back”, który podobnie jak poprzedni pochodzi z najnowszego krążka „Gold Cobra”. Tutaj już po pierwszym refrenie przyłapałem się na tym, że stoję z otwartą gębą. Przyczyna? Nie wiem jak to jest możliwe, żeby sekcja grała aż tak w punkt i to na żywo! Do tego finezyjna zagrywka Wesa i efekt gotowy – groove taki, że łeb urywa. To wrażenie pozostało ze mną do samego końca występu. Generalnie, gdyby ktoś zastanawiał się, jak zdefiniować termin „groove” w odniesieniu do muzyki, zamiast opisu powinien zilustrować to muzyką Limp Bizkit. W dalszej części koncertu powróciliśmy do sprawdzonych kawałków z „Chocolate Starfish…” i kolejno usłyszeliśmy gorąco przyjęte przez publiczność „My Generation”, Livin’ It Up”, „Hot Dog”, „My Way”. Dynamikę tego zestawu kawałków podtrzymał „Break Stuff” z solowym popisem Wesa. Potem niespodzianka ze strony Freda i spółki. Specjalnie dla zgromadzonej na Ursynowie publiczności wykonanie na żywo tytułowego utworu z najnowszej płyty „Gold Cobra”. Tak, to prawda zagrali to tylko tutaj! Dalej było nie gorzej – dźwięki „Nookie” wywołały wśród publiki coś, co nazwałbym ludzkim sztormem. W ramach uspokojenia atmosfery cover The Who „Behind Blue Eyes”, ale zaraz po nim znowu jazda, czyli “Take a Look Around”. Potem usłyszeliśmy kolejny z serii coverów – brawurowo wykonane „Faith” George’a Michaela. Na zakończenie koncert życzeń. Na pytanie Freda, co chcielibyśmy usłyszeć, większość skanduje „Rollin”. Chłopaki grają…„Smells Like Teen Spirit”. Taki żarcik. Urywają po intro, Fred prosi o chwilę ciszy i …. poszli! Jest „Rollin”! Na widowni zawrzało. Niestety to był kawałek zamykający prawie półtoragodzinny występ Limp Bizkit. Występ w mojej opinii bardzo udany. Limp Bizkit po raz kolejny dali się poznać, jako prawdziwi profesjonaliści, którzy serwują muzykę tylko na najwyższym poziomie. No i ta sekcja… Sęku

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s