Relacja Joseph Magazine – VI Festiwal Rocka Progresywnego, Gniewkowo 07.07.2012


joseph_magazine-cover

Wraz z nadejściem zmroku na scenie festiwalu w Gniewkowie pojawiła się grupa Joseph Magazine. Pierwsze dźwięki i towarzysząca im natychmiastowa reakcja publiczności jednoznacznie wskazały na to, który zespół będzie dziś rządził na scenie.

Koncert rozpoczęły dwa, wydaje się, wprost nierozerwalne utwory – „Self Examination” oraz „Liquid Dream”.  Muzycy konsekwentnie i chyba jak najbardziej słusznie decydują się otwierać nimi swoje koncerty. Umiejętnie stopniowane napięcie jest przecież jednym z głównych wyznaczników muzyki progresywnej, ponadto skutecznie przykuwa uwagę słuchacza, sprawiając, że koncert bardzo naturalnie „rośnie” w oczach. Kwintesencją nieustającego wzrostu dynamiki były kolejne utwory – „Wormwood” i „Heremit”.

Dalej nastąpiła chwila spokoju za sprawą „Vision”. Po tytułowym „Night Of The Red Sky” zespół został nagrodzony największymi tego dnia brawami.  Jest to jeden z najbardziej rozbudowanych utworów grupy i podejrzewam, że dla wielu osób z publiczności, mógłby on się w ogóle nie kończyć. Wrażenie było wręcz kolosalne.

W końcu przyszedł czas na pojawienie się wokalisty, który tradycyjnie już, imponował bardzo wysoką formą. Popis swoich możliwości dał w „Torn Piece Of The Sky” i „Kayleigh”.  W trakcie tego drugiego pojawił się mały problem zewnętrzny – zaczęło padać.  Nie zrobiło to jednak na nikim specjalnego wrażenia, a muzycy rozpoczęli kolejny utwór, znakomitą miniaturkę – „Reflection”, na którą po ciuchu bardzo liczyłem. Powód jest dość prosty – ten kawałek jest najlepszym dowodem na to, że nawet w dwóch minutach można zmieścić kupę genialnej muzyki. Kontemplację pierwszych dźwięków utrudnił jednak nasilający się deszcz.

Następnie przyszła kolej na utwór „Tower”, podczas którego doszło do natychmiastowej i dość mimowolnej integracji muzyków z widzami – ściana deszczu rozgoniła publiczność pod okoliczne drzewa. Co sprytniejsi natomiast, postanowili wbiec na scenę i kucnąć pod odsłuchami zespołu. Na wielki szacunek zasługuje fakt, że  muzycy bez mrugnięcia okiem dokończyli utwór. Nawałnica sprawiła niestety, że był to ostatni akcent koncertu, a do zagrania długo wyczekiwanego „Holy Land” po prostu nie było już warunków.

Podsumowanie koncertu Joseph Magazine w kilku słowach jest chyba niemożliwe, to po prostu trzeba zobaczyć – wirtuozeria w najczystszej postaci. Szkoda, że koncertu nie udało się dokończyć. Ale mam wrażenie, że muzycy niejako sami się o to prosili. Kto w końcu we wkładce do płyty przy utworze „Tower” (podczas, którego zaczęło padać) napisał „The tower collapses tearing down..”? Sami chcieli to i collapsło.

Go Magazynierzy go! Bo takie MGR przed nazwiskiem to coś naprawdę, naprawdę wartościowego.

Mateusz Siedlecki

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s