Wywiad z Marcinem Grzegorczykiem (Lebowski)


„Cinematic”, pierwsza płyta w dorobku formacji Lebowski, ukazała się już dość dawno, więc w mojej rozmowie z gitarzystą grupy nie mogło zabraknąć pytania o kolejną pozycję w dyskografii. Nie zabrakło również pytań o sukces „Cinematika” i plany koncertowe. Pełny zapis rozmowy znajdziecie poniżej.

Editor: Naszą rozmowę chciałbym zacząć od gratulacji dla ciebie. Chyba pierwszy raz w życiu spotykam się z przypadkiem, kiedy płyta zbiera same pozytywne, bardzo pozytywne i entuzjastyczne recenzje. I to w takiej ilości! Jak przyjmujecie te reakcje? Jesteście zaskoczeni, czy raczej uważacie, że zasłużyliście, bo długo i wytrwale pracowaliście, aby dotrzeć do miejsca, w którym teraz jesteście?

Marcin Grzegorczyk: Do dziś do nas nie dociera z jak bardzo pozytywnym i ciepłym przyjęciem spotkał się „Cinematic” ze strony zarówno słuchaczy jak i recenzentów. To jest zupełnie oderwane od codzienności – to nasza bajka. Liczyliśmy po cichu, że dzięki temu iż gramy muzykę instrumentalną, uda nam się przełamać bariery językowe i pokusić o zaistnienie płyty poza Polską, ale to, że będą nas chwalić i kupować w USA, Kanadzie, Brazylii, Izraelu, Turcji, Rosji, Niemczech, Finlandii, Włoszech i wielu innych krajach, nie przeszło nam nawet przez myśl. Z drugiej strony „nasze miejsce” nie jest jakoś specjalnie odległe od tego sprzed wydania albumu. Dla ludzi interesujących się muzyką przestaliśmy być anonimowi i Lebowski stał się pewną marką – to naprawdę trudno przecenić. Zyskaliśmy grono oddanych słuchaczy, poznaliśmy wielu wspaniałych ludzi, którzy niejednokrotnie bezinteresownie nam pomagali. Z drugiej jednak strony, dla możnych muzycznego świata – organizatorów festiwali, wydawców, właścicieli prestiżowych klubów jesteśmy przezroczyści, nie istniejemy. Polski showbiznes nas nie chce, zadowolony ze status quo.

E: W ubiegłym roku udało wam się zagrać trochę koncertów. Występ na INO Rock Festival był z nich najważniejszy?

M.G.: Z pewnością był to jeden z najważniejszych koncertów Lebowskiego. Nigdy wcześniej nie graliśmy na imprezie open air, dla tak licznej publiczności, poprzedzając występ światowych gwiazd formatu, jakimi z pewnością są  Pain of Salvation czy Brendan Perry /Dead Can Dance/. Było to dla nas ogromne przeżycie, fantastyczna przygoda i tym bardziej cieszy fakt, że z takiej międzynarodowej konfrontacji wyszliśmy chyba obronną ręką, bo wymagająca inowrocławska publiczność przyjęła nas bardzo ciepło, a płyty podpisywaliśmy jeszcze długo  po zakończeniu koncertu. Po raz kolejny chciałbym tu podziękować Piotrowi Kosińskiemu, że dał nam tę szansę.

E: Ale wiem, że również miło wspominacie koncert w łódzkiej Wytwórni. Nadal niewiele jest w Polsce klubów oferujących taką jakość grania i brzmienia…

M.G.: Wytwórnia jest miejscem wyjątkowym na polskiej mapie koncertowej. Warunki akustyczne, sprzęt i zaplecze są tu na naprawdę światowym poziomie i pozostaje mieć nadzieję, że inni właściciele klubów będą chcieli podążać tą drogą.

E: Niestety same kluby mają czasami niezrozumiałe podejście do organizowanych przez siebie koncertów. Te nierozklejone plakaty schowane na szafie w garderobie, o których wspominałeś mi po waszym warszawskim koncercie, to taki najjaskrawszy przykład…

M.G.: Taka sytuacja, że znajdujemy własne, nierozklejone plakaty, wysłane organizatorom tygodnie przed imprezą, wciśnięte w kąt garderoby, zdarzyła się nie tylko nam – już kilka zaprzyjaźnionych kapel doświadczyło podobnego ‚profesjonalizmu’. To smutne jak lekko niektórzy ludzie z branży podchodzą do zobowiązań, które podejmują. Nie jest to niestety jedyny  mankament, który czyni koncertowe życie kapel spoza mainstreamu drogą przez mękę…

E: Mimo to macie już na ten rok jakieś plany koncertowe?

M.G.: To jest pytanie do naszego managera Radka Ratomskiego, który ciężko pracuje od świtu do świtu, walcząc o to, by żyło nam się lepiej. /śmiech/ Wierzę, że w 2012 uda nam się zagrać nie mniej koncertów niż w roku minionym, choć wierz mi – nie jest to łatwy temat. Sytuacja, że to kluby żądają od zespołów pieniędzy za koncerty, staje się już w Polsce normą. Jesteśmy w stanie grać 50 koncertów rocznie, ale realia są jakie są. Tym niemniej nie poddajemy się. Być może bilans poprawi otwierająca się przed nami szansa występów zagranicą – jest zainteresowanie koncertami Lebowskiego we Włoszech, Niemczech i Finlandii, ale to na razie rozmowy wstępne.

E: Zmieniając temat – bez niczyjej pomocy sprzedaliście ponad 3000 płyt. Przy obecnej sytuacji rynku muzycznego, a także piractwa, to duży sukces. Spodziewaliście się takiego obrotu sprawy, kiedy w październiku 2010 roku ukazywał się „Cinematic”?

M.G.: Oczywiście, że nie. W październiku rozpływaliśmy się z radości, że tę ciągnącą się w nieskończoność sesję udało się doprowadzić do końca i że po dwumiesięcznych walkach z niesolidną tłocznią, mamy w końcu płytę w rękach. Nie czyniliśmy żadnych planów sprzedaży, a pierwszy nakład w ilości tysiąca sztuk wydawał nam się niebotycznie wielki i niemożliwy do sprzedania w realnym czasie. Zainteresowanie naszą, jakby nie patrzeć niszową muzyką, przerosło najśmielsze oczekiwania, dając nam naprawdę wiele radości i wiary we własne siły.

E: Czas na nową płytę już nadszedł? Wiem, że macie dość dużo nowego materiału. Po waszym koncercie przekonałem się ponadto, że nie ma ryzyka, że nagracie „Cinematic 2”, bo pomysłów macie dużo. Waszej muzyce nie brakuje również wokalisty, bo jest tak „pełna” i „skończona”. Ale o nowej płycie nic nie słychać… A pewnie wiecie, że oczekiwanie po stronie słuchaczy jest duże. I rośnie!

M.G.: Nagranie i wydanie płyty przez niezależną formację jaką jest Lebowski jest naprawdę poważnym przedsięwzięciem logistycznym i finansowym. Nie wchodzi już w rachubę szalony pomysł samodzielnej realizacji nagrań – jak to miało miejsce w wypadku „Cinematika” – musimy więc znaleźć odpowiednie studio i zabezpieczyć na to środki. Jako, że gramy muzykę o rozbudowanych aranżach i przywiązujemy dużą wagę do brzmienia – nie będzie to zadanie łatwe i bezbolesne. Dodatkowo trzech z nas pracuje zawodowo poza muzykowaniem – co również trzeba uwzględnić. Zrobimy jednak wszystko, by w roku 2012 powiększyć dyskografię Lebowskiego.

Materiał na nowy album jest już w zasadzie gotowy, choć ciągle pracujemy nad kolejnymi utworami. Wierzę, że słuchacze którzy zaufali nam kupując „Cinematika” nie będą rozczarowani nowym obliczem zespołu, które określiłbym mianem bardziej surowego i rockowego.

E: Barierą dla wielu działań są pieniądze. Macie zdolność pisania pięknych melodii, zdolność niewiarygodnego wprost budowania emocji. Nie chodziło wam nigdy po głowie, żeby napisać jakiś przebój, jak choćby „Moonlight Shadow” Mike’a Oldfielda? Za zarobione pieniądze moglibyście w spokoju pracować nad swoją muzyką nie martwiąc się o czas.  

M.G.: Nigdy nie udaje nam się stworzyć utworu ze z góry założoną tezą. Wiele razy umawialiśmy się „dobra, a teraz zróbmy coś krótkiego albo szybkiego”. Niestety muzyka prowadzi nas zawsze od pierwszych taktów, w sposób naturalny, swoimi drogami, a utwory powstają takie jakie same chcą, my mamy tu niewiele do gadania. /śmiech/ Jest w tym pewna transcendencja. Napisanie „przeboju” z pewnością byłoby miłe i dało pewien finansowy oddech, ale niestety tu nie wystarczy, że się na to umówimy /śmiech/.

E: A programy typu talent show? Nie było pomysłu, żeby się tam pojawić? W końcu również fani progresywnego grania mogliby w nich znaleźć coś dla siebie? /śmiech/

M.G.: Idea konkursów, a już zwłaszcza rozumianych jako karaoke show,  jest nam z gruntu obca. Nie ma w nas niezbędnego w takich programach parcia na szkło i żądzy sławy. Gdy popatrzymy na chłodno na takie imprezy – bilans może być jedynie negatywny – pogrążają one jeszcze bardziej załamujący się rynek muzyczny, tworząc taśmowo sezonowe gwiazdki, a młodym ludziom biorącym w nich udział dają ułudę czegoś, czego nie są w stanie dać. Artystą nie zostaje się poprzez głosowanie SMS-owe – tu nie ma dróg na skróty.

E: Dzięki za rozmowę i do zobaczenia – mam nadzieję – na waszym koncercie.

M.G.: Serdecznie dziękujemy i pozdrawiamy czytelników portalu Rockella.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s