Recenzja Mech „ZWO” /2012/


Muzyczny misz-masz.

Album „ZWO” zespołu MECH to prawdziwy misz-masz. Znalazło się na nim dwanaście utworów w trzech językach i kilku stylistykach.

Dominuje oczywiście hard rock spod znaku Black Sabbath. I to nie tylko przez wzgląd na wokal Macieja Januszko. Początek jest naprawdę mocny. Potężne gitary, ciężko pracująca sekcja i stylowy śpiew, wyznaczają charakter „Grzech Wiara Lęk” i „Twój Morderca”. Solówki Piotra „Dzikiego” Chancewicza mogą się podobać. Podobnie stylistycznie wypadają śpiewane po angielsku „Barry Warry” i „Doctor”. Jak na klasyczną rockową płytę przystało, pojawia się również piękna ballada w postaci „Wciąż Od Nowa”. Później mamy powrót do rockowego grania z naciskiem na hard. I tak aż do „Kocie Kocham Cię”. Ta piosenka to muzyczny żart, w którym słyszymy weselne granie i śpiew à la gromada nielubianych wujków bawiących się w najlepsze, kiedy impreza chyli się już ku końcowi. Kiedy docieramy do części instrumentalnej słychać oczywiście, że muzycy to górna półka polskiej sceny, ale nawet ten fakt nie jest w stanie utworu uratować. Kolejny żart, muzyczna wprawka, czy ki diabeł to ostatni na płycie „Noise bREKINg”. Jestem przekonany, że te utwory, a szczególnie pierwszy z nich, świetnie wypadają na koncertach, ale nie każdy żart z próby należy od razu zamieszczać na płycie. Moim zdaniem kładą one całkowicie charakter płyty tak mozolnie zbudowany przez wcześniejsze dziesięć kompozycji…

Podobny bałagan jest w tekstach. Co MECH chciał osiągnąć zamieszczając na „ZWO” teksty w trzech językach, tego doprawdy nie wiem. Szczególnie, że te wykonywane po polsku wypadają naprawdę dobrze i niosą ze sobą ciekawą treść, jak choćby „Popłoch”, czy „Mało Mało”. Z obcojęzycznych utworów, najlepiej wypada – o dziwo – „Baise Toi”. Francuski, jak się okazuje, w wykonaniu zespołu MECH pasuje idealnie do hard rockowego grania. I nawet przekleństwo zawarte w tytule jest tu artystycznym zabiegiem jak najbardziej na miejscu. Anglojęzyczne śpiewanie MECHa… jakoś mnie nie przekonało.

Trzeba jednak oddać bogu co boskie, cesarzowi co cesarskie, a rockowemu co rockowe. Ekipa MECHa w składzie Januszko-Chancewicz-Solnica-Jurkowski to nie byle jacy zawodnicy. Każdy z nich wie, po co pojawia się w studiu i do czego służą im instrumenty. Od strony technicznej, „ZWO” to album dla wielu polskich kapel nieosiągalny. A pojawiają się jeszcze znakomici goście, że wymienię tylko Wojciecha Hoffmana, Karima Martusewicza, Macieja Niedzielskiego, Adama Otrębę, Marka Raduli, Jerzego Styczyńskiego, czy znanego z Antyradia Tomka Kasprzyka.

Niestety, biorąc pod uwagę płytę jako całość, „ZWO” to świetny materiał na maxi singiel, solidny na EP-kę, ale na pełny album to trochę za mało.

Ocena: 6/10

MECH „ZWO” /2012/
Skład: Maciej Januszko – elektryczny głos, philicorda, Piotr „Dziki” Chancewicz – gitary, ssak dentystyczny, ceownik stalowy, beatbox, śpiew, Tomasz „Sooloo” Solnica – bass Thundersool, mandobird, 12-strunny basgitarrung, Paweł „Rekin” Jurkowski – instrumenty perkusyjne, akuszerka
Wydawca: Metal Mind

Tracklista:
1. Grzech Wiara Lęk /4:50/
2. Twój Morderca /4:21/
3. Barry Warry /3:22/
4. Doctor /4:19/
5. Wciąż Od Nowa /3:26/
6. Popłoch /4:38/
7. Mało Mało /3:39/
8. G-6 /3:40/
9. Baise Toi /3:57/
10. Witam Panie /3:58/
11. Kocie Kocham Cię /1:25/
12. Noise bREKINg /1:25/

Reklamy

Jedna myśl w temacie “Recenzja Mech „ZWO” /2012/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s