Recenzja Supreme Lord ”Father Kaos”/2011/


Bez zbędnych kombinacji i udziwnień.

Nie jestem wielkim fanem zespołu, ale bardzo cenię sobie ich debiut, a przede wszystkim pierwsze demo jakie zostało do niego dołączone – kawał dobrego łojenia w klasycznym stylu. Myślę, że gdyby nie te wszystkie problemy z muzykami i wydaniem materiału, historia załogi Reyash’a miałaby dzisiaj całkiem inny wymiar. Nie lepiej było również z „Father Kaos”, który był gotowy już w 2006 roku.  Na szczęście po długich pięciu latach, udało się go wydać.

No ale bez gdybania i rozwodzenia się nad sprawą. Jeśli chodzi o zawartość krążka, mamy tutaj taki sam zabieg jak na debiucie. Dołączone zostało demo „Legion Of Doom”. Znalazły się na nim aż dwa covery – polskiej „legendy” – Witchmaster  oraz rzeźników z Blasphemy. Jeśli chodzi o tych ostatnich, nie ukrywam swoich pokłonów przed „Fallen Angel Of Doom”.

W związku z tym, pierwszy kontakt z „Father Kaos” zacząłem właśnie od „The Ritual”. Nie powiem, że mi się nie podoba interpretacja tego numeru. Dodane zostało trochę koksu do pieca, a numer został skrócony o prawie minutę. Brakuje mi tutaj jednak tego charakterystycznego werbla, w który chyba sam diabeł uderza ogonem. Każdy kto zna oryginał, wie jak charakterystyczne są  tutaj bębny. Nie wymagam kopii oryginału bo nie o to tutaj chodzi. Oczekiwałem jednak czegoś innego.   

No, ale mamy jeszcze 8 autorskich kawałków, więc może trochę o nich. Powiem szczerze, że słuchając ich pierwszy raz nie do końca byłem kupiony . Pierwsze co wpadło w ucho to otwieracz „ Stop The Silence”, walcowaty „Blood Is A Life” oraz „Legion Of Doom”, który chyba najbardziej zapadł mi w pamięć. W sumie pozostałe numery nie odbiegają jakoś specjalnie od wyżej wymienionych. Trzeba było zwyczajnie przewałkować trochę ten materiał /a może po prostu dodać parę bąbelków do herbaty przy słuchaniu płyty/.  Nie znajdziemy na nim  żadnych zbędnych kombinacji ani udziwnień. Nie ma również bezmyślnej gonitwy. Kompozycje od gradobicia dźwiękami, sprawnie przechodzą do klasycznych rozwiązań.

Podsumowując, „Father Kaos” niestety nie  przebił debiutu, ale dał równie niezły wycisk. Jak to powiedział Reyash : „Father Kaos wcale nie brzmi jak Autopsy czy Morgoth, ale posiada starego ducha death metalu i to się tylko dla nas liczy”. Coś w tym jest…

Alf

Ocena: 7/10

Supreme Lord „Father Kaos” /2011/
Skład: Zaala – dr, Morbus – g, Reyash – voc , bg
Wydawca: Witching Hour

Tracklista:

1. Stop The Silence /2:31/
2. Massacration /1:45/
3. The Be/a/st Is From Hell /3:06/
4. Father Kaos /2:30/ 
5. Blood Is A Life /3:11/  
6. Shame Ov God /2:58/  
7. Legion Of Doom /3:13/ 
8.  Supreme Lord /3:55/  
9. Profanation / Incantation cover/ /4:51/
Legion Of Doom /Bonus track from demo 2006/  
10.  Ritual / Blasphemy Cover / /Bonus track from demo 2006/ /2:28/
11.  Tormentor Infernal / Witchmaster Cover / /Bonus track from demo 2006/ /1:04/

Reklamy

One thought on “Recenzja Supreme Lord ”Father Kaos”/2011/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s