Recenzja Anathema „Falling Deeper” /2011/


Przed użyciem skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

Najnowsze wydawnictwo Anathemy zawiera nowe aranżacje utworów powstałych w latach 1992-95. Osobiście, jestem przeciwnikiem wszelkiego typu „odgrzewania” starych numerów poprzez wkładanie ich do innego opakowania, czy też wydawania kompilacji typu „the best of” podczas gdy zespół nadal istnieje. Świadczy to zazwyczaj o chęci zarobienia kolejnych pieniędzy na tym samym materiale, bądź co gorsza – o niemocy twórczej artystów. Jak jest w przypadku „Falling Deeper”?

Ktoś kiedyś powiedział /z czym zresztą się zgadzam/, że przesłuchanie całej dyskografii Anathemy to prawdziwy survival dla psychiki. Nie dlatego, że jest długa – chodzi o samą muzykę. Jeżeli więc zauważycie, że kolejki do lekarzy są coraz dłuższe, a popyt na Prozac w aptekach wzrasta dwukrotnie, możecie być niemal pewni, że zbliża się dzień premiery nowego albumu Anathemy.

Głównym powodem takiego stanu rzeczy jest, wypracowany przez muzyków, styl.  Jest on niezwykle charakterystyczny, wręcz unikatowy, a przez to łatwo rozpoznawalny. Niemal wszystkie ich utwory są bardzo smutne, melancholijne, a nawet sentymentalne. Melodyjność partii instrumentalnych
w połączeniu z barwą głosu wokalisty potrafi wprowadzić słuchacza w dość specyficzny, pesymistyczny nastrój, wywołując przy okazji szereg skrajnych emocji, które co gorsza – sprawiają, że tej płyty po prostu nie chce się wyłączyć. Doskonałym przykładem tego zjawiska jest właśnie „Falling Deeper”.

Jest to zdecydowanie jedna z najlżejszych płyt zespołu. Bez wątpienia bliżej jej do płyty symfonicznej, niż stricte rockowej. Jestem skłonny stwierdzić, że większość utworów, będących przecież jedynie nowymi aranżacjami, bardzo różni się od swoich pierwowzorów. Nie da się przez to uniknąć wrażenia, że mamy do czynienia z zupełnie nowymi kompozycjami.  Dominującym i najbardziej „muzykotwórczym” instrumentarium jest tu sekcja smyczkowa /autorstwa Dave’a Stewarta/ , której rozbudowane, wręcz orkiestrowe partie, uzupełniają dźwięki fortepianu i gitary akustycznej. Całość dopełniona jest przez wokal  Vincenta Cavanagha i Lee Douglasa. Ponadto muzycy zaprosili do współpracy  Anneke van Giersbergen, wokalistkę holenderskiego The Gathering.

Muszę rozczarować wszystkich, którzy twierdzili, że smutniej już się nie da. Otóż da się – i to jak! Tym razem muzycy przeszli samych siebie, wysyłając słuchaczy w niespełna 40-minutową, kontemplacyjną podróż do granic własnego masochizmu. Utwory są powolne, partie instrumentów delikatne
i pozornie monotonne, miejscami wręcz hipnotyzujące. Warto podkreślić, że album jest wyjątkowo spójny, dlatego też odradzam wybiórcze słuchanie poszczególnych kompozycji. Bardziej słuszne wydaje się potraktowanie „Falling Deeper” jako jednego, długiego utworu.
Na koniec pragnę uspokoić zwolenników hollywoodzkiej teorii apokalipsy. Otóż koniec świata nie nastąpi w 2012 roku. Nastąpi dopiero, kiedy Anathema nagra optymistyczną płytę. Wy słuchajcie, ja idę do apteki…

Mateusz Siedlecki

Ocena: 8/10

Anathema „Falling Deeper” /2011/
Skład: Daniel Cavanagh – voc, g, Vincent Cavanagh – voc, g, Les Smith – kbds, Jamie Cavanagh – bg, John Douglas – dr, Lee Douglas – voc, Anneke van Giersbergen – voc
Wydawca: KScope

Tracklista:
1. Crestfallen /3:06/
2. Sleep in Sanity /3:53/
3. Kingdom /4:27/
4. They Die /2:10/
5. Everwake /3:05/
6. J’ai Fait une Promesse /4:22/
7. Alone /7:15/
8. We The Gods /3:01/
9. Sunset of Age /7:39/

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s