Recenzja Landscape „Outside Of Nowhere” /2011/


landscape-coverDużo mamy w tym roku polskich progresywnych debiutów. Cieszy mnie to, bo jest to już kolejny taki rok. Gatunek rozwija się, kolejne miesiące przynoszą następne płyty nowych wykonawców. Scena progresywna się zagęszcza i być może kiedyś zostanie szerzej dostrzeżona na tyle, aby radiostacje, czy może nawet telewizje muzyczne, zaczęły poświęcać jej więcej miejsca.

Do grona tegorocznych debiutantów dołączył niedawno warszawski zespół Landscape. Ich płyta zatytułowana „Outside Of Nowhere” przynosi siedem utworów, które skonstruowane zostały według progresywnych, a dokładniej prog metalowych, prawideł. Progresywny metal to zresztą najpopularniejsza odmiana tego nurtu muzyki w naszym kraju.

Najciekawsze prog metalowe debiuty w ostatnim czasie, czyli HellHaven i Joseph Magazine, pokazały, że polska scena wcale nie musi być wtórna i sama w sobie ma wiele odcieni. „Outside Of Nowhere”, czyli debiutancka płyta Landscape, plasuje się gdzieś pośrodku stawki. Słychać na niej ciekawe rozwiązania zarówno kompozycyjne jak i rytmiczne. „Trail Of Memories” pokazuje, że Landscape potrafią w jednym utworze jednocześnie stworzyć nastrój, ozdobić kompozycje stylowym chórkiem, ale również przyłoić. Podobnie „Outside Of Nowhere”, który od subtelnego wstępu, poprzez rytmiczną część środkową, doprowadza nas do podniosłego fragmentu ozdobionego piękną gitarą, by na sam koniec jeszcze raz zaprezentować szybkie gitarowe granie. „Through The Prism Of Time”, w którym słyszymy odgłosy dzwonów, szum wiatru i przyspieszony oddech pędzących koni, zaczyna się bębnami, akustyczną gitarą i dźwiękami klawiszy imitującymi flet, jak z piosenek wykonywanych przez minstreli. To chyba najlepsza, najciekawsza kompozycja na płycie. Przez ponad 8 minut muzyka płynie łagodnie malując progresywne krajobrazy, nie niepokojona przez żadne nieprzemyślane dźwięki i zbędne wstawki.

Niestety na „Out Of Nowhere” znajdziemy też dużo sztampowych rozwiązań, które brzmią, jakby zespół chciał za wszelką cenę wpasować się w nurt, zamiast spróbować wychylić się ze stuprocentowo własną wizją. Taki jest chociażby „The War” z perkusyjno-klawiszowym wstępem. Nie przekonuje mnie również „Glass Curtains”, który boleśnie obnaża ograniczone możliwości wokalne Mateusza Iskandara. Poza tym zaprezentowana tu balladowa formuła piosenki została już wcześniej tak wyeksploatowana przez innych wykonawców, że szkoda było moim zdaniem tracić czas na popełnianie takiego utworu. „Burning Ice”, z pozoru udana próba zmiany nastroju płyty z balladowego na szybszy i bardziej rytmiczny, okazuje się również nieudana, a bardziej wytrawny słuchacz mógłby precyzyjnie wyliczyć wszystkie inspiracje, które posłużyły do stworzenia tej piosenki.

Ciekawy, kończący płytę „Circles” daje jednak nadzieję, że Landscape stać na więcej. Wyraźnie do głosu dochodzi sekcja rytmiczna /świetny bas/, ponownie sprawdza się gitara. Zresztą gitara Piotra Lnianego i klawisze Sebastiana Sztarka /niestety już poza zespołem/, to najmocniejsze elementy stylu Landscape. Jeśli na kolejnej płycie Warszawianie pokuszą się o więcej oryginalnych brzmień, wypracowanie własnego stylu, może to być bardzo interesujący punkt na progresywnej mapie Polski.

Editor

Ocena: 5/10

Landscape „Outside Of Nowhere” /2011/
Skład: Mateusz Iskandar – voc, Piotr Lniany – g, Sebastian Wolf – dr, gościnnie: Bartosz Turkowski – bg, Sebastian Sztark – kbds
Wydawca: Lynx Music

Tracklista:
1. The War /7.42/
2. Glass Curtains /5.38/
3. Burning Ice /5.47/
4. Trail Of Memories /7.58/
5. Outside Of Nowhere /6.38/
6. Through The Prism Of Time /8.16/
7. Circles /6.57/

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s