Recenzja Machine Head „Unto the Locust” /2011/


Machine_Head_-_Unto_the_LocustJak dotąd w dyskografii Machine Head znalazły się dwie perełki: debiutancki krążek „Burn My Eyes” z 1994 roku oraz wydany w 2007 roku album „The Blackening”. Ten ostatni został nawet okrzyknięty przez niektórych krytyków przełomem na miarę „Master of Puppets”, co pokazuje jasno, że kwartet z Oakland podniósł poprzeczkę bardzo wysoko. Pytanie brzmi, czy mogą ją przeskoczyć? Odpowiedzi należy szukać na albumie „Unto the Locust”, na którym znajdziemy siedem kawałków zapewniających nam około 50 minut bezkompromisowej metalowej jazdy.

Dość przewrotnie na samym wstępie usłyszymy chór, jednak po chwili ustępuje on miejsca cholernie ciężkiemu riffowi przechodzącemu w szaleńczą pogoń po gitarowym gryfie w drugiej części suity „I am Hell”. Trzeba przyznać, że od samego słuchania można dostać zadyszki, w związku z tym stonowane zakończenie utworu słuchacz przyjmuje z wdzięcznością. „Be Still and Know” pozwala nieco obniżyć tętno, ale biorąc pod uwagę, że jest to najkrótszy kawałek na płycie, nie trwa to zbyt długo. Kolejną dawkę atrakcji serwuje nam utwór „Locust”, czyli singiel promujący ten album. Początek bardziej przypomina SOAD niż Machine Head, ale po nieco ponad minucie słyszymy miażdżący riff przeplatany świdrującym dźwiękiem flażoletów, czyli dostajemy to, co Flynn i spółka uczynili swoim znakiem firmowym /zasadniczo mogliby to opatentować pod nazwą „Machine Head Riffs of Doom”, albo coś w tym stylu/. W kolejnym kawałku „This is the End” czwórka z Oakland znów nas nie oszczędza, po spokojnym akustycznym intro nasz puls ponownie podskoczy przy gitarowej kanonadzie Flynna i Demmela, którzy dają tutaj prawdziwy popis doskonałej współpracy w partiach solowych. „Darkness Within” to z kolei najspokojniejszy i najbardziej melodyjny utwór na płycie, a jednocześnie chyba najbardziej emocjonalny w warstwie tekstowej. Przy okazji słychać, że Robert Flynn nieustannie ulepsza swój warsztat wokalny. Następnie dla zachowania równowagi mamy dynamiczny „Pearls Berofe the Swine” i wreszcie na zakończenie „Who We Are”, utwór o dość eksperymentalnym charakterze z chórem chłopięcym i instrumentami smyczkowymi. Jaka jest w związku z tym odpowiedź na postawione na wstępie pytanie? Oczywiście każdy sam sobie odpowie, ale w moim odczuciu jest to płyta bardzo dobra, spójna i co ważne, może dostarczyć słuchaczowi sporej dawki emocji.

Świetne recenzje „The Blackening” skłaniały do pytań, czy muzyków z Machine Head stać na powtórkę tego sukcesu i czy „Unto the Locust” będzie kontynuacją poprzedniego krążka. Odpowiedź zawarta jest w tekście utworu „This is the End”. Po jego wysłuchaniu nie ma żadnych złudzeń – czwórka z Oakland nie będzie oglądać się za siebie i dalej będzie poszukiwać nowych wyzwań. Album „Unto the Locust” dowodzi, że te poszukiwania mogą być bardzo owocne. Co więcej, daje nam nadzieję, że następnym razem Flynn i spółka znów pokażą nowe oblicze.

Sęku

Ocena: 9/10

Machine Head „Unto the Locust” /2011/
Skład: Robert Flynn – voc, g, Dave McClain – dr, Adam Duce – bg, Phil Demmel – g
Wydawca: Warner

1. I am Hell /Sonata in C#/

I/ Sangre Sani
II/ I am Hell
III/ Ashes to the Sky
2. Be Still and Know

3. Locust
4. This is the End
5. Darkness Within
6. Pearls Before the Swine
7. Who We Are

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s