Recenzja Love De Vice „Dreamland” /2009/


dreamland-love-de-viceDebiutancka płyta Love De Vice, czyli „Dreamland”, ukazała się w 2009 roku. Poza instrumentalnym „Intro”, zawiera siedem dłuższych, rozbudowanych utworów, czytaj: takich, które – z małymi wyjątkami – nie mają szans na emisję w radiu. Piszę o tym, bo byłoby miło czasem usłyszeć coś, co przedstawia muzyczna wartość, a muzyce towarzyszą ciekawe teksty. Porzućmy jednak ten wątek, ponieważ podobnie jak muzycy zespołu, pozbawiony jestem złudzeń. Skupmy się na muzyce, bo z pewnością warto poświęcić jej kilka akapitów.

Choćby takiemu „Once You Were (a Giant)”. Po instrumentalnym początku, ten numer to idealny opener. Gęsto brzmiące gitary, klawisze i perkusja na otwarcie, tworzą podkład pod hardrockowy wokal. Zwraca uwagę również tekst opowiadający, najogólniej rzecz ujmując, historię upadku człowieka, który zbyt mocno uwierzył w swoje nieograniczone możliwości. A konkluzja jest smutna: „once you were a giant, now you’re cold and dead”.

„Foggy Future” przynosi inna stylistykę. Ostrzej brzmią gitary, szczególnie na początku utworu, w którym zespół pokazuje rockowy pazur.

Delikatne wyciszenie przynosi „Kiss Goodbye” będący klasyczną balladą. Gdyby w odpowiednim momencie znalazły się pieniądze na promocję i teledysk, gdyby piosenka nagrana została również w wersji radio edit – w oryginale trwa prawie 8 minut – byłby mega-przebój. Gdyby…

„One more chance” to powrót do ostrzejszego grania. Rytmiczna perkusja, śpiew wręcz na granicy skandowania, ciekawy po raz kolejny tekst zbudowany na zasadzie wyliczanki i gitarowe solo w środku utworu, po którym mamy art rockową wstawkę w postaci szumu rozmów. Oto zalety tej piosenki, po której – na zasadzie kontrastu – mamy kolejna balladę. „Sleepless Nights”, miłosna ballada, to utwór, w którym szczególną uwagę zwraca piękny motyw zagrany na akustycznej gitarze. Co ciekawe, styl śpiewania Pawła Graneckiego bardziej przypomina tu Jamesa Hetfielda niż choćby Ronniego James Dio, którego osobiście bardziej bym się spodziewał. Gitarowe solo w drugiej części „Sleepless Nights” to również bardziej Metallica niż Dio czy Deep Purple.

„Dreamland” przynosi nam jeszcze, najszybsze, najbardziej żywiołowe „Mission” oraz, na zakończenie, utwór tytułowy. W jego przypadku sprawdza się teoria, że finał, to bardzo ważny element płyty. Fortepianowe intro okraszone akustyczną gitarą i ponownie gęsto brzmiącą perkusją zapewniają go w stu procentach. Jako dopełnienie mamy i ciekawy wokal, i wyróżniającą się partię gitary.

Podsumowując, można jednoznacznie stwierdzić, że Love De Vice, nie jest zainteresowany muzyczną karierą w złym znaczeniu tego słowa. Panowie mają zdecydowanie określone priorytety, cele i upodobania. Ponieważ muzyka została wymyślona i zrealizowana na wysokim poziomie, a teksty poruszają interesującą, osadzoną w rockowej stylistyce tematykę, całości słucha się bardzo przyjemnie i ma ochotę na więcej.

Editor

ocena: 8/10 

Love De Vice „Dreamland” /2009/
Skład: Paweł „Ozzie” Granecki – voc, Robert „Robur” Wieczorek – g, Andrzej „Messi” Archanowicz – g, Robert „R.i.P” Pełka – bg, Krzysztof „Krzychu” Słaby – kbds, Tomasz „Kudel” Kudelski – dr.
Wydawca: Takt

Tracklista:
1. Intro /1:06/
2. Once you were (a Giant) /5:53/
3. Foggy future /4:48/
4. Kiss goodbye /7:50/
5. One more chance /4:26/
6. Sleepless nights /7:05/
7. Mission /4:33/
8. Dreamland /5:51/

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s