Recenzja Dead Can Dance „In Concert” (2013)


dead_can_dance_in_concert-coverDead Can Dance to zespół, któremu w ciągu kilkunastoletniej kariery rozpoczętej w 1981 roku udało się zapracować na miano kultowego, rozpaść, milczeć wydawniczo przez 16 lat, a następnie powrócić z wielką klasą. Pierwszy po reaktywacji album wydany w 2012 roku „Anastasis” został przyjęty bardzo entuzjastycznie, a Dead Can Dance ruszyli w trasę Anastasis World Tour. Podczas niej zarejestrowany został materiał, który właśnie trafił na koncertowy album zatytułowany po prostu „In Concert”. Płyta ukazała się w kilku formatach i na kilku nośnikach. Opisywana przeze mnie wersja to dwupłytowe wydawnictwo CD, na którym znalazło się 16 utworów i kilkadziesiąt minut oszałamiającego show w wykonaniu Dead Can Dance.

O wielkiej pewności siebie i wierze w moc najnowszego materiału świadczyć może fakt, że Dead Can Dance zagrali podczas tego koncertu cały materiał z „Anastasis” ani myśląc o koncertowaniu zgodnie z zasadą greatest hits, co po tak długiej przerwie byłoby pewnie zrozumiałe i uzasadnione. Ale nic z tego. Poza 8 utworami z ubiegłorocznej płyty, na „In Concert” znalazły się dwie kompozycje z „Toward The Within” („Sanvean” została umieszczona również na solowej płycie Lisy Gerrard „The Mirror Pool”) i po jednej ze „Spiritchaser”, „Into The Labirynth” i „The Serpent’s Egg”. A zestaw uzupełniają: „Dreams Made Flesh” (Dead Can Dance wykonywali już ten utwór na pierwszej płycie projektu This Mortal Coil „It’ll End In Tears”), cover Tima Buckleya „Song To The Siren” (na wspomnianej płycie „It’ll End In Tears” można ją usłyszeć w wykonaniu Elisabeth Fraser i Robina Guthrie z Coceteau Twins) oraz tradycyjna arabska pieśń „Lamma Bada”. Co znamienne, muzycy nie sięgnęli po ani jeden utwór z kultowego albumu „Within The Realm of a Dying Sun”, który zapewnił im obecność w panteonie muzyki.

Mimo przerwy (nie licząc krótkiego powrotu na scenę w 2005 roku) we wspólnych występach, mimo ponad trzydziestoletniego stażu, Dead Can Dance nie brakuje ani energii, ani chęci wspólnego grania, ani pomysłów. Lisa i Brendan dalecy są od odcinania kuponów od osiągniętego sukcesu. Australijsko-brytyjski duet nie stracił również niczego z magii i tego charakterystycznego dla ich występów, zabarwionego smutkiem i nostalgią, piękna. Ich występy to nadal bardziej misteria niż rockowe koncerty. Nic nie stracili ze swojego unikalnego charakteru i niepowtarzalnego stylu.

Ta płyta jest tak udana, że nawet brak “Cantary”, od której zaczęła się moja miłość do tego zespołu, bardzo skromna choć pięknie wydana wkładka (ta zieleń!) i błąd w liście tytułów na okładce, nie są w stanie zmienić mojego zdania na jej temat. Pięknie, nastrojowo, perfekcyjnie.

Rockella

Ocena: 9/10

Dead Can Dance „In Concert” (2013)
Skład: Lisa Gerard, Brendan Perry, Astrid Williamson, David Kuckhermann, Jules Maxwell, Dan Gresson, Richard Yale
Wydawca: PIAS Recordings

Tracklista:

CD 1:
1. Children Of The Sun /7:34/
2. Anabasis /6:43/
3. Rakim /6:15/
4. Kiko /08:07/
5. Lamma Bada /4:19/
6. Agape /6:16/
7. Amnesia /6:17/
8. Sanvean /5:27/

CD 2:
1. Nierika /4:37/
2. Opium /5:38/
3. The Host Of Seraphim /6:17/
4. All In Good Time /7:21/
5. Ubiquitous Mr. Lovegrove /5:50/
6. Dreams Made Flesh /4:26/
7. Song To The Siren /4:44/
8. Return Of The She-King /7:47/

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s