Nowa biografia Coldplay „Życie w trasie”


coldplay_book-coverSpłukany, łysiejący gitarzysta pod trzydziestkę pozostaje bez perspektyw na dalsze granie. Znając się trochę na gitarach i nie mając zupełnie doświadczenia, łapie posadę roadie nikomu nieznanej kapeli grającej jako support przed Muse. Tak zaczyna się przygoda jego życia! Bo dziwna banda byłych studentów w beznadziejnych spodniach już wkrótce zawojuje cały świat jako Coldplay.

Życie w trasie jest książką wyjątkową, tak jak Coldplay jest wyjątkowym zespołem. Muzycy przebyli długą i bardzo wyboistą drogę na sam szczyt, a ich wierny roadie był przy nich przez cały czas – niezależnie od sukcesów i niepowodzeń.

Wyobraźcie sobie tylko, jakich wydarzeń był świadkiem…

Matt McGinn serwuje nam historie z pierwszej ręki, które są tak niesamowite, że czasami aż trudno w nie uwierzyć. Huragany, fale upałów, loty helikopterem i prywatnym odrzutowcem, szaleni łowcy kostek gitarowych – to zaledwie wierzchołek góry lodowej, jaką jest Życie w trasie. Lecz przecież niezależnie od przeszkód przedstawienie musi trwać!

O autorze:

Matt McGinn – różni ludzie mówią o nim różne rzeczy:
– genialny gitarzysta o legendarnych początkach, który bardziej przypomina jajo niż człowieka
– żartowniś ciągle opowiadający stare dowcipy
– niepohamowany flirciarz
– oddany miłośnik cydru
Tego jednak jesteśmy pewni:
jest członkiem rodziny Coldplay od samego początku istnienia zespołu, bardzo go kochamy i przynajmniej połowa tej książki to pewnie prawda.

Coldplay, The Bakery, listopad 2009

„Chris Martin, Guy Berryman, Johnny Buckland i Will Champion od półtorej dekady zaopatrują świat w melodie. Wpadające w ucho, skonstruowane z niezwykłą starannością czy zwyczajnie poruszające. Przykładami można żonglować do woli”.

Piotr Stelmach, Program III Polskiego Radia

„Będziesz się śmiać, będziesz również płakać. Matt odkrywa wszystkie karty w swoim bezkompromisowym sprawozdani z życia w trasie”.

The Guardian

Uwierzyliśmy w Coldplay tak jak Matt McGinn, autor tej książki. Uwierzył w nich już w trakcie słuchania pierwszej piosenki i do dzisiaj czerpie z tego faktu satysfakcję. Coldplay stali się jego nową rodziną, a miejsca koncertów i kulisy scen – nowym domem. Sytuacje z koncertowego życia ekipy opisał bez strachu i zbędnej pompatyczności. Gratka dla każdego fana Coldplay, również dla nas.

Krzysztof Dokładny & Aleksandra Kielichowska, coldplace.eu

Coldplay. Życie w trasie

Autor:  Matt Mc Ginn
Język oryginału: angielski
Liczba stron:  ok. 256
Data wydania: 19 maja 2014
Oprawa: miękka
Wydawca w Polsce: Wydawnictwo SQN

Fragment książki:

Gdy tylko na scenie pojawił się Coldplay, w jej kierunku zaczęła zmierzać fala negatywnych emocji. Istniało zagrożenie, że zmiecie nas wszystkich na zawsze. Przesiąknięta rockiem, zmęczona upałem i marudząca jak cholera publiczność zupełnie nie czuła tej muzyki.

Podniosłość Yellow czy czar Shiver rozmyły się w popołudniowym upale i wyparowały niesione w górę na chmurze potu i szyderstw. Miałem wrażenie, że w pewnym momencie niewidzialna, ubrana w skórzaną rękawiczkę dłoń pociągnie za ukrytą dźwignię, wielkie drzwi pułapka ustąpią, a my spadniemy prosto do Londynu.

Podczas Trouble – prawdopodobnie najłagodniejszej piosenki, jaką niektórzy z tłumu słyszeli od czasu Nothing Else Matters Metalliki – nastąpił przełom. Gdy najbardziej sfrustrowana ekipa znajdująca się tuż przy scenie usłyszała znajome i ładne intro grane na fortepianie, ogarnęło ją poczucie wspólnego celu. Na szczęście wysoka barierka przeszkodziła im w dokonaniu planowanej masakry, co tylko zagęściło pełną nienawiści atmosferę. Nawet jeśli komuś pod sceną podobał się koncert, nie mieliśmy szans, żeby to zauważyć. Chris był w połowie drugiego refrenu, kiedy stało się TO: z umiejętnością i determinacją antycznego wojownika jakiś żartowniś stojący 30 rzędów od sceny cisnął krążek CD pod takim kątem, że trafił Chrisa prosto w jego ociekające potem, zaczerwienione czoło. I never meant to cause you… TRZASK. Timing był idealny i tragiczny. Trzeba było docenić miotacza, który musiał trenować latami w licealnej drużynie ciskania przedmiotami. Gdyby w tym momencie Chris wstał, odwarknął coś, nazwał publiczność bandą debili, zszedł ze sceny i złapał następny lot do domu, ani trochę bym go za to nie winił. Nie zrobił jednak tego. Na moment zamarł, spojrzał na Jonny’ego i grał dalej, twardo opierając się złej aurze. Reszta zespołu stłoczyła się wokół niego i tak, trzymając się blisko siebie, przetrwali. Nagle zobaczyłem w nich małą, solidną, walczącą ekipę. „Całkiem nieźle – powiedziałem sam do siebie, czując się jak Mr. Kincaid z serialu The Partridge Family. – Te dzieciaki są twardsze, niż myślałem. Być może uda im się przebić w Stanach”.

Zastanawiałem się, co to była za płyta, którą Chris oberwał w głowę. Zapewne nie Parachutes, chociaż nigdy nie wiadomo. Niemniej jednak był to dla mnie moment konkluzji. Pierwsze małe zwycięstwo na drodze sukcesów, dzięki którym Coldplay miał zawędrować na sam szczyt największego rynku muzycznego na świecie – całkiem nieźle jak na bandę „byłych studentów w beznadziejnych spodniach” (hm, kto to tak właściwie powiedział?).

Źródło: Wydawnictwo SQN

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s