Recenzja Anathema „Distant Satellites” (2014)


Anathema_Distant_Satellites-coverMoje pierwsze wrażenie po przesłuchaniu albumu „Distant Satellites”? Anathema znalazła w końcu brzmienie, z którego jest zadowolona i które konsekwentnie wykorzystuje na swoich płytach. Już na płycie „We’re Here Because We’re Here” z 2010 roku pojawiły się brzmienia, które zespół rozwinął dwa lata później na „Weather Systems”, a których kontynuację słychać na właśnie ukazującym się „Distant Satellites”. Odejście od mrocznego grania na rzecz bardziej przestrzennych utworów i bogatszych aranżacji. Dopuszczenie do – nomen omen – głosu Lee Douglas. Wyraźne wykorzystanie transowych beatów w połączeniu z emocjonalnym śpiewem.

Moje drugie wrażenie? Sesje nagraniowe do poprzedniego albumu były bardzo, bardzo owocne. Nawet tytuł trzyczęściowej kompozycji „The Lost Song” i ustawienie pierwszych dwóch części analogicznie do „Untouchables” z „Weather Systems” nasuwają takie skojarzenia. Z odrzutami z sesji nagraniowych czy kontynuacjami płyt  – o ile z takimi mamy tu do czynienia – bywa różnie. Czasem kończą się porażką, jak choćby w przypadku Metallikowego „ReLoad”, Marillionowego „Afraid of Sunlight” czy Pendragonowego „The Masquerade Overture”. W przypadku Anathemy tego zagrożenia jednak nie ma. Choć, jak wspomniałem, można znaleźć pewne kompozycyjne i formalne podobieństwa pomiędzy „Distant Satellites” a „Weather Systems”, najnowszy album Brytyjczyków broni się całkowicie jako zupełnie niezależne i oryginalne dzieło.

Moje trzecie i każde kolejne wrażenie to już tylko zachwyt, wzruszenie i poczucie, że warto było czekać te ponad dwa lata od wydania „Weather Systems”. Anathema ze swoją twórczością znalazła się gdzieś pomiędzy transowymi brzmieniami Archive, a klasycznie progresywnym Stevenem Wilsonem, znakomicie wypełniając pustkę po Porcupine Tree. Ich granie jest prostsze formalnie, ale za to podszyte gigantyczną dawką nieudawanych emocji. Wystarczy sięgnąć po utwór szósty – „Anathema” – by przekonać się, jak w niespełna siedem minut można wykreować wulkan emocji korzystając z pozornie prostych narzędzi, jak monotonna klawiszowa mantra, prosty perkusyjny rytm i bajecznie melodyjny gitarowy riff.

Bez cienia wątpliwości mogę stwierdzić, że na taką płytę czekałem. Na takie emocje. Taką Anathemę lubię najbardziej. „Distant Satellites” dołącza do bardzo nielicznego grona moich ulubionych tegorocznych albumów zajmując miejsce obok Jennie Abrahamson, Archive i Bigelf.

P.S. Polecam słuchać głośno. Bardzo głośno.

Rockella

Ocena 9/10

Anathema „Distant Satellites” (2014)
Skład: Daniel Cavanagh – lead vocals, co-lead vocals, electric guitars, acoustic guitars, bass guitars, keyboards, piano, Jamie Cavanagh – bass guitars, Vincent Cavanagh – lead vocals, electric guitars, acoustic guitars, bass guitars, keyboards, programming, backing vocals, John Douglas – drums, keyboards, programming, Lee Douglas – lead vocals, co-lead vocals, backing vocals, Daniel Cardoso – keyboards
Wydawca: Kscope

Lista utworów:
1. „The Lost Song, Part 1” (5:53)
2. „The Lost Song, Part 2” (5:47)
3. „Dusk (Dark Is Descending)” (5:59)
4. „Ariel” (6:28)
5. „The Lost Song, Part 3” (5:21)
6. „Anathema” (6:40)
7. „You’re Not Alone” (3:26)
8. „Firelight” (2:42)
9. „Distant Satellites” (8:17)
10. „Take Shelter” (6:07)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s